Geraldine była skupiona, na jej twarzy nie było już widać tego beztroskiego uśmiechu, który towarzyszył jej jeszcze przed chwilą. Widać dość mocno przejmowała się takimi springami, cóż, nie da się ukryć, że była przyzwyczajona do tego, że musiała udowadniać własną wartość, więc nie było to dla niej nic nowego.
Udało jej się wyplątać z tych nieszczęsnych jeżyn, więc w końcu mogła się ruszać, co powodowało, że ponownie miała wiele możliwości na kolejne ataki, które mogłaby mu zaserwować.
Była nieco rozczarowana, że nie udało jej się go spętać linami - w końcu obiecała mu, że to zrobi, wtedy faktycznie mogłaby pójść po kuszę i pozwolić sobie na strzelanie w jabłko na jego głowie. Mniejsza o to, że nadal żadnego nie mieli. Na pewno udałoby jej się jakieś wyczarować na tę krótką chwilę. Westchnęła jedynie niezadowolona.
Może i wyczarowała wspaniały dół, do którego zamierzała go wrzucić, ale co z tego jeśli wcześniej udało mu się odskoczyć, to nie miało żadnego sensu.
Musiała myśleć dalej o tym w jaki sposób udałoby się jej go zaskoczyć, właściwie to nie myślała, dawała się ponieść, najwyżej będzie rozczarowany jej zagrywkami.
Jako, że widziała, że skakał nie zamierzała zwlekać, musiała działać, bo szkoda było czasu na zupełnie niepotrzebne zastanawianie się nad tym co miała zrobić.
Skoro odskakiwał - musiała zrobić wszystko, co tylko mogła, aby lądowanie nie było szczególnie wygodne. Po raz kolejny sięgnęła po transmutację, tyle, że tym razem zamiast bagien pod nogami Ambroisa próbowała transmutować podłoże w grzęzawisko, w którym zacznie się zakopywać, to wydawało jej się być najgorszą opcją z możliwych, jak tam utknie, to nie będzie miał szansy wyjść z niego ponownie.
Później? Cóż miała pomysł, może niezbyt bystry, ale zaistniał w jej głowie. Chciała zamknąć go w klatce, machnęła więc różdżką, po to aby wyczarować wokół niego metalową klatkę, której nie będzie mógł przekroczyć. Wiele razy myślała o tym, że najchętniej by go w czymś takim zamknęła po to, żeby mogła ciągle się mu przygląda i mieć pewność, że nie robi niczego zdrożnego z kimś innym, o co wcale nie powinna być zazdrosna, bo przecież nie dawał jej ku temu powodów, przynajmniej kiedy byli razem. Więc w sumie to było poniekąd spełnienie jej zachcianek, tych nie do końca przemyślanych.
Nie miała zamiaru się jednak przejmować się tym, co sobie o niej pomyśli, to był tylko sparing, mogła robić to, na co miała ochotę licząc na to, że uda jej się zrealizować chociaż niektóre z jej pragnień.
Nawet jeśli jej się nie udało stworzyć grzęzawiska - nie zwlekała, od razu czarowała klatkę, to ona była jej priorytetem.
Krytyczny sukces!
Sukces!