Całkiem przyjemnie się jej siedziało na tej trawie. Promienie słońca przebijały się przez niewielkie chmury, był to bardzo ładny, jesienny dzień. Rzadko kiedy w tym miejscu, w tym miesiącu pogoda dopisywała aż tak. Wiatr plątał jej włosy, ale nie czuła zimna, wynikającego z tego, że były jeszcze nieco wilgotne. Właściwie to nawet pokusiłaby się jeszcze o stwierdzenie, że ten dzień mógłby zostać uznany za jeden z ostatnich dni mijającego lata, jeszcze nie jesień.
Miała świadomość, że prędzej, czy później ją dostrzeże, wpatrywała się w niego tak intensywnie, że pewnie nawet ślepy byłby w stanie poczuć na sobie takie spojrzenie. Wiedziała, że ludzie mają różne sposoby na wyładowywanie swoich negatywnych emocji, część z nich robiła to poprzez wysiłek fizyczny - to był też jej sposób na to, aby sobie radzić w gorszych chwilach, Roise miał tak samo. Zapewne przez to wpadł w te jeżyny i postanowił się nimi zająć. Pozbyć się ich. Pamiętała, że to było dosyć pracochłonne zajęcie, pewnie zejdzie mu na tym sporo czasu, nawet jeśli posiłkował się magią, a wiedziała, że to robił, bo dochodziły do jej uszu nie do końca wyraźne, ale jednak, dźwięki inkantacji, które kojarzyły jej się bardziej z burknięciami. Podejrzewała więc, że nadal jest zły. Musiała tylko wybadać na kogo lub na co.
Zaciągnęła się dymem, przymknęła przy tym oczy i wyciągnęła głowę w stronę słońca. Chciała poczuć jak najbardziej intensywnie na twarzy te ostatnie, letnie promyki. Naprawdę było jej całkiem przyjemnie. Nie czuła zdenerwowania, raczej ciągnął się za nią dobry humor, pewnie szybko jej to nie minie, bo dawno nie miała takiego przyjemnego dnia. Zresztą teraz? Nie mogła narzekać na widoki, które mogła podziwiać. Uśmiechnęła się sama do siebie i upiła niewielki łyk kawy ze swojego kubka. Szkoda, że Roise aktualnie był na zupełnie innym biegunie jeśli chodzi o nastrój, ale może i znowu do niej dołączy. Ten wkurw w końcu będzie musiał minąć, ten stał nie trwał wiecznie, szczególnie, że w oczach Yaxleyówny nic takiego się nie wydarzyło. Jasne spodziewała się, że Ambroise będzie w stosunku do siebie bardziej krytyczny niż ona, ale to też nie mogło trwać nieskończenie.
- Złego diabli nie wezmą. Nic mi nie będzie. - Otworzyła oczy i ponownie przeniosła wzrok w stronę mężczyzny. Nadal stał do niej odwrócony tyłem, tyle, że teraz nie miał już w dłoni różdżki. Najwyraźniej postanowił zmienić metodę z której korzystał podczas pozbywania się tych nieszczęsnych jeżyn. Przez chwilę zastanawiała się, czy powinna podnieść tyłek i mu pomóc, ale siedziało jej się tutaj całkiem wygodnie, miała w kubku jeszcze sporo kawy i wyglądał jakby sam sobie z tym świetnie radził. Te argumenty wystarczyły aby przekonać ją do tego, by nadal pozostała na tym samym miejscu.
- Zresztą powinieneś chyba martwić się o siebie. Ten wiatr może być zdradliwy, a ty jesteś... - Machnęła ręką w powietrzu, jakby to miało określić jaki był. No, roznegliżowany, przynajmniej w połowie. To wydawało jej być bardziej ryzykowane od nieco wilgotnych włosów, zresztą jego też nie były suche. Nie miała pojęcia, czy była to oznaka ciężkiej pracy, którą właśnie wykonywał, czy w między czasie wskoczył do morza. Nie, nie mógł tego zrobić bo poza tym wydawał się być raczej suchy.
- No jesteś taki. - Dodała jeszcze, bo chyba wypadało dokończyć myśl, chociaż w sumie to niczego nie wyjaśniało.
Odprowadziła go wzrokiem gdy ruszył w kierunku szopy, tak naprawdę to nie spuszczała z niego wzroku nawet na chwilę, jej spojrzenie zawisło w powietrzu, w miejscu w którym zniknął, czekała, aż znowu pojawi się na horyzoncie. Nie chciała go teraz osaczać, podchodzić zbyt blisko, nie sądziła, że to będzie dobry pomysł, dystans chyba był wskazany.
To nie zmieniało jednak faktu, że mogła mu trochę poględzić, skoro już się tutaj znalazła. - Długo już to robisz? - Nie miała pojęcia, kiedy znalazł się w ogrodzie, a odpowiedź na to pytanie mogłaby pozwolić jej się dowiedzieć ile zajęło mu pozbycie się wyczarowanych przez nią lin, co dałoby jej wskazówki co do tego, czy mógł być na nią zły.
Postanowiła nie poruszać póki co tematu tego, co wydarzyło się wcześniej, nie wyglądał na kogoś kto chciałby o tym gadać, to było zrozumiałe, zapewne same też wolałby do tego nie wracać, gdyby była na jego miejscu.