- Narażę się w odpowiednim czasie. I będzie ładniejsze, niż byłoby teraz. - W czasie wybranym przez siebie, kiedy wszystko będzie zebrane do jednej kupy. Kiedy już auror będzie mógł wziąć jednego z drugim cwaniaczkiem do biura, przyjebać im parę razy w mordę i zmusić do mówienia na takich warunkach, w których to oni rozdawali karty. Nie takich, jak teraz. Błądzenie po omacku, opieszałość... Przecież zresztą wiele innym tematów rozsadzało biuro. Akurat widział, że ze względu na jeden list ktoś postanowi niewdzięczną sprawę odkopać, która nie przyniosła żadnego rezultatu zadowalającemu biuru aurorów. - Owszem. Musi. Ale wtedy wiadomo, czego się szuka. - Chociaż z tym "MUSI" być sprawdzone... - Albo musi być odpowiedni sędzia, który nie potrzebuje odpowiednio zebranych dowodów. - To nie był świat, w której poprawność polityczna i poprawność zebrania dowodów miały dyktować warunki wszechświata. Poprawność... była zarezerwowana dla tych, którzy nie potrafili sobie stworzyć drogi satysfakcjonującej do efektów. Czy nie byłoby pięknym i wygodnym, gdyby taki Atreus i Victoria zostali przydzieleni do sprawy, która uratowałaby jego życie? Jego... życie... ha. Wydawało się to niczym ważnym w perspektywie tego, ile zła wszystkim przynosiło istnienie takich osób jak Dante. Niczym w porównaniu do tego, jak mogła ucierpieć jego rodzina, gdyby coś poszło nie tak.
Trzymał dłonie pod stołem i zaciskał je właśnie mocno na materiale spodni. Tak, rozumiał aluzję. Dlatego nie chciał prosić ich, by tym się stali. Ale nie zamierzał też grać w grę, której zasady były jasne. Której nie dało się wygrać działając tak, jakby sobie tego Victoria życzyła.
- Nie mogę tego zrobić, więc przejdźmy do innych rozwiązań. - Mógł ich czarować, że tak, tak, jasne, rozumie, więc to zostawi, zastanowi się, a w końcu zgłosi... po czym zgłosiłby nigdy, ciągle się czymś wymawiając. To byłoby przecież nawet całkiem w jego stylu. Ale teraz był im coś winien. Bardzo wiele winien. To, o co ich prosił, było samo w sobie niemoralne i drapało sumienie. Narażało ich - nie tylko na wzgląd kariery, ale nawet na zainteresowanie samego Dante, gdyby jego najgorsze przewidywania się sprawdziły. Że ten człowiek ma jakieś dojścia do biura aurorów. Może to tylko paranoja, może to tylko puste odczucie, ale nie potrafił pomyśleć, że to zgłosi i wszystko pójdzie dobrze. Inaczej nie czułby się tak swobodnie. Musiał wiedzieć, że Laurent ma przynajmniej jednego znajomego w biurze - i jest to Victoria. Gazety to wyraźnie pokazały. Wątpił, by nie wiedział, że Atreus to jego kuzyn. Jeszcze Orion. To przynajmniej trzech aurorów. Nie, tego człowieka można o wiele oskarżyć, ale nie o nierozwagę. A może..? Może... Jak to Kiril powiedział... - Poprzednim razem szukałem pomocy u aurorów i skutek tego był tylko taki, że gdyby nie łaska jednego z ludzi Dante - może już byśmy się nie zobaczyli. - Łaska człowieka, który mógł zdradzić Dante, że widział, że Laurent przekazał informacje do biura aurorów, że spiskował z Czarną Wiedźmą. To było... szczęście. Ale czy szczęście się w końcu nie wypala? Tak też powiedział Kiril. Szczęście do tego, że nawet w najgorszych ludziach Laurent wzbudzał jakieś... uczucia. Niekoniecznie zawsze z korzyścią dla siebie.
- Lepiej założyć, że ten człowiek ma dojścia do biura aurorów. A skoro je ma - oficjalne śledztwo odpada. - Czy rozumieją? Błagam, nie chcę tego kontynuować... Starał się trzymać tutaj fason, ale ze stresu drżały mu już pod tym stołem ręce, szczególnie widząc reakcje Victorii. - Mogę dowiedzieć się szczegółów. - To akurat nie stanowiło aż takiego problemu. Bo on sam tych szczegółów nie znał.