28.01.2023, 15:35 ✶
- Zastanawiałem się nad tym i wydaje mi się, że ktoś musiał mi go zaczarować, bo innego wyjaśnienia tego, jak się tam znalazł, to ja nie widzę – stwierdził po ledwo zauważalnej chwili wahania bardzo poważnym tonem, jakby w głowie już układał listę podejrzanych. Jednakże w pamięci miał wyraźne wspomnienie tego, jak odstawił kaktusa za zasłonkę, a później w roztargnieniu zapomniał podstawić go z powrotem na słońce. Nie mógł się jednak tak po prostu przyznać. Czuł, że nie był to najlepszy pomysł.
- A tak, kojarzę ten mecz. Pamiętasz, kto wygrał, swoją drogą? - spytał się, wędrując z kwiatkami w dłoniach. Wspomnienia z pobytu w szpitalu nie były dla niego bolesne, bo samego upadku nigdy sobie nie przypomniał. Za to pamiętał dokładnie, że dzięki temu zdarzeniu mógł oddać zadanie domowe z eliksirów dużo później niż reszta klasy.
- Czyli po prostu byłaś na tamtych zajęciach, ale na nich nie uważałaś. No ładnie – podsumował i uśmiechnął się szeroko, jakby przyłapał ją na czymś wstydliwym. Pokiwał głową, udając dezaprobatę. Skoro to nie przez Quidditch, to musiała być to jej wina. Był jeszcze daleko od poddania się i przyznania, że wszystko zmyślił.
- A więc spróbujemy wszystkiego po trochu – obiecał tak, jakby już wszystko było ustalone. Odmowa, choć niemile go zaskoczyła, ani trochę nie wybiła go z rytmu. Nie sztuką było przekonać osobę do zrobienia czegoś, na co sama miała ochotę. Sztuką było wymanewrować słownie kogoś, komu twój pomysł ani trochę nie odpowiadał!
- Naprawdę nalegam. Chcę być świetnym sąsiadem, takim najlepszym, jak ze snów. Pozwól sobie pomóc. Poza tym muszę się jakoś zrehabilitować za śmierć mojego kaktusa. Gdyby żył i miał jakiekolwiek myśli, to jestem pewien, że chciałby, bym grał twoim kwiatkom – powiedział żarliwym tonem nawróconego, byłego roślino-mordercy. Żałował, że wcześniej przyznał się do braku wyrzutów sumienia z powodu kaktusa, bo teraz musiał krążyć wokół tego tematu i udawać, że nagle, w ciągu kilkunastu sekund, zrobiło się mu go szkoda. Próbował ukryć brak logiki w swoim zachowaniu z namaszczeniem oraz dbałością odstawiając rośliny Mackenzie obok pozostałych donic i na moment ukrywając swój uśmiech pod skruszonym wyrazem twarzy.
- Żaden problem – odparł swobodnie, zadowolony, że mimo ilości roślin całość poszła im dosyć sprawnie. A przysługa się przyda. Jeśli dziewczyna nie da się przekonać do muzyki, to w ostateczności będzie mógł ją wykorzystać do tego, by grać na gitarze mimo wszystko.
- A tak, kojarzę ten mecz. Pamiętasz, kto wygrał, swoją drogą? - spytał się, wędrując z kwiatkami w dłoniach. Wspomnienia z pobytu w szpitalu nie były dla niego bolesne, bo samego upadku nigdy sobie nie przypomniał. Za to pamiętał dokładnie, że dzięki temu zdarzeniu mógł oddać zadanie domowe z eliksirów dużo później niż reszta klasy.
- Czyli po prostu byłaś na tamtych zajęciach, ale na nich nie uważałaś. No ładnie – podsumował i uśmiechnął się szeroko, jakby przyłapał ją na czymś wstydliwym. Pokiwał głową, udając dezaprobatę. Skoro to nie przez Quidditch, to musiała być to jej wina. Był jeszcze daleko od poddania się i przyznania, że wszystko zmyślił.
- A więc spróbujemy wszystkiego po trochu – obiecał tak, jakby już wszystko było ustalone. Odmowa, choć niemile go zaskoczyła, ani trochę nie wybiła go z rytmu. Nie sztuką było przekonać osobę do zrobienia czegoś, na co sama miała ochotę. Sztuką było wymanewrować słownie kogoś, komu twój pomysł ani trochę nie odpowiadał!
- Naprawdę nalegam. Chcę być świetnym sąsiadem, takim najlepszym, jak ze snów. Pozwól sobie pomóc. Poza tym muszę się jakoś zrehabilitować za śmierć mojego kaktusa. Gdyby żył i miał jakiekolwiek myśli, to jestem pewien, że chciałby, bym grał twoim kwiatkom – powiedział żarliwym tonem nawróconego, byłego roślino-mordercy. Żałował, że wcześniej przyznał się do braku wyrzutów sumienia z powodu kaktusa, bo teraz musiał krążyć wokół tego tematu i udawać, że nagle, w ciągu kilkunastu sekund, zrobiło się mu go szkoda. Próbował ukryć brak logiki w swoim zachowaniu z namaszczeniem oraz dbałością odstawiając rośliny Mackenzie obok pozostałych donic i na moment ukrywając swój uśmiech pod skruszonym wyrazem twarzy.
- Żaden problem – odparł swobodnie, zadowolony, że mimo ilości roślin całość poszła im dosyć sprawnie. A przysługa się przyda. Jeśli dziewczyna nie da się przekonać do muzyki, to w ostateczności będzie mógł ją wykorzystać do tego, by grać na gitarze mimo wszystko.