- Tego nie znałam, jak widać człowiek uczy się całe życie. - Wyczarowała pierwszą, lepszą losową roślinę, jak widać idealnie udało jej się trafić, chociaż w sumie chyba nie do końca mogła stwierdzić, czy to była tuja, czy inna sekwojka. To nie było jednak teraz szczególnie istotne, grunt, że zadziałało i spełniało swoją rolę, nic innego jej nie obchodziło. Dobrze było wiedzieć, że niektóre rzeczy się nie zmieniały i gdzieś tam nadal był ten Roise, którego tak dobrze znała.
Było wyjątkowo miło, nie opuszczał jej nadal ten nawet za bardzo dobry humor i beztroska, nie zamierzała jednak usilnie szukać czegoś, co by ją zirytowało, a raczej po prostu pozwolić na to, aby ten moment trwał. Dawno nie miała takiego przyjemnego dnia, no przynajmniej jego części, starała się więc zrobić wszystko, aby on nadal trwał. Tak, to była całkiem dobra perspektywa na dalsze godziny.
Nie zdążyła zareagować, jego dłoń zupełnie niespodziewanie znalazła się na jej pośladku, powinna się tego spodziewać, chociaż może nie? Ostatnio nie pozwalali sobie na zbyt wiele, jak widać powinna mieć świadomość, że nadal mogło się między nimi zdarzyć dosłownie wszystko. Przewróciła jedynie oczami, kiedy to zrobił, czego zresztą mógł nie widzieć bo oddalił się chwilę później w innym kierunku. Zbliżali się do momentu, w którym mieli rozpocząć pojedynek. Nie do końca miała pomysł na to drobne starcie, ale pewnie wszystko wyjdzie w praniu, miała nadzieję, że współpraca przebiegnie całkiem owocnie i obie strony będą z niej zadowolone.
W końcu o to chodziło w takich przyjacielskich sparingach, czyż nie? Dobrze było uczyć się tego, w jaki sposób myślą inne osoby. Jasne, na wielu płaszczyznach byli do siebie podobni, jednak ich umiejętności znaczenie się od siebie różniły, co mogło znaczyć to, że Ambroise będzie sięgał po zupełnie inne metody walki, co mogło spowodować, że stanie się ona nieco bardziej nieprzewidywalna. Zazwyczaj mierzyła się z osobami o podobnym zakresie zdolności - nie, żeby tego chciała, po prostu jej przyjaciele z którymi była skłonna to robić interesowali się podobnymi dziedzinami magii.
- Bardzo dobrze, że nie zamierzasz. - Miała nadzieję, że faktycznie pokaże na co go stać. Liczyła na to. Nie było sensu się hamować, szczególnie, że nie sądziła, że łatwo będzie mu ją zranić, a nawet jeśli? To przecież nic takiego, i podczas przyjacielskich sparingów można było się nabawić dosyć nieprzyjemnych kontuzji, ale wiedzieli na co się piszą.
Nie bała się tego, że Ambroise może przekroczyć granicę, przy niej w końcu potrafił nad sobą panować, a może w końcu będzie miała okazję zobaczyć jego prawdziwą twarz? Co by się nie działo, to tak, czy siak się czegoś o nim tutaj nauczy, także to zawsze był jakiś sukces.
Nie wahała się zbyt długo, skoro mieli zacząć to starcie to postanowiła je zacząć. Zaklęcie, które rzuciła nie do końca spełniło jej oczekiwania, jasne zrobiło się tam bagno, może nie jakieś wielkie i spektakularne, ale Roise postanowił się teleportować, kiedy tylko dostrzegł, że wykonała ręką ruch. Niedobrze, zapewne pojawi się zaraz gdzieś z dupy.
Jak założyła - tak się stało. Trudno, nie spodziewała się jednak, że znajdzie się za nią. Warknęła cicho pod nosem, nie do końca z tego zadowolona. Nim zdążyła się odwrócić poczuła pędy jeżyn, które zaczęły oplatać jej stopy, na szczęście i tego dnia nie zrezygnowała ze swoich cudownych butów ze smoczej skóry - dzięki czemu kolce roślin nie zaczęły jej się wbijać w kostki. To potrafiło być całkiem nieprzyjemnym uczuciem
Próbowała utrzymać się w miejscu. Jednak zareagowała odruchowo, jak miała w zwyczaju. Nie zamierzała zaczynać od uwolnienia się, wręcz przeciwnie machnęła różdżką za siebie i chciała wyczarować siłę, która miała go od niej odepchnąć. Dopiero później zajęła się rozproszeniem zaklęcia, które rzucił na jej stopy.
Wolałaby uniknąć sytuacji, w której będzie miał szansę zbliżyć się do niej i jeszcze bardziej ją unieruchomić.
Sukces!
Sukces!