27.01.2025, 22:04 ✶
Jego uśmiech się nie poszerzył, ale coś się w nim zmieniło - znów przekręcił łeb, a płomień rozpalonej świecy zatańczył w jego oczach. Wydawał się... weselszy. Ale to była maska przykrywająca smutek i fakt, że wcale nie był spokojny. Ostatni raz prawdziwie spokojnie czuł się w czerwcu, zanim to wszystko się zjebało. Namiastkę tego odzyskał słysząc śpiew Laurenta. Podobał mu się. I śpiew i sam Laurent - delikatność, która z niego płynęła czyniła właśnie te ręce idealnymi do tego, żeby schować się w nich, wtopić twarz w obojczyk i nie mówić nic. Nie był spokojny, emocje wciąż szalały, kiedyś wydostaną się na zewnątrz, a jego twarz znów zamgli się, oczy zajdą płomiennym wstydem.
- Tak to znaczy jak? - Udawał głupka. Mówił błagalnym, teatralnym tonem i aż mu się te oczyska zeszkliły. I chociaż dotyk ustał na udzie, wcale nie zniknął całkowicie. Zamiast sięgnąć jego uda, przeniósł się za ucho. Tam, gdzie Crow zawsze lubił go gładzić i sunął w dół. To był tylko nacisk - przejeżdżanie palcami po skórze, ale w jak charakterystycznych miejscach. Dokładnie tam, gdzie siedzący przy tym samym stoliku mężczyzna ciągle go lizał, przygryzał i ostatnio zostawił siną niespodziankę. Zawsze spełniał cudze zachcianki, ale wyraźnie miał swoje własne preferencje.
Uwidocznione to było najbardziej w tym, jak grał. Łatwo było z niego czytać, szczególnie kiedy znało się go dłużej. Kobieta szła w ich kierunku z tacką, a on podniósł do góry filiżankę, żeby powąchać nalaną mu herbatę. Normalnie nigdy by tego nie zrobił, ale kiedy odstawiał ją na spodek, wszystko stało się jasne. Stuknięcie porcelany o porcelanę zagłuszyło dźwięk strzelającej gumki od majtek. Dokładnie w momencie, w którym mijała blondyna.
- Najsłodsze słowo, jakie aktualnie znam, to Laurent. Ale trzeba je odpowiednio powiedzieć, wiesz? - Zaczepiał go mocno, i przez moment naprawdę wyglądał - jakby miał to zrobić - otworzyć szerzej usta i jęknąć jego imię jakby dochodził, ale zamiast tego uśmiechnął się do właścicielki lokalu i podziękował jej za fatygę. Ta uśmiechała się serdecznie, słysząc tak bezpośredni i uroczy flirt.
- 'astanowiliscie się iuż co jecie?
- Ja tak - cudem powstrzymał się przed posłaniem mu głupkowatego spojrzenia - chcę to, o czym mówiłaś wczoraj.
- Tak to znaczy jak? - Udawał głupka. Mówił błagalnym, teatralnym tonem i aż mu się te oczyska zeszkliły. I chociaż dotyk ustał na udzie, wcale nie zniknął całkowicie. Zamiast sięgnąć jego uda, przeniósł się za ucho. Tam, gdzie Crow zawsze lubił go gładzić i sunął w dół. To był tylko nacisk - przejeżdżanie palcami po skórze, ale w jak charakterystycznych miejscach. Dokładnie tam, gdzie siedzący przy tym samym stoliku mężczyzna ciągle go lizał, przygryzał i ostatnio zostawił siną niespodziankę. Zawsze spełniał cudze zachcianki, ale wyraźnie miał swoje własne preferencje.
Uwidocznione to było najbardziej w tym, jak grał. Łatwo było z niego czytać, szczególnie kiedy znało się go dłużej. Kobieta szła w ich kierunku z tacką, a on podniósł do góry filiżankę, żeby powąchać nalaną mu herbatę. Normalnie nigdy by tego nie zrobił, ale kiedy odstawiał ją na spodek, wszystko stało się jasne. Stuknięcie porcelany o porcelanę zagłuszyło dźwięk strzelającej gumki od majtek. Dokładnie w momencie, w którym mijała blondyna.
- Najsłodsze słowo, jakie aktualnie znam, to Laurent. Ale trzeba je odpowiednio powiedzieć, wiesz? - Zaczepiał go mocno, i przez moment naprawdę wyglądał - jakby miał to zrobić - otworzyć szerzej usta i jęknąć jego imię jakby dochodził, ale zamiast tego uśmiechnął się do właścicielki lokalu i podziękował jej za fatygę. Ta uśmiechała się serdecznie, słysząc tak bezpośredni i uroczy flirt.
- 'astanowiliscie się iuż co jecie?
- Ja tak - cudem powstrzymał się przed posłaniem mu głupkowatego spojrzenia - chcę to, o czym mówiłaś wczoraj.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.