Prawdopodobnie poczuła się zbyt pewnie, ale nie ma się, co oszukiwać to zdecydowanie był jej dzień. Dobra passa nie przestawała jej opuszczać, wydawało się jej, że naprawdę dzisiaj nic nie może pójść nie po jej myśli. Jakby wypiła jakiś eliksir szczęścia, a była po prostu nakręcona swoimi wcześniejszymi, drobnymi sukcesami.
Greengrass niczego nie komentował, nie odzywał się, miała wrażenie, że już nie był taki wesoły jak jeszcze chwilę temu, cóż, sama pewnie też by się wkurzyła, gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, wcale mu się nie dziwiła. Na szczęście to był tylko przyjacielski sparing, później przecież wyciągnie go z tego błota, a nawet zaprowadzi pod prysznic, żeby mógł zmyć z siebie ten cały syf. Coś czuła, że jego duma mogła zostać nieco urażona, ale trudno, to był tylko sparing który zamierzała wygrać. Lubiła wygrywać, chyba każdy lubił?
Nie sądziła, że Roise się podda, nie miał w zwyczaju odpuszczać, dlatego właśnie chciała doprowadzić do sytuacji, w której po prostu nie będzie mógł nic zrobić. Czy to nie było najrozsądniejsze z posunięć? W jej oczach tak. Spowodować, że nie będzie miał po prostu innej opcji i albo jej się przyzna do tego, że go pokonała, albo utknie tutaj w tym trzęsawisku na kilka godzin, w klatce, a do tego spętany liną - to miało się dopiero wydarzyć, bo właśnie kończyła rzucanie swojego zaklęcia. Jak zostanie na słońcu w takiej pozycji to pewnie łatwiej będzie mu wypluć z siebie te słowa, chociaż na pewno go to zaboli, w to nie wątpiła. Tak, to był jej sprytny plan. Musiał zadziałać, ułożyła go sobie podczas walki, właściwie to podążała za instynktem. Dostosowywała się, jak to miała w zwyczaju.
Nie spuszczała wzroku z mężczyzny, bo wiedziała, że póki nie jest w pełni osaczony to na pewno się nie podda - jak założyła tak się stało, rzucił w jej stronę zaklęciem, w sumie to nawet nie w jej stronę, widziała, że macha różdżką a to bo powodem, aby nie zostać w miejscu. Na szczęście to jej z liną zdążyło pomknąć w powietrzu i go spętać. To był jego ostatni podryg, nie będzie się już musiała martwić tym, że czymś w nią rzuci.
Yaxleyówna instynktownie tym razem skorzystała ze swojej sprawności fizycznej, po prostu odskoczyła w lewo, żeby nie daj Morgano nie dosięgnął ją tym swoim zaklęciem, a że skakała jak sarenka, to nie powinno jej się to nie udać. Wiele razy unikała zaklęć właśnie w ten sposób. To zawsze było skuteczne, może niespecjalnie efektowne, ale to nie było ważne. Grunt by nie dać się złapać, czy musnąć zaklęciem.
Jeśli nie udało jej się odskoczyć to nie panikowała - machnęła różdżką od razu, gdy tylko trzęsawisko pojawiło się pod jej stopami, chciała rozproszyć ten fragment, który znajdował się pod nią. To, że się nieco ubrudziła wcale jej jakoś specjalnie nie dotknęło.
Sukces!
Sukces!