Ostatnio zdecydowanie za często witał w Ministerstwie z różnych powodów. Jednocześnie wydawało mu się, że o wiele za rzadko. Biorąc pod uwagę piętrzące się problemy... tak. Za rzadko.
O Lazarusie mówiono różne rzeczy, a Laurent całkiem lubił słuchać plotek... swojego czasu szczególnie. Co sie nasłuchał, to jego - z tym mężczyznom nie łączyły go żadne prywatne relacje i nic nie sugerowało, żeby miało się to zmienić. Mówiono o nim różne rzeczy, ale jedno było faktem - gburowatość Lazarusa mijała chyba tylko wtedy, kiedy łączyłeś słowa "niebezpieczeństwo" i "magiczne stworzenia" ze sobą razem. Koniecznie te dwa. Bo kiedy dodałeś do tego ludzi to już był o wiele mniej ciekaw sprawy. Niby nie o ludziach przychodziło im tutaj mówić. Niby nie...
- Trochę czasu minęło. To prawda. - Laurent przybrany był elegancko, w ciemniejsze kolory granatu. Wyobrażał sobie tylko, jakie tutaj teraz musiało być zamieszanie, ale to nie było istotne. Bo niebyło żadnego rozumnego wytłumaczenia tego upływu czasu, prócz tego, że "stało się". Zaczynając od tego, jak późno w ogóle to spotkanie zaczęło być umawiane. Magia. - Aby te badania miały rację bytu, potrzebuję 2 zezwoleń: na wejście do Godryka i na użytkowanie Patronusa w rękach kompetentnej osoby. - Laurent uśmiechnął się oszczędnie. - I być może wtedy zdążę w czas, zanim te istoty pożrą wszystkie inne z okolic. - Być może. To, że dziwne rzeczy działy się w samej Dolinie, to, że tam ludzie byli pożerani... i to nie tylko przez widma - wiedział doskonale. Nie zmieniało to prostej rzeczy: Laurenta ku temu pchała potrzeba pomocy, ale też ciekawość. I... pycha. Ta pewność siebie, że sobie z tym poradzi. Że to jest warte tego, żeby się tym zajął.
Nauczony gościnnością mężczyzny - nawet nie zapytał o miejsce do siedzenia. Po prostu zatrzymał się w tym pokoju, nie lubiąc go za żadne skarby. Pomieszczenia - niekoniecznie Lazarusa. Być możne uznano by go za zupełnie pokręconego i chorego, ale uwielbiał te łuski. Chciał kłaść na nich palce, badać strukturę... I tak, Lazarus był odpychający w swoim wyglądzie, w swoim charakterze nawet.
- Czy Sebastian MacMillan kontaktował się z Ministerstwem w konieczności organizacji egzorcystów? By spróbować pojmać jednego z przedstawicieli gatunku i zbadać go w warunkach bardziej kontrolowanych. - Główne niebezpieczeństwo tych ułomnych wersji dementorów opierało się na ich stadnym życiu. Nie zdziwiłby się jednak, gdyby z kowenu informacje żadne nie dotarły.