24.01.2025, 23:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2025, 00:05 przez Millie Moody.)
– Bo one kurwa mi wypadają! – warknęła, ostentacyjnie utyskując na swoje jedwabiście zajebiste włosy, które po prostu lały się jak czarna woda. Oczywiście miało to swoje plusy, facetom drążki stawały jak tylko wsadzali sobie łapy w te kłaki (no dobra, nie tylko wtedy i nie tylko dlatego) ale ona oczywiście z oczywistych względów nienawidziła swoich włosów - w końcu nie była blondynką.
W sumie ta nie-randka bardzo jej odpowiadała, szczególnie że miała pewność, że Jonathan w żaden sposób nie był nią zainteresowany.
– Bla bla bla śluby sruby. – Przewróciła ostentacyjnie oczami, bardzo niechętna formalizowaniu związku. Nie to, że przemawiał przez nią ostentacyjny feminizm i szczekanie na temat niezależności płci kobiecej. Nie to, że tradycyjnie powinien po ślubie pojawić się bachor, a ona modły wznosiła regularne, żeby nie być w ciąży. Była po prostu przekonana, że każdy kto się z nią zwiąże, będzie głęboko unieszczęśliwionym człowiekiem samym faktem, że będzie musiał ją znosić do końca życia, a ona jego. Szczerze nie wierzyła, że po roku, dwóch delikwent by się jej nie znudził.
Na szczęście nie była czystokrwistą dziunią, żeby wystawiać ją na targu matrymonialnym jak jakąś kurwa klacz. Jej brat nie dbał o jej życie uczuciowe a ojciec... O nim lepiej w ogóle nie było myśleć.
Złociste oczy zawiesiły się na Jonathanie w zamyśleniu. Znała go już na tyle, żeby wiedzieć, kiedy coś jest halo, a kiedy mocno nie halo.
– Chujowo. Ja nie narzekam na pokaz ja narzekam wprost z głębi mojej obolałej dupy – rozwaliłaby się na krześle, ale po pierwsze było one wiklinowe, po drugie zaś w tym ubraniu, we fryzurze jakoś tak... Nagle nieco spoważniała (a może była nieco poważniejsza od samego początku rozmowy tylko nie zauważył?) – Na weselu Blacków przebrałam się w ładne wdzianka i ktoś... ktoś dla mnie bardzo ważny, powiedział, że wyglądam jak wypacykowana lala i to do mnie nie pasuje. Ten ktoś już... już mnie nie powinien za bardzo obchodzić ale no... Stara miłość nie rdzewieje, a ja na prawdę nie wiem, czy teraz jak nosze to wszystko na sobie, ten cały makijaż, wiszące kolczyki i uh... tą dziwaczną fryzurę. Nie wiem czy chcę bardziej jej zrobić na złość czy sobie. – Spochmurniała odwróciła wzrok ku innym gościom, którzy - przez wzgląd na umagicznienia tarasu i rosnące rośliny - nie mieli możliwości słuchać ich rozmowy. – Tak źle i tak nie dobrze, co Ci powiem więcej panie Selwyn. Papcio Morfina mnie zaszachował i jestem przekonana, że zrobił to w akcie zemsty, jak kiedyś namalowałam mu kutasa na czole gdy zasnął po testowaniu mojego bimbru. Albo za cokolwiek innego. A może chciał, żeby mnie w Ministerstwie nie poznali? Nie mam pojęcia. Trochę żałuję, że się zgodziłam, a z drugiej strony... miałam sen, który okazał się prawdą. Kto lepiej mnie nauczy o co chodzi niż on? – Jej mina wyglądała bardzo obronnie, gdy w końcu rzuciła okiem, przelotnie tylko, na to jak Jonathan zareagował na jej słowotok. Byli kurwa w Zakonie, musieli sobie ufać. Najwyżej reszta obiadu przebiegnie bardzo dziwnie...
W sumie ta nie-randka bardzo jej odpowiadała, szczególnie że miała pewność, że Jonathan w żaden sposób nie był nią zainteresowany.
– Bla bla bla śluby sruby. – Przewróciła ostentacyjnie oczami, bardzo niechętna formalizowaniu związku. Nie to, że przemawiał przez nią ostentacyjny feminizm i szczekanie na temat niezależności płci kobiecej. Nie to, że tradycyjnie powinien po ślubie pojawić się bachor, a ona modły wznosiła regularne, żeby nie być w ciąży. Była po prostu przekonana, że każdy kto się z nią zwiąże, będzie głęboko unieszczęśliwionym człowiekiem samym faktem, że będzie musiał ją znosić do końca życia, a ona jego. Szczerze nie wierzyła, że po roku, dwóch delikwent by się jej nie znudził.
Na szczęście nie była czystokrwistą dziunią, żeby wystawiać ją na targu matrymonialnym jak jakąś kurwa klacz. Jej brat nie dbał o jej życie uczuciowe a ojciec... O nim lepiej w ogóle nie było myśleć.
Złociste oczy zawiesiły się na Jonathanie w zamyśleniu. Znała go już na tyle, żeby wiedzieć, kiedy coś jest halo, a kiedy mocno nie halo.
– Chujowo. Ja nie narzekam na pokaz ja narzekam wprost z głębi mojej obolałej dupy – rozwaliłaby się na krześle, ale po pierwsze było one wiklinowe, po drugie zaś w tym ubraniu, we fryzurze jakoś tak... Nagle nieco spoważniała (a może była nieco poważniejsza od samego początku rozmowy tylko nie zauważył?) – Na weselu Blacków przebrałam się w ładne wdzianka i ktoś... ktoś dla mnie bardzo ważny, powiedział, że wyglądam jak wypacykowana lala i to do mnie nie pasuje. Ten ktoś już... już mnie nie powinien za bardzo obchodzić ale no... Stara miłość nie rdzewieje, a ja na prawdę nie wiem, czy teraz jak nosze to wszystko na sobie, ten cały makijaż, wiszące kolczyki i uh... tą dziwaczną fryzurę. Nie wiem czy chcę bardziej jej zrobić na złość czy sobie. – Spochmurniała odwróciła wzrok ku innym gościom, którzy - przez wzgląd na umagicznienia tarasu i rosnące rośliny - nie mieli możliwości słuchać ich rozmowy. – Tak źle i tak nie dobrze, co Ci powiem więcej panie Selwyn. Papcio Morfina mnie zaszachował i jestem przekonana, że zrobił to w akcie zemsty, jak kiedyś namalowałam mu kutasa na czole gdy zasnął po testowaniu mojego bimbru. Albo za cokolwiek innego. A może chciał, żeby mnie w Ministerstwie nie poznali? Nie mam pojęcia. Trochę żałuję, że się zgodziłam, a z drugiej strony... miałam sen, który okazał się prawdą. Kto lepiej mnie nauczy o co chodzi niż on? – Jej mina wyglądała bardzo obronnie, gdy w końcu rzuciła okiem, przelotnie tylko, na to jak Jonathan zareagował na jej słowotok. Byli kurwa w Zakonie, musieli sobie ufać. Najwyżej reszta obiadu przebiegnie bardzo dziwnie...