Wyszła z łazienki po krótkiej chwili, była całkiem rześka, jako, że adrenalina krążyła jej w żyłach to zaliczyła tylko szybki, bardzo zimny prysznic. Zgarnęła swoje rzeczy, żeby później je wyczyścić i udała się na górę do sypialni. Nie słyszała w domu żadnych odgłosów, więc domyśliła się, że Ambroise jeszcze nie wrócił. Cóż, za chwilę pewnie powinna się tym zacząć przejmować. Tyle, że trudno jej było stwierdzić, gdzie właściwie go wywiało. Zniknął po tym jak potraktowała go dość nieprzyjemnie, ale przecież mówili, że mają się nie hamować - wzięła to sobie do serca. Może niepotrzebnie? Może nie powinna przesadzać, z drugiej strony podejrzewała, że gdyby Roise miał okazję zapewne postąpiłby z nią w ten sam sposób, także chyba nie było mniejszego sensu żałować tego, co się wydarzyło. Sama przecież nieraz dość mocno oberwała podczas głupiego sparingu, zdarzyło jej się nawet trafić przed to do Munga, więc w sumie z nim nie było tak źle. Chyba nie zrobiła mu żadnej fizycznej krzywdy, bardziej pewnie uderzyła w jego dumę. Cóż, miała nadzieję, że jej to wybaczy.
Zaczęła przeglądać zawartość szafy, liczyła na to, że znajdzie tutaj coś, co będzie mogła na siebie narzucić. Nie zabierała stąd niczego, kiedy w pośpiechu opuszczała Piaskownicę półtora roku temu. Pogoda była całkiem przyzwoita, więc sięgnęła po długą sukienkę, którą sięgała niemalże ziemi, oczywiście szytą na zamówienie, była luźna i lekka, narzuciła też na ramiona sweter, skoro miała iść szukać swojej zguby, to wolała się nieco cieplej ubrać, wiatr który towarzyszył im podczas tego sparingu był zdecydowanie jesienny, nie chciałaby się przeziębić, bo wtedy byłaby zupełnie bezużyteczna. Włosy nadal miała wilgotne, liczyła na to, że za chwilę same wyschną, szczególnie gdy znajdzie się na zewnątrz, wiatr powinien sobie z nimi poradzić bez większego problemu, w tym przypadku zupełnie nie zakładała tego, że to również mogło doprowadzić do ewentualnego przeziębienia.
Zeszła na dół, nim wyszła z domu postanowiła sobie jeszcze zaparzyć kawę, to jedna z nielicznych czynności, która nie sprawiała jej problemu. Robiła się coraz bardziej głodna, jednakże sama raczej nie była nic z tym w stanie zrobić, gorzej, że nie sądziła, że Ambroise szybko będzie miał chęć zmienić ten stan rzeczy. To było do dupy, ale nie zamierzała się tym mocno przejmować, na pewno później się nad nią zlituje.
Yaxleyówna wyszła na zewnątrz z kubkiem kawy w lewej dłoni, w kieszeni długiego swetra miała swoją papierośnicę, którą złapała w locie z jednej z szafek. Nie jadła, więc wypadałoby się nakarmić chociaż szlugami. Wsunęła na stopy swoje ciężkie buty, ale ich nie zwsznurowała bo to trwałoby wieki. Dostrzegła rzeczy Roisa na huśtawce, najwyraźniej wrócił, tyle, że jeszcze nie wszedł do domu. Dziwne, ale tym razem nie obawiała się tego, że do niej nie wróci, wręcz przeciwnie sądziła, że prędzej, czy później się tutaj pojawi. To było tylko głupie przeczucie, ale miała wrażenie, że intuicja jej nie myli. Nie zostawiłby jej bez słowa, tak była tego pewna, mimo tego, że przecież nie byli już razem i mógł sobie stąd pójść gdy tylko miał na to ochotę.
Postanowiła go poszukać, poruszała się jednak bardzo cicho, żeby przypadkiem od razu nie zauważył jej obecności. Nie miała pojęcia czym się zajmował, ani dlaczego nie pojawił się w domu tylko został na zewnątrz, była tego ciekawa, więc rozpoczęła swoje drobne poszukiwania.
Nie trwało to długo, dotarła w końcu w okolice szopy, gdzie zauważyła mężczyznę. Wyglądał dobrze. Zwłaszcza, że nie miał na sobie koszulki. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, właściwie to usiadła sobie na ziemi i popijała kawę obserwując przy tym jak zajmuje się swoim ogrodem. Cóż, naprawdę wyglądał na zaniedbany, nie sądziła jednak, że postanowi się tym zająć dzisiaj.
Nie odzywała się jednak póki co ani słowem, piła powoli swoją kawę nie odrywając od niego spojrzenia nawet na chwilę. Miała okazję nacieszyć oko, więc to robiła, zupełnie bezwstydnie, nie przejmowała się tym, że może zostać na tym przyłapana.
Nie miała pojęcia z jakich zaklęć korzystał, bo ich nie znała, zresztą trudno jej to było dostrzec z takiej odległości. W końcu sięgnęła po fajkę, którą wsadziła sobie w usta i zapaliła srebrną zapalniczką - zrobiła to celowo, miała świadomość, że jeśli jej nie zauważył jak do tej pory to na pewno zrobi to teraz. Nie znosił zapachu tych szlugów.