28.01.2023, 17:20 ✶
Chłopcy nie tylko się odżywiali, ale też śmiali i plotki – a przynajmniej jeden z nich plótł – o nogach Nory, więc prawdopodobnie żyli.
Ewentualnie były to już przedśmiertelne halucynacje.
Brenna, mocująca się ze stołem, zamarła na moment, słysząc za sobą znajomy głos. Nie odwróciła się: nawet gdyby chciała, byłoby to złe posunięcie, zważywszy na to, że pewnie zwaliłaby te gruzy dwóm ofiarom ataku na łeb.
W końcu choćby podejrzewała Theona o wszystko, co najgorsze – a tak naprawdę nie miała ku temu dostatecznych powodów i chyba nie od końca by potrafiła – to nawet gdyby miał wielką ochotę rzucić czar w plecy przyjaciółce szlam, miała dość wysokie zdanie o jego inteligencji. Poczekałby na moment, gdy nikogo nie będzie w pobliżu.
- Tak, pomoc się przyda, nie chcę im tego spuścić na głowy – przyznała lekko, dość szybko wracając do swojego absolutnie zwykłego zachowania. Czy z pomocą Yaxleya, czy bez niej, postarała się ściągnąć stół na bok, uwalniając Castiela i Ch…Julesa, znaczy się, a potem zmierzyła ich spojrzeniem. Jej wyraz twarzy był trudny do zinterpretowania, choć tak naprawdę kryło się za nim pewne zaintrygowanie jak oni dali radę znaleźć się w takiej sytuacji.
- Jules, zrobiłeś to specjalnie, bo tak lecisz na Castiela? Jeżeli tak, to słuchaj uważnie. Następnym razem najpierw spróbuj dać komuś kwiatka, a dopiero jeśli to nie podziała, nokautuj go stołem. Chociaż na początku próbuj po dobroci – westchnęła, gotowa pomóc im usiąść.
Zabawna sprawa, bo naprawdę była skłonna podejrzewać Juliena, że byłby w stanie zwalić na siebie i kogoś stół jako formę podrywu, jeśli uznał, że ta będzie w danym przypadku skuteczniejsza niż pytanie wprost. Choć to przekonanie mogło wynikać z faktu, że tak naprawdę nie znała go aż tak dobrze. Może się myliła.
Może.
- Cześć, Nora, chyba będę musiała dać twoim butom mandat za zakłócanie porządku publicznego - odparła Norze na przywitanie, ale skupiała się chwilowo na dwóch panach wydobytych spod gruzów, nie odwracając od nich wzroku, trochę zmartwiona, w jakim są stanie. Nie miała też okazji zauważyć, że panna Figg przyszła tutaj z Theonem, bo wtedy pewnie zaczęłaby się martwić o nią.
- Co was boli i jak bardzo w skali od jeden do dziesięciu? – spytała, bo szukając na ubraniach śladów krwi. Choć bardziej obawiała się, że któryś z nich został połamany albo rozbił sobie głowę. A Juliena tak na wszelki wypadek lepiej było na razie nie ciągnąć do świętego Munga.
- Wszyscy żyją i nic się nie dzieje! – zawołała jeszcze. Udzielała odpowiedzi Vior, ale też podniosła głos, obracając się w stronę, gdzie pewnie znajdowały się jej kuzynki, tak na wszelki wypadek, by dać Brygadzistom znać, że nie mają na głowie jakiejś wielkiej katastrofy, gdyby ci akurat zmierzali w tym kierunku.
Ewentualnie były to już przedśmiertelne halucynacje.
Brenna, mocująca się ze stołem, zamarła na moment, słysząc za sobą znajomy głos. Nie odwróciła się: nawet gdyby chciała, byłoby to złe posunięcie, zważywszy na to, że pewnie zwaliłaby te gruzy dwóm ofiarom ataku na łeb.
W końcu choćby podejrzewała Theona o wszystko, co najgorsze – a tak naprawdę nie miała ku temu dostatecznych powodów i chyba nie od końca by potrafiła – to nawet gdyby miał wielką ochotę rzucić czar w plecy przyjaciółce szlam, miała dość wysokie zdanie o jego inteligencji. Poczekałby na moment, gdy nikogo nie będzie w pobliżu.
- Tak, pomoc się przyda, nie chcę im tego spuścić na głowy – przyznała lekko, dość szybko wracając do swojego absolutnie zwykłego zachowania. Czy z pomocą Yaxleya, czy bez niej, postarała się ściągnąć stół na bok, uwalniając Castiela i Ch…Julesa, znaczy się, a potem zmierzyła ich spojrzeniem. Jej wyraz twarzy był trudny do zinterpretowania, choć tak naprawdę kryło się za nim pewne zaintrygowanie jak oni dali radę znaleźć się w takiej sytuacji.
- Jules, zrobiłeś to specjalnie, bo tak lecisz na Castiela? Jeżeli tak, to słuchaj uważnie. Następnym razem najpierw spróbuj dać komuś kwiatka, a dopiero jeśli to nie podziała, nokautuj go stołem. Chociaż na początku próbuj po dobroci – westchnęła, gotowa pomóc im usiąść.
Zabawna sprawa, bo naprawdę była skłonna podejrzewać Juliena, że byłby w stanie zwalić na siebie i kogoś stół jako formę podrywu, jeśli uznał, że ta będzie w danym przypadku skuteczniejsza niż pytanie wprost. Choć to przekonanie mogło wynikać z faktu, że tak naprawdę nie znała go aż tak dobrze. Może się myliła.
Może.
- Cześć, Nora, chyba będę musiała dać twoim butom mandat za zakłócanie porządku publicznego - odparła Norze na przywitanie, ale skupiała się chwilowo na dwóch panach wydobytych spod gruzów, nie odwracając od nich wzroku, trochę zmartwiona, w jakim są stanie. Nie miała też okazji zauważyć, że panna Figg przyszła tutaj z Theonem, bo wtedy pewnie zaczęłaby się martwić o nią.
- Co was boli i jak bardzo w skali od jeden do dziesięciu? – spytała, bo szukając na ubraniach śladów krwi. Choć bardziej obawiała się, że któryś z nich został połamany albo rozbił sobie głowę. A Juliena tak na wszelki wypadek lepiej było na razie nie ciągnąć do świętego Munga.
- Wszyscy żyją i nic się nie dzieje! – zawołała jeszcze. Udzielała odpowiedzi Vior, ale też podniosła głos, obracając się w stronę, gdzie pewnie znajdowały się jej kuzynki, tak na wszelki wypadek, by dać Brygadzistom znać, że nie mają na głowie jakiejś wielkiej katastrofy, gdyby ci akurat zmierzali w tym kierunku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.