28.01.2023, 18:37 ✶
Była więc grupa, która miała zamiar zrobić coś z tym całym bagnem i to za pomocą prawdziwych czynów. Działali i nie bali się przeciwstawić tym, którzy nienawidzili mugoli, mugolaków i każdego, kto w jakiś tam sposób im nie pasował. Thomas zaś dostał propozycję, by do nich dołączyć. Nie mógł odmówić. Już teraz nie potrafił siedzieć spokojnie, patrząc na to, co działo się z kompletnie niewinnymi osobami, takimi jak on. Nie miał jednak środków, by cokolwiek z tym zrobić, Ministerstwo przecież rozkładało ręce, bojąc się sprzeciwić tym, którzy, pociągali za sznurki. Był dorosły, wiedział, że istnieli ludzie na wysokich stanowiskach z niezwykle nieprzyjemnymi poglądami, którzy potrafili kryć im podobnych. Zakon zaś miał być nikomu niepodległy. Nie licząc Dumbledora, który wydawał się kimś, komu można zaufać w załatwieniu tej sprawy.
- Więc robicie kawał dobrej roboty, która zapewne przynosi więcej dobrego, niż to, co próbujemy osiągnąć nawet jako Brygada czy aurorzy. - Skrzywił się lekko, wiedząc, że te dwie jednostki mogłyby lepiej, były jednak wiązane przez niektórych przełożonych i ogrom biurokracji, która na nich spadała. Chcieli, czy nie.
Pokiwał głową, słysząc tłumaczenia o braku tego czegoś, gdzie miałby złożyć swój podpis.
- Rozumiem, rozumiem, w sumie trochę żartowałem, ma być to w końcu wszystko tajne, nieprawdaż? - Uśmiechnął się. - I tak, chcę dołączyć, chcę pomagać i robić coś, by ci nawołujący do czystości krwi idioci nie zrobili nikomu więcej krzywdy - potwierdził, nie wiedząc nawet, jak trudnego zadania się podejmowali. To miało jednak do niego dotrzeć dopiero z czasem.
Nie bał się jednak brać na siebie niebezpieczeństwa. Jego praca z takim się przecież i tak wiązała, sam zaś był jedną z najbardziej zagrożonych osób. Nie tracił nic na dołączeniu do Zakonu, ba, nawet zyskiwał możliwość dowiedzenia się wcześniej o każdym możliwym zagrożeniu.
- W takim razie i wy możecie liczyć na mnie. Nie zawiodę waszego zaufania i będę robić wszystko, by jakoś pomóc - odpowiedział, bo wcale nie przeszło mu przez myśl, że Lucy mogła się martwić o jego bezpieczeństwo. - Ty też Lucy możesz teraz na mnie polegać - zapewnił kobietę, szczerząc się wesoło.
Sam najpewniej stanąłby przed kimś, zasłaniając go własnym ciałem, nie myśląc nawet o tym, by ratować swoją skórę. Do tych ludzi się zaliczał, choć może nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
- To co, za Zakon Feniksa? - zapytał, unosząc swoją kawę w geście toastu, po czym upił łyk. Był podekscytowany, przez co na Lucy spłynęła fala pytań. Nie na każde mogła mu odpowiedzieć, mimo to, rozmowa trwała jeszcze długo po tym, jak opróżnili swoje kubki.
- Więc robicie kawał dobrej roboty, która zapewne przynosi więcej dobrego, niż to, co próbujemy osiągnąć nawet jako Brygada czy aurorzy. - Skrzywił się lekko, wiedząc, że te dwie jednostki mogłyby lepiej, były jednak wiązane przez niektórych przełożonych i ogrom biurokracji, która na nich spadała. Chcieli, czy nie.
Pokiwał głową, słysząc tłumaczenia o braku tego czegoś, gdzie miałby złożyć swój podpis.
- Rozumiem, rozumiem, w sumie trochę żartowałem, ma być to w końcu wszystko tajne, nieprawdaż? - Uśmiechnął się. - I tak, chcę dołączyć, chcę pomagać i robić coś, by ci nawołujący do czystości krwi idioci nie zrobili nikomu więcej krzywdy - potwierdził, nie wiedząc nawet, jak trudnego zadania się podejmowali. To miało jednak do niego dotrzeć dopiero z czasem.
Nie bał się jednak brać na siebie niebezpieczeństwa. Jego praca z takim się przecież i tak wiązała, sam zaś był jedną z najbardziej zagrożonych osób. Nie tracił nic na dołączeniu do Zakonu, ba, nawet zyskiwał możliwość dowiedzenia się wcześniej o każdym możliwym zagrożeniu.
- W takim razie i wy możecie liczyć na mnie. Nie zawiodę waszego zaufania i będę robić wszystko, by jakoś pomóc - odpowiedział, bo wcale nie przeszło mu przez myśl, że Lucy mogła się martwić o jego bezpieczeństwo. - Ty też Lucy możesz teraz na mnie polegać - zapewnił kobietę, szczerząc się wesoło.
Sam najpewniej stanąłby przed kimś, zasłaniając go własnym ciałem, nie myśląc nawet o tym, by ratować swoją skórę. Do tych ludzi się zaliczał, choć może nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
- To co, za Zakon Feniksa? - zapytał, unosząc swoją kawę w geście toastu, po czym upił łyk. Był podekscytowany, przez co na Lucy spłynęła fala pytań. Nie na każde mogła mu odpowiedzieć, mimo to, rozmowa trwała jeszcze długo po tym, jak opróżnili swoje kubki.
Koniec sesji