27.01.2025, 22:12 ✶
Charles mógł uczyć się na błędach, lecz problematyczne było patrzenie na błędy innych, gdy nawet własne dostrzegało się długo po fakcie. Potrzebował wskazania palcem, gdzie zrobił źle, a może nawet klapsa, dzięki któremu miał zapamiętać, co się stało. Śmierć wuja była czymś o wiele większym, aniżeli tylko klapsem.
- Też tak myślałem, tato. Że możemy się zawsze wspierać i na siebie liczyć. - Przyznał się, opuszczając wzrok. - Ale wtedy przyjechaliśmy tutaj i okazało się, że bardziej, niż nas, cenisz wuja. Teraz rozumiem, czemu. - Powiedział, choć nie była to do końca prawda. Nie rozumiał, jak ktoś mógł wybrać kogoś innego ponad własne dziecko. Kiedy Richard zakładał rodzinę, czy nie liczył się z tym, że te trzy małe istotki będą patrzeć właśnie na niego? Kiedy umarła matka, jego pozycja jako wzoru i opoki tylko się umocniła. - Tutaj, w Anglii, wszystko zaczęło wyglądać inaczej i nie wiem, czy nie robiłem tego, co robiłem, żeby zwrócić na siebie uwagę? Jeszcze wielu rzeczy... nie rozumiem. - Dodał, bo przeżycia były zbyt świeże, by mógł mówić o nich otwarcie i z pewnością. - Ale nigdy nie chciałem, żeby wuj... żeby wuj umarł.
Charles nie słuchał plotek, a i ostatnio był zbyt zajęty, by móc zaprzątać sobie głowę czymś innym, aniżeli nowa praca, świeczki i nowe znajomości. Kiedy ojciec poprosił o list, Charles bez wahania mu go podał.
- Wuj Alexander powiedział, że i tak do niego należałoby ostatnie słowo. - Dodał mimochodem w temacie wydziedziczania, co zabrzmiało jak prztyczek w nos nieżyjącego wuja. - Tato, gdzie jest Lorien? Wyprowadziła się... do wuja? Wuja Anthony'ego? Tato, ale jest dopiero po pogrzebie? Oni mieli romans? - Niewinna główka Charlesa nie pojmowała wiele.
- Też tak myślałem, tato. Że możemy się zawsze wspierać i na siebie liczyć. - Przyznał się, opuszczając wzrok. - Ale wtedy przyjechaliśmy tutaj i okazało się, że bardziej, niż nas, cenisz wuja. Teraz rozumiem, czemu. - Powiedział, choć nie była to do końca prawda. Nie rozumiał, jak ktoś mógł wybrać kogoś innego ponad własne dziecko. Kiedy Richard zakładał rodzinę, czy nie liczył się z tym, że te trzy małe istotki będą patrzeć właśnie na niego? Kiedy umarła matka, jego pozycja jako wzoru i opoki tylko się umocniła. - Tutaj, w Anglii, wszystko zaczęło wyglądać inaczej i nie wiem, czy nie robiłem tego, co robiłem, żeby zwrócić na siebie uwagę? Jeszcze wielu rzeczy... nie rozumiem. - Dodał, bo przeżycia były zbyt świeże, by mógł mówić o nich otwarcie i z pewnością. - Ale nigdy nie chciałem, żeby wuj... żeby wuj umarł.
Charles nie słuchał plotek, a i ostatnio był zbyt zajęty, by móc zaprzątać sobie głowę czymś innym, aniżeli nowa praca, świeczki i nowe znajomości. Kiedy ojciec poprosił o list, Charles bez wahania mu go podał.
- Wuj Alexander powiedział, że i tak do niego należałoby ostatnie słowo. - Dodał mimochodem w temacie wydziedziczania, co zabrzmiało jak prztyczek w nos nieżyjącego wuja. - Tato, gdzie jest Lorien? Wyprowadziła się... do wuja? Wuja Anthony'ego? Tato, ale jest dopiero po pogrzebie? Oni mieli romans? - Niewinna główka Charlesa nie pojmowała wiele.