26.01.2025, 20:14 ✶
Resztka cierpienia Caina zdawała się nadal tkwić gdzieś w tyle jego gardła, gdy obraz znów wyostrzał się przed jego oczami. Uczucie było koszmarne, lecz znajome — zawsze ten sam rodzaj bólu, jak gdyby ktoś wbijał sztylet w tył jego głowy, tuż pod potylicą. Gdy spojrzał w dół, jego palce zaciskały się na brzegu stolika tak mocno, że knykcie przybrały perłowo-białą barwę. Oddech opuścił jego płuca z opóźnieniem, jakby bał się, że wypuszczenie go również będzie bolesne. Przez lata nauczyli się częściowo ukrywać szok i ból towarzyszący zmianom — Cain był w tym szczególnym mistrzem, miał niepokojący talent do tłumienia własnych krzyków między zębami. Abel wątpił, by mężczyzna naprzeciwko dostrzegł coś poza krótkim spazmem i zaciśniętymi powiekami — reakcją podobną do tej, jaką wywołać mógłby nagły, ostry ból zęba lub kwaśny atak migreny.
— Wybacz — odezwał się, z trudem przeciągając głoski i rozmasowując palcami nasadę nosa. Musiał zapalić. — Długa noc. Hałas mi nie służy — wyjaśnił, a jego pobladłą twarz ozdobił słaby uśmiech. Teraz, kiedy nie przyglądał się twarzy pana Lestrange’a oczami swojego brata, jego rozmówca wydał mu się łagodniejszy. Musiał być dobrym aktorem, skoro Abel niemal zapomniał, dlaczego się tu spotkali. — Ach tak... — Na dźwięk jego uwagi spuścił wzrok na kufel pełen piwa. Wizja upicia się była kusząca. Wiedział, że Cain pobiegłby do baru od razu, on jednak przytaknął jedynie i wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę. Przesunął ją delikatnie w stronę Lestrange’a, nim sam wsunął jednego z papierosów między zęby. — Prawdopodobnie piłem gorsze rzeczy, ale doceniam troskę. Nawet fałszywą — zaśmiał się, gdy pierwsza chmura dymu opuściła jego usta, bezczelnie wplątując się w jego włosy. — Zacznijmy od interesów. Postawisz mi kilka kieliszków, kiedy wszystko pójdzie już po twojej myśli.
Był zaskoczony tym, jak bardzo cieszyło go uśpienie Caina — bardziej nawet niż zwykle. Złośliwość jego brata bywała męcząca, bywała też irytująca, gdy Abel musiał słuchać jej w milczeniu, spoglądając na świat jego wiecznie głodnymi oczami. Teraz jego spojrzenie było jasne i skupione, a twarz spokojna ponad popielatą mgłą papierosowego dymu. Potrzebował pracy, bez względu na to, co takiego jego rozmówca planował mu zaproponować.
— Czego potrzebujesz? — spytał, nachylając się delikatnie nad stolikiem, jak gdyby chciał zbliżyć się do jego twarzy. — Błagam, powiedz, że nie chodzi znowu o kontakt z jakąś zamordowaną kochanką... Uwierz mi, duchy nie lubią wybaczać.
— Wybacz — odezwał się, z trudem przeciągając głoski i rozmasowując palcami nasadę nosa. Musiał zapalić. — Długa noc. Hałas mi nie służy — wyjaśnił, a jego pobladłą twarz ozdobił słaby uśmiech. Teraz, kiedy nie przyglądał się twarzy pana Lestrange’a oczami swojego brata, jego rozmówca wydał mu się łagodniejszy. Musiał być dobrym aktorem, skoro Abel niemal zapomniał, dlaczego się tu spotkali. — Ach tak... — Na dźwięk jego uwagi spuścił wzrok na kufel pełen piwa. Wizja upicia się była kusząca. Wiedział, że Cain pobiegłby do baru od razu, on jednak przytaknął jedynie i wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę. Przesunął ją delikatnie w stronę Lestrange’a, nim sam wsunął jednego z papierosów między zęby. — Prawdopodobnie piłem gorsze rzeczy, ale doceniam troskę. Nawet fałszywą — zaśmiał się, gdy pierwsza chmura dymu opuściła jego usta, bezczelnie wplątując się w jego włosy. — Zacznijmy od interesów. Postawisz mi kilka kieliszków, kiedy wszystko pójdzie już po twojej myśli.
Był zaskoczony tym, jak bardzo cieszyło go uśpienie Caina — bardziej nawet niż zwykle. Złośliwość jego brata bywała męcząca, bywała też irytująca, gdy Abel musiał słuchać jej w milczeniu, spoglądając na świat jego wiecznie głodnymi oczami. Teraz jego spojrzenie było jasne i skupione, a twarz spokojna ponad popielatą mgłą papierosowego dymu. Potrzebował pracy, bez względu na to, co takiego jego rozmówca planował mu zaproponować.
— Czego potrzebujesz? — spytał, nachylając się delikatnie nad stolikiem, jak gdyby chciał zbliżyć się do jego twarzy. — Błagam, powiedz, że nie chodzi znowu o kontakt z jakąś zamordowaną kochanką... Uwierz mi, duchy nie lubią wybaczać.