27.01.2025, 23:08 ✶
Konsultantów-srantów. Roselyn co prawda uśmiechnęła się uprzejmie, lecz poza wymuszoną kurtuazją oraz grzecznością nie robiła nic, by nadskakiwać wysłannikowi Departamentu Tajemnic. Fakt, że jego imię pojawiło się w rozmowie z Samuelem, wcale nie poprawiał jego (i ich) sytuacji. Kąciki ust Roselyn były jednak dumnie uniesione w górę, a plecki: wyprostowane. Tak, jak uczyła ją mama. Zaproponowała coś do picia, nawet lekko przekrzywiła głowę, chociaż chyba tylko Ambroise wiedział, jak wiele ją to kosztowało. To nie tak, że pogardzała Ministerstwem Magii - zwykle miała do nich mocno neutralny stosunek, lecz to, co przeżyli, sprawiło że musiała się zatrzymać i pomyśleć. Nabrać powietrza w płuca, zamknąć oczy i zastanowić się, dlaczego ich ukochana Knieja nadal jest zamknięta, a oni jako dziedzice Greengrassów nie mieli żadnych informacji?
Roselyn założyła nogę na nogę i wygładziła materiał, zerkając spod opadających na czoło kosmyków ciemnych włosów na Morpheusa, jego pióro i pergamin. Roselyn milczała zarówno w chwili, gdy Morpheus mówił (przecież to było niegrzeczne by mu tak przerywać), jak i gdy skończył mówić. Zmieniła pozycję, opierając swobodnie plecy o oparcie fotela, który zajęła. Nieznacznie uniosła podbródek, jakby rzucała spojrzeniem wyzwanie staremu Longbottomowi. Jakby miały zetrzeć się teraz dwa pokolenia w walce o dominację. Oczywistym było, że Greengrassówna uważała jego podchody za irytujące i niepotrzebne, chociaż faktycznie - żeby przebić się przez tę śliczną maskę do zepsutego wnętrza, należało posiadać umiejętności Longbottoma. Roselyn nie podobało się, że tu był, ale nie zamierzała kłamać, póki pytania były ogólne i mało konkretne. Kto jak kto, ale ona potrafiła kłamać perfekcyjnie.
- Nie mogę odpowiadać za swoją rodzinę, ale faktycznie - wrażenia z Kniei są niepokojące - odpowiedziała swobodnie, przesuwając lekko dłonią po materiałowym, ciemnozielonym podłokietniku. Jej wzrok uparcie wpatrywał się w jeden punkt na czole Morpheusa, by wprawić go w zakłopotanie. Sztuczka stara jak świat, ale jakże skuteczna! - Ministerstwo Magii zamknęło Knieję. Nasz dom, nasze jestestwo i dziedzictwo. Boli nas to, ale rozumiemy, oczywiście, powagę sytuacji. Ciężko jednak nie odczuwać niepokoju, gdy widzi się taśmy lub Brygadzistów, których jest tu znacznie więcej, niż było w zeszłym roku.
Odpowiedziała uprzejmie, odrobinę przechylając głowę. Może i nie była kokietką, a ktośtam kiedyś napomknął że stary Longbottom to woli młodych chłopców, ale zwykle wystarczało, że się uśmiechała, żeby rozmówca tracił dryg w rozmowie. Może i teraz też się uda?
Rzut na charyzmę - czy jej słodkie oczka i śliczna buzia rozproszą trochę Morpheusa - 3 kropki
Roselyn założyła nogę na nogę i wygładziła materiał, zerkając spod opadających na czoło kosmyków ciemnych włosów na Morpheusa, jego pióro i pergamin. Roselyn milczała zarówno w chwili, gdy Morpheus mówił (przecież to było niegrzeczne by mu tak przerywać), jak i gdy skończył mówić. Zmieniła pozycję, opierając swobodnie plecy o oparcie fotela, który zajęła. Nieznacznie uniosła podbródek, jakby rzucała spojrzeniem wyzwanie staremu Longbottomowi. Jakby miały zetrzeć się teraz dwa pokolenia w walce o dominację. Oczywistym było, że Greengrassówna uważała jego podchody za irytujące i niepotrzebne, chociaż faktycznie - żeby przebić się przez tę śliczną maskę do zepsutego wnętrza, należało posiadać umiejętności Longbottoma. Roselyn nie podobało się, że tu był, ale nie zamierzała kłamać, póki pytania były ogólne i mało konkretne. Kto jak kto, ale ona potrafiła kłamać perfekcyjnie.
- Nie mogę odpowiadać za swoją rodzinę, ale faktycznie - wrażenia z Kniei są niepokojące - odpowiedziała swobodnie, przesuwając lekko dłonią po materiałowym, ciemnozielonym podłokietniku. Jej wzrok uparcie wpatrywał się w jeden punkt na czole Morpheusa, by wprawić go w zakłopotanie. Sztuczka stara jak świat, ale jakże skuteczna! - Ministerstwo Magii zamknęło Knieję. Nasz dom, nasze jestestwo i dziedzictwo. Boli nas to, ale rozumiemy, oczywiście, powagę sytuacji. Ciężko jednak nie odczuwać niepokoju, gdy widzi się taśmy lub Brygadzistów, których jest tu znacznie więcej, niż było w zeszłym roku.
Odpowiedziała uprzejmie, odrobinę przechylając głowę. Może i nie była kokietką, a ktośtam kiedyś napomknął że stary Longbottom to woli młodych chłopców, ale zwykle wystarczało, że się uśmiechała, żeby rozmówca tracił dryg w rozmowie. Może i teraz też się uda?
Rzut na charyzmę - czy jej słodkie oczka i śliczna buzia rozproszą trochę Morpheusa - 3 kropki
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!