28.01.2025, 00:04 ✶
Było dobrze, a potem Millie rozłożyła mu tarota. A potem, zaczął o tym tarocie myśleć trochę. A potem jeszcze bardziej. I bardziej. A potem znalazł się w swoim własnym domu i myślał o tym wszystkim dalej. I jeszcze bardziej. I jeszcze bardziej.
I w sumie nie do końca był pewny, kiedy do tego wszystkiego dołączyła butelka whiskey i chyba nawet nie wypił tak dużo, ale jakoś tak wyszło, że leżał na podłodze w swoim gabinecie i myślał o życiu.
I po co w ogóle pytał ją o tego tarota? Czego niby dowiedział się takiego, co by mu pomogło? Niczego! To znaczy dowiedział się wiele, ale to wiele sugerowało pracę nad związkiem, a on związku nie chciał. Nie ważne ile razy nie myślał o tym ostatnim spotkaniu, które wcale nie było tak finalne, jak się zdawało, nie ważne jak szybko nie bilo mu serce gdy myślał o tamtym pocałunku.... Kiedy słowa Millie zaczęły niepokojąco brzmieć, jak porady miłosne coś w Jonathanie ścisnęło się, bo to wszystko szło w naprawdę nieplanowanym kierunku. W ogóle wszystko było nie tak. Spotkanie nie miało tak się skończyć, Millie nie miała mówić takich rzeczy, a on nie miał zastanawiać się czy nie spotkać się z Jeanem jeszcze raz aby wyjaśnić sobie wszystko na spokojnie, bo przecież wampir który złamał mu żebro nie zasługiwał na takie traktowanie, skoro było mu głupio i tak naprawdę nie chciał go skrzywdzić. Ehhh
I jeszcze podobno się oszukiwał! W czym dokładnie!?
Oczywiście Jonathan i whiskey doskonale wiedzieli co było główną przyczyną jego problemu – był zbyt idealny. Sam to przecież usłyszał kiedyś z ust Jeana. Byl zbyt idealny i to był problem. Powinien zrobić coś co sprawi, że się oszczpeci i nawet wampira to odrzuci. Nie było to zadanie łatwe, bo przecież był idealny, ale Jonathan miał sekret. Bardzo głęboko skrywany, o którym nie ośmieliłby się powiedzieć nawet najbliższym. Mianowicie Jonathan Selwyn od zawsze uważał, że wygladałby szkaradnie w blondzie. Musiał się więc przefarbować na blond i była tylko jedna osoba, bezlitosny kat, który mógł się podjąć czegoś tak okrutnego nie pomny na jakiekolwiek piękno.
Kiedy Woody przyszedł Jonathan ponownie leżał na podłodze w gabinecie. Marynarka została rzucona gdzieś na krzesło, koszula była pomięta, a na biurku stały odpowiednie przybory do zmiany koloru włosów.
– Jestem tutaj! – krzyknął z pierwszego piętra, słysząc jak Woody oznajmia swoje przybycie. – Chodź i dodaj mi cierpienia, aby uciąć ból!
I w sumie nie do końca był pewny, kiedy do tego wszystkiego dołączyła butelka whiskey i chyba nawet nie wypił tak dużo, ale jakoś tak wyszło, że leżał na podłodze w swoim gabinecie i myślał o życiu.
I po co w ogóle pytał ją o tego tarota? Czego niby dowiedział się takiego, co by mu pomogło? Niczego! To znaczy dowiedział się wiele, ale to wiele sugerowało pracę nad związkiem, a on związku nie chciał. Nie ważne ile razy nie myślał o tym ostatnim spotkaniu, które wcale nie było tak finalne, jak się zdawało, nie ważne jak szybko nie bilo mu serce gdy myślał o tamtym pocałunku.... Kiedy słowa Millie zaczęły niepokojąco brzmieć, jak porady miłosne coś w Jonathanie ścisnęło się, bo to wszystko szło w naprawdę nieplanowanym kierunku. W ogóle wszystko było nie tak. Spotkanie nie miało tak się skończyć, Millie nie miała mówić takich rzeczy, a on nie miał zastanawiać się czy nie spotkać się z Jeanem jeszcze raz aby wyjaśnić sobie wszystko na spokojnie, bo przecież wampir który złamał mu żebro nie zasługiwał na takie traktowanie, skoro było mu głupio i tak naprawdę nie chciał go skrzywdzić. Ehhh
I jeszcze podobno się oszukiwał! W czym dokładnie!?
Oczywiście Jonathan i whiskey doskonale wiedzieli co było główną przyczyną jego problemu – był zbyt idealny. Sam to przecież usłyszał kiedyś z ust Jeana. Byl zbyt idealny i to był problem. Powinien zrobić coś co sprawi, że się oszczpeci i nawet wampira to odrzuci. Nie było to zadanie łatwe, bo przecież był idealny, ale Jonathan miał sekret. Bardzo głęboko skrywany, o którym nie ośmieliłby się powiedzieć nawet najbliższym. Mianowicie Jonathan Selwyn od zawsze uważał, że wygladałby szkaradnie w blondzie. Musiał się więc przefarbować na blond i była tylko jedna osoba, bezlitosny kat, który mógł się podjąć czegoś tak okrutnego nie pomny na jakiekolwiek piękno.
Kiedy Woody przyszedł Jonathan ponownie leżał na podłodze w gabinecie. Marynarka została rzucona gdzieś na krzesło, koszula była pomięta, a na biurku stały