Nie było sensu skupiać się na jego parszywym humorze. Tak, próbowała to zrobić - to nie zadziałało, więc musiała porzucić temat. Nie chciała go tutaj zostawić, więc wybrała opcję towarzyszenia mężczyźnie w milczeniu, to w końcu też była jakaś opcja. Może nie taka, którą wybrałaby sama jako pierwszą, ale aktualnie nie widziała innej możliwości.
Trwanie w milczeniu nie było dla niej wcale takie trudne, nie musiała dużo mówić, jasne, gdy znajdowała się w dobrym nastroju to wolałaby to robić, bo słowa same pchały się jej na język, ale potrafiła też zamilknąć i zająć się sobą. Tak jak jej zasugerował. Zresztą, zdarzało jej się gadać głupoty przez sen, ale ta króta drzemka na świeżym powietrzu niczego takiego nie przyniosła, była pozbawiona snów, koszmarów i innych takich, co też było całkiem miłym zaskoczeniem. Pewnie było tak przez to, że bardziej niżeli spała to czuwała z zamkniętymi oczami, ale to też było całkiem przyjemnym uczuciem.
Czuła się bezpiecznie, Piaskownica od zawsze się z tym wiązała, tutaj naprawdę potrafiła odpocząć, bez niepotrzebnego rozmyślania nad tym, czy to było właściwe i czy nie powinna się choć odrobinę pilnować. W tym miejscu wszystko było inne, od samego początku. Nawet teraz, kiedy bardziej przypominała ruinę niż dom. Zresztą nie chodziło tylko o miejsce, ale przede wszystkim o towarzystwo. Z Roisem zawsze tak było, u jego boku znikały jej problemy z bezsennością, sypiała spokojnie wtulona w jego ciało. To mówiło samo za siebie, zważając na to, że przez te półtora roku nie udało jej się przespać praktycznie żadnej całej nocy, nie licząc tych nielicznych kiedy posiłkowała się eliksirami na sen, które przepisywała jej Florence.
Kiedy przestała mu się tak intensywnie przyglądać, gdy oblewał się wodą rzuciła wzrokiem na miejsce, w którym znajdował się jeszcze chwilę wcześniej. Chyba udało mu się pozbyć większości pędów jeżyn. Szybko, musiał być faktycznie mocno na tym skupiony, albo po prostu wkurwiony, skoro praca aż tak paliła mu się w rękach, w sumie dobrze było wykorzystać te nie do końca przyjemne uczucia w odpowiedni sposób. Wyładowanie się na ogródku było całkiem niezłą opcją. Miała świadomość, że to było praktycznie nic w zestawieniu tego, co powinni tutaj zrobić, ale jak na początek poszło mu całkiem nieźle. Oczywiście, nie zamierzała tego komentować, bo przecież nie powinna tego robić, nie znalazła się tutaj, aby oceniać jego pracę. Raczej miała chęć był miłą odskocznią i może nawet trochę przeszkadzajką. Zdecydowanie wolałaby, aby spędzili ten ciepły, słoneczny dzień w inny sposób, skoro już znajdowali się tutaj razem, co mogło się szybko nie powtórzyć w przyszłości. Dali sobie bowiem kilka dni i na tym miało się wszystko skończyć.
- Moja ulubiona odpowiedź. - Domyśl się, oczywiście, nie było to wcale nic zaskakującego. Uwielbiała te jego może tak, może nie, to zależy. Przywykła nawet do tego, że ciągle jej to robił.
Nie sięgał po konkrety, miała sobie sama znaleźć odpowiedź, która była chyba oczywista, chociaż nie do końca jasna, bo ani tego nie potwierdzał, ani nie zaprzeczał. Miał tendencje do doprowadzania do podobnych sytuacji, robił to od lat, chyba czerpał radość z tego, gdy była podstawiona pod ścianą i nie do końca mogła się wykręcić.
Właściwie to nawet dobrze, że robił to teraz. To raczej nigdy jej nie przeszkadzało, mimo, że było okraszone jej różowiejącymi policzkami. Nie był już skupiony na swoim gniewie, to by oznaczało, że powoli zaczyna wracać do zwyczajnegi stanu, jeszcze kilkanaście minut temu nie chciał jej podpuszczać, teraz to robił. Gniew i złość zaczęły mijać. Popołudnie najprawdopodobniej zostało właśnie uratowane.
Kiedy spoglądała na Roisa mrużyła oczy, bo słońce bardzo intensywnie świeciło jej w twarz, marszczyła przy tym nos i trochę się krzywiła, oczywiście nie przez to, że na niego spoglądała. Nie przestawała taskować go wzrokiem, bo siedział tak blisko, taki roznegliżowany a do tego, nie zdążył się wysuszyć, obserwowała krople wody, które spływały po jego klatce piersiowej i to był naprawdę przyjemny widok. Nie mogła się skupić na niczym innym w tej chwili, na szczęściej wcale nie musiała przerywać swoich obserwacji.
Nie dostrzegła więc uśmieszku, pojawiającego się na jego twarzy, a szkoda, bo wtedy domyśliłaby się, że zwiastuje to jakiś niegodziwy plan, który urodził się w głowie mężczyzny. Za bardzo skupiona jednak w tej chwili była na innej części jego ciała. Cóż, łatwo przyszło mu rozproszenie jej.
Pisnęła cicho, gdy poczuła te okropne, bardzo, ale to bardzo zimne krople wody, które zaczęły opadać na jej nagrzane ciało. To nie było przyjemne uczucie, bardziej jak drobne igiełki, które je atakowały, zwłaszcza, że wylegiwała się na słońcu, woda była lodowata, więc to było dość intensywne doznanie.
Odruchowo też znowu opadła na ziemię. - To cios poniżej pasa, Greengrass. - Z każdą, kolejną spadającą na jej ciało kropelką coraz bardziej przyzwyczajała się do temperatury wody, co nie zmieniało faktu, że to uczucie - przynajmniej na początku było bardzo nieprzyjemne. - Mółbyś coś zrobić z tymi włosami, bo zaczynasz przypominać Yeti. - Wyciągnęła dłoń przed siebie dłoń, aby dotknąć jego włosów. W sumie dawno nie były takie długie, znaczy dawno... tak naprawdę trudno to było określić, bo przez półtora roku nie było jej w jego życiu, ale nie przypominała sobie momentu, w którym byli razem, a on był zarośnięty, aż tak bardzo. Oczywiście, że nie wspomniała o tym, że powinien coś zrobić, czy musiał, bo miała świadomość, jakby zareagował na takie słowa, użyła więc opcji, w której miał wybór, przynajmniej teretyczny.