23.01.2025, 06:18 ✶
Kiedy tylko Laurent zabrał się za rozwijanie tematu, Atreus wrócił do przyglądania się swojej dłoni i żarzącemu się w niej papierosowi. Zwyczajnie nie mógł w tym momencie patrzeć na kuzyna, ale nie chodziło o to że czuł jakieś rozczarowanie czy może nawet obrzydzenie, ale zwyczajnie nie chciał widzieć, co działo się dookoła niego. Nie chciał oglądać tych wszystkich emocji, które teraz niechybnie się w nim kotłowały, gdzieś pod falującą otoczką chłodu, momentami przebijaną przez to co działo się pod powierzchnią. To było tak dziwne i niesprawiedliwie, mieć jednocześnie obok siebie Victorię, która siedziała nieporuszona, pełna zagadek których nie mógł rozczytać na pierwszy rzut oka i co najważniejsze - wcale nie chciał. Dobrze mu było z tą niewiedzą, szczególnie że zdawał sobie sprawę, jak bliski jest jej Laurent.
Walczył też z sobą, żeby nie prychnąć i nie oznajmić głośno, że był to jeden z najgorszych pomysłów, jakie słyszał w tym tygodniu, a była ku temu mocna konkurencja, bo parę dni temu sam postanowił zajść na Podziemne Ścieżki i zgubił się w nich na blisko dwanaście godzin. Zrobiłby to - skomentowanie tłumaczenia Laurenta - z właściwą dla siebie przekorą i pewnym zniesmaczeniem, ale zwyczajnie nie mógł, bo gdyby to zrobił Prewett zamknąłby się w środku. Zrobił krok w tył, zastanawiając czy dobrze zrobił, przychodząc do nich z zaistniałym problemem.
Nie mógł mu tego zrobić.
Siedział przez dłuższą chwilę zamyślony, patrząc już w bliżej nieokreślony punkt na werandzie, śledząc szpary w klepkach czy też lustrując odpryski farby na meblach, pozwalając Victorii znowu zabrać głos jako pierwszej.
- Dowody zawsze można złożyć anonimowo, przysyłając do Ministerstwa pełną teczkę - nie takie rzeczy się zdarzały, ale nie o to w sumie w tym wszystkim chodziło. - Ale Victoria ma rację. Oficjalne śledztwo wymaga odpowiednio zebranych dowodów. Nawet jeśli otrzymamy pełen pakiet, wszystko musi zostać sprawdzone i to bardzo dokładnie.
Rozumiał. Oczywiście, że rozumiał co miała na myśl. Czasem najprostsze rozwiązania były najgorsza, właśnie dlatego że szło się po najmniejszej linii oporu. Potrzeba było bardzo dużo dyscypliny i samozaparcia by nie poddać się frustracji i tym wszystkim emocjom, które narastały i nawarstwiały się w ich pracy. By nie dać wygrać złości i nie zacząć uciekać się do najpodlejszych manewrów czy zaklęć. Mieli łapać czarnoksiężników i przestępców, a nie sprowadzać się do ich poziomu.
- Cokolwiek znajdowało się w jego teczkach kiedyś, nie było przesadnie rozbudowane. Ta sprawa była popularna, ale chyba słabo złożona. Do tego działa się trzy lata temu, żeby powtórzyć całą szaradę, trzeba by się za to zabrać na nowo. Spodziewam się, że Dante odciął od siebie bardzo dużo dojść, które wcześniej mogły mu zaszkodzić, albo wydały mu się niekorzystne. Może być bezczelny, może trząść Nokturnem, ale biorąc pod uwagę jak to się wszystko rozjechało, sprawa musiałaby być na nowo otwarta. A do tego trzeba bomby, bo założę się że nikt nie chce wracać do tamtego cyrku - zgasił papierosa w popielniczce i wyciągnął nowego. - Na twoim miejscu... - zerknął na Victorię. Naszym? - Zacząłbym od osób, które miały się go pozbyć. - brzmiało to cholernie dziwnie, bo Atreusowi wciąż nie mogło się jakoś ułożyć w głowie to, że Laurent brał udział w planowaniu zabójstwa. - Co wtedy się faktycznie wydarzyło? Kto miał się tym zająć? Kiedy się to dokładnie miało stać? To nie są pytania na teraz, jak coś. Ale właściwym podejściem byłoby zgłoszenie jego pogróżek do biura. Oficjalnie.
