27.01.2025, 19:48 ✶
Uśmiechnął się lekko, z jakąś taką grzecznością, ale chyba nawet szczerą i nieprzerysowaną w wyuczony sposób. Isobell przecież nie zrobiła mu nic, czym zasłużyłaby sobie na potraktowanie jej w tak samo obcesowy sposób jak każdego innego. Więcej, chyba właśnie ona należała do tego wąskiego grona osób, dla którego był w stanie chociaż odrobinę się wysilić, bo przecież wcale nie musiała go ratować po ostatnim sabacie.
Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy - niby nie tak źle jak na standardy osób zamykanych w wariatkowie, a wręcz powiedziałby że ogólnie prezentowała się jak całkiem normalna kobieta, ale może właśnie w tym był problem. Jej pozbawiona makijażu twarz i prosta, biała koszula, w koszmarny wręcz sposób kontrastowały z osobą, którą widywał na sabatach lub w kowenie. Nigdy nie był przesadnie religijną osobą, ale zawsze pojawiał się na organizowanych przez Whitecroft świętach. Niedzielne msze, może niestety w zaistniałej sytuacji, omijał od momentu kiedy rodzina nie była w stanie zmusić go do uczestniczenia w nich.
- Nie spodziewam się by Arcykapłanka kojarzyła wszystkie swoje owieczki. Zakładam, ze to dużo pracy, zajmowanie się kowenem - zajął miejsce na krześle i sięgnął po kopertę, którą parę dni wcześniej wręczył mu Percival. - To niestety nie zależy ode mnie - powiedział, może z odrobiną żalu w głosie. Gdyby zebrał się do odwiedzin wcześniej, to nawet nie musieliby przeprowadzać tej żenującej wymiany zdań, bo siedziałaby za biurkiem swojego gabinetu, czy gdzie ona tam przyjmowała gości w kowenie. Wyciągnął w jej stronę dłoń z kopertą, podając jej list skreślony przez jej męża i jednocześnie przyglądając się jej aurze i targającymi nią emocjami.
- Chyba moim głównym pytaniem jest czy proces dzięki któremu żyję jest odwracalny. Proszę mnie nie zrozumieć źle, lubię być żywy, ale chodzi mi tutaj o zimno. O energię, która we mnie została.
percepcja na aurowidzenie: nie wiem czy przed czy po rozliczeniu więc rzucam na niższe
Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy - niby nie tak źle jak na standardy osób zamykanych w wariatkowie, a wręcz powiedziałby że ogólnie prezentowała się jak całkiem normalna kobieta, ale może właśnie w tym był problem. Jej pozbawiona makijażu twarz i prosta, biała koszula, w koszmarny wręcz sposób kontrastowały z osobą, którą widywał na sabatach lub w kowenie. Nigdy nie był przesadnie religijną osobą, ale zawsze pojawiał się na organizowanych przez Whitecroft świętach. Niedzielne msze, może niestety w zaistniałej sytuacji, omijał od momentu kiedy rodzina nie była w stanie zmusić go do uczestniczenia w nich.
- Nie spodziewam się by Arcykapłanka kojarzyła wszystkie swoje owieczki. Zakładam, ze to dużo pracy, zajmowanie się kowenem - zajął miejsce na krześle i sięgnął po kopertę, którą parę dni wcześniej wręczył mu Percival. - To niestety nie zależy ode mnie - powiedział, może z odrobiną żalu w głosie. Gdyby zebrał się do odwiedzin wcześniej, to nawet nie musieliby przeprowadzać tej żenującej wymiany zdań, bo siedziałaby za biurkiem swojego gabinetu, czy gdzie ona tam przyjmowała gości w kowenie. Wyciągnął w jej stronę dłoń z kopertą, podając jej list skreślony przez jej męża i jednocześnie przyglądając się jej aurze i targającymi nią emocjami.
- Chyba moim głównym pytaniem jest czy proces dzięki któremu żyję jest odwracalny. Proszę mnie nie zrozumieć źle, lubię być żywy, ale chodzi mi tutaj o zimno. O energię, która we mnie została.
percepcja na aurowidzenie: nie wiem czy przed czy po rozliczeniu więc rzucam na niższe
Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana