28.01.2023, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2023, 23:57 przez Amanda Lestrange.)
Nie spodziewałam się, że stażystka jest spokrewniona z Longbottomami, których posiadłość była położona nie tak daleko od mojego rodzinnego domu. Byli jednym ze starszych rodów zamieszkałych w Dolinie i ich obecność w magicznym świecie była wyczuwalna nie tylko po sąsiedzku.
Zaintrygował mnie temat pracy badawczej jej rodziców w szczególności, że również interesowałam się zielarstwem, dlatego lubiłam śledzić różne trwające projekty i ich proces.
Rozmowę nagle przerwał krzyk jednego z pracowników. Obie zareagowałyśmy szybko i pomknęłyśmy do miejsca wypadku. Okazało się, że na obie nogi jednego z drwali spadło drzewo, przygniatając je. Mężczyźni podnieśli magią ostrożnie drzewo, dzięki czemu mogłam przyjrzeć się ranom. Wysłałam ich koordynatorowi zabójcze spojrzenie. Dosłownie prosiłam go około dziesięć minut temu o ostrożność, ale zbliżające się święto było chyba jedyną rzeczą, która ich teraz obchodziła oraz to, żeby skończyć szybko zlecenie. Usiadłam kolanami na ściółce leśnej i rozpoczęłam diagnozę:
Widok był makabryczny, ale zachowałam zimną krew. Kości piszczelowe i możliwe, że też strzałkowe, choć nie byłam pewna, były połamane i roztrzaskane, powodując otwarte, przebijające skórę złamania. Krew tryskała rytmicznie pod dużym ciśnieniem, co wskazywało na to, że któraś z tętnic piszczelowych prawdopodobnie była uszkodzona. Nie wyglądało to dobrze. Trudno było mi się skupić przez agonalne wrzaski i stresowała mnie ta sytuacja, bo tym razem to ja byłam w dowodzeniu i musiałam sama zaplanować całą akcję, a sytuacja była bardzo poważna i musiałam działać szybko.
- Zmiażdżenie spowodowało duży rozprysk kości. Ich kawałki prawdopodobnie utknęły w mięśniach.. nie złożymy ich magią. Któraś z tętnic też jest uszkodzona - Zwróciłam się do dziewczyny, gdy udało mi się zebrać myśli i zdecydować się na jedną z możliwych opcji działania. - Usuniemy obie kości, co pozwoli nam zregenerować tkanki, a gdy pacjent będzie stabilny przetransportuje się go na terapię Szkiele-wzro do Munga... Fernah, potrzebuję stężonego wywaru z dyptamu i coś do odkażania ran... - Wyjaśniłam stażystce, co wymyśliłam, ale byłam otwarta na jej ewentualne uwagi i poprosiłam ją o przyniesienie potrzebnych mi wywarów. Nie ja sprawdzałam inwentarz namiotu, tylko ona, więc zapewne pamięta, gdzie co się znajduje. Wyjęłam różdżkę, próbując zebrać myśli i jak najbardziej się skupić, mimo krzyków.
Machnęłam różdżką, celując w nogi zaklęciem, które miało pozbyć się złamanych kości, a raczej tego, co z nich zostało.
Zaintrygował mnie temat pracy badawczej jej rodziców w szczególności, że również interesowałam się zielarstwem, dlatego lubiłam śledzić różne trwające projekty i ich proces.
Rozmowę nagle przerwał krzyk jednego z pracowników. Obie zareagowałyśmy szybko i pomknęłyśmy do miejsca wypadku. Okazało się, że na obie nogi jednego z drwali spadło drzewo, przygniatając je. Mężczyźni podnieśli magią ostrożnie drzewo, dzięki czemu mogłam przyjrzeć się ranom. Wysłałam ich koordynatorowi zabójcze spojrzenie. Dosłownie prosiłam go około dziesięć minut temu o ostrożność, ale zbliżające się święto było chyba jedyną rzeczą, która ich teraz obchodziła oraz to, żeby skończyć szybko zlecenie. Usiadłam kolanami na ściółce leśnej i rozpoczęłam diagnozę:
Widok był makabryczny, ale zachowałam zimną krew. Kości piszczelowe i możliwe, że też strzałkowe, choć nie byłam pewna, były połamane i roztrzaskane, powodując otwarte, przebijające skórę złamania. Krew tryskała rytmicznie pod dużym ciśnieniem, co wskazywało na to, że któraś z tętnic piszczelowych prawdopodobnie była uszkodzona. Nie wyglądało to dobrze. Trudno było mi się skupić przez agonalne wrzaski i stresowała mnie ta sytuacja, bo tym razem to ja byłam w dowodzeniu i musiałam sama zaplanować całą akcję, a sytuacja była bardzo poważna i musiałam działać szybko.
- Zmiażdżenie spowodowało duży rozprysk kości. Ich kawałki prawdopodobnie utknęły w mięśniach.. nie złożymy ich magią. Któraś z tętnic też jest uszkodzona - Zwróciłam się do dziewczyny, gdy udało mi się zebrać myśli i zdecydować się na jedną z możliwych opcji działania. - Usuniemy obie kości, co pozwoli nam zregenerować tkanki, a gdy pacjent będzie stabilny przetransportuje się go na terapię Szkiele-wzro do Munga... Fernah, potrzebuję stężonego wywaru z dyptamu i coś do odkażania ran... - Wyjaśniłam stażystce, co wymyśliłam, ale byłam otwarta na jej ewentualne uwagi i poprosiłam ją o przyniesienie potrzebnych mi wywarów. Nie ja sprawdzałam inwentarz namiotu, tylko ona, więc zapewne pamięta, gdzie co się znajduje. Wyjęłam różdżkę, próbując zebrać myśli i jak najbardziej się skupić, mimo krzyków.
Machnęłam różdżką, celując w nogi zaklęciem, które miało pozbyć się złamanych kości, a raczej tego, co z nich zostało.