Walczył też z sobą, żeby nie prychnąć i nie oznajmić głośno, że był to jeden z najgorszych pomysłów, jakie słyszał w tym tygodniu, a była ku temu mocna konkurencja, bo parę dni temu sam postanowił zajść na Podziemne Ścieżki i zgubił się w nich na blisko dwanaście godzin. Zrobiłby to - skomentowanie tłumaczenia Laurenta - z właściwą dla siebie przekorą i pewnym zniesmaczeniem, ale zwyczajnie nie mógł, bo gdyby to zrobił Prewett zamknąłby się w środku. Zrobił krok w tył, zastanawiając czy dobrze zrobił, przychodząc do nich z zaistniałym problemem.
Nie mógł mu tego zrobić.
Siedział przez dłuższą chwilę zamyślony, patrząc już w bliżej nieokreślony punkt na werandzie, śledząc szpary w klepkach czy też lustrując odpryski farby na meblach, pozwalając Victorii znowu zabrać głos jako pierwszej.
- Dowody zawsze można złożyć anonimowo, przysyłając do Ministerstwa pełną teczkę - nie takie rzeczy się zdarzały, ale nie o to w sumie w tym wszystkim chodziło. - Ale Victoria ma rację. Oficjalne śledztwo wymaga odpowiednio zebranych dowodów. Nawet jeśli otrzymamy pełen pakiet, wszystko musi zostać sprawdzone i to bardzo dokładnie.
Rozumiał. Oczywiście, że rozumiał co miała na myśl. Czasem najprostsze rozwiązania były najgorsza, właśnie dlatego że szło się po najmniejszej linii oporu. Potrzeba było bardzo dużo dyscypliny i samozaparcia by nie poddać się frustracji i tym wszystkim emocjom, które narastały i nawarstwiały się w ich pracy. By nie dać wygrać złości i nie zacząć uciekać się do najpodlejszych manewrów czy zaklęć. Mieli łapać czarnoksiężników i przestępców, a nie sprowadzać się do ich poziomu.
- Cokolwiek znajdowało się w jego teczkach kiedyś, nie było przesadnie rozbudowane. Ta sprawa była popularna, ale chyba słabo złożona. Do tego działa się trzy lata temu, żeby powtórzyć całą szaradę, trzeba by się za to zabrać na nowo. Spodziewam się, że Dante odciął od siebie bardzo dużo dojść, które wcześniej mogły mu zaszkodzić, albo wydały mu się niekorzystne. Może być bezczelny, może trząść Nokturnem, ale biorąc pod uwagę jak to się wszystko rozjechało, sprawa musiałaby być na nowo otwarta. A do tego trzeba bomby, bo założę się że nikt nie chce wracać do tamtego cyrku - zgasił papierosa w popielniczce i wyciągnął nowego. - Na twoim miejscu... - zerknął na Victorię. Naszym? - Zacząłbym od osób, które miały się go pozbyć. - brzmiało to cholernie dziwnie, bo Atreusowi wciąż nie mogło się jakoś ułożyć w głowie to, że Laurent brał udział w planowaniu zabójstwa. - Co wtedy się faktycznie wydarzyło? Kto miał się tym zająć? Kiedy się to dokładnie miało stać? To nie są pytania na teraz, jak coś. Ale właściwym podejściem byłoby zgłoszenie jego pogróżek do biura. Oficjalnie.