Co za słodki, roztrzepany chłopczyk, który jak zawsze zrobił dokładnie to, czego Crow od niego oczekiwał. Nie miało znaczenia, która to była godzina. Crow uważał, że w takich sytuacjach najbardziej liczyły się oczy. Jego, brązowe, głębokie jak diabli, ze skrzącymi się na tęczówkach miodowymi iskrami, wyrażały teraz głęboką, niezaprzeczalną... desperację. Nie potrafił maskować swoich uczuć. Kiedy nie mógł ich okazywać, zasłaniał twarz czarną chustą, ale hej... To, że to nie były uczucia fikcyjne, wcale nie znaczyło, że nie nauczył się ich wykorzystywać. Bo przecież dzisiaj, za tydzień, za miesiąc, nawet jak będzie zmęczony, nawet jak będzie wkurwiony, to co pomyśli Lewis? Ah jaki ten Crow był przeokrutnie smutny. Tak smutny, jakim go jeszcze nie widziałem od powrotu.
Mały manipulant sięgnął rączką do zapakowanych w plastik ciasteczek. Już mu się prawie zacisnęła na folii, ale McKinnon mu to przerwał. Wydał z siebie ciche „mhm”, po czym spojrzał w dół, a szuflada otworzyła się powoli. Z niechęcią dostrzegł, że odpowiedź nie znajdowała się w polu jego widzenia. Trzeba było te przedmioty przejrzeć. Użyć głowy. Istniał teraz tylko jeden rodzaj używania swojej głowy, na jaki Crow miał ochotę i miał o wiele więcej wspólnego z tym, o czym dalej bredził jego przyjaciel, niż czytaniem etykiet i przypominaniem sobie czego właściwie potrzebował.
- Gwarantuję ci, że jak zrobisz mi tę sałatkę, to dojdę, ale ona akurat nie jest dla mnie. Mam nowego chłopaka - powiedział dosyć otwarcie, kucając przy tej szufladzie. Mam nowego chłopaka to dosyć częste słowa w jego sierpniowym repertuarze. Miał nowego chłopaka w cyrku. Później miał nowego chłopaka gdzieś indziej, ale nie chciał o tym mówić. Teraz znowu miał nowego - ale skoro nazywał go nowym, to musiał być nowym-nowym, a nie starym-nowym, bo chociaż stary-nowy był świeży, to powinien stracić ten przydomek, tak?
Na tych kuckach została mu podana miska z rukolą.
- Na chuj mi do sałaty ręcznik...?
Mały manipulant sięgnął rączką do zapakowanych w plastik ciasteczek. Już mu się prawie zacisnęła na folii, ale McKinnon mu to przerwał. Wydał z siebie ciche „mhm”, po czym spojrzał w dół, a szuflada otworzyła się powoli. Z niechęcią dostrzegł, że odpowiedź nie znajdowała się w polu jego widzenia. Trzeba było te przedmioty przejrzeć. Użyć głowy. Istniał teraz tylko jeden rodzaj używania swojej głowy, na jaki Crow miał ochotę i miał o wiele więcej wspólnego z tym, o czym dalej bredził jego przyjaciel, niż czytaniem etykiet i przypominaniem sobie czego właściwie potrzebował.
- Gwarantuję ci, że jak zrobisz mi tę sałatkę, to dojdę, ale ona akurat nie jest dla mnie. Mam nowego chłopaka - powiedział dosyć otwarcie, kucając przy tej szufladzie. Mam nowego chłopaka to dosyć częste słowa w jego sierpniowym repertuarze. Miał nowego chłopaka w cyrku. Później miał nowego chłopaka gdzieś indziej, ale nie chciał o tym mówić. Teraz znowu miał nowego - ale skoro nazywał go nowym, to musiał być nowym-nowym, a nie starym-nowym, bo chociaż stary-nowy był świeży, to powinien stracić ten przydomek, tak?
Na tych kuckach została mu podana miska z rukolą.
- Na chuj mi do sałaty ręcznik...?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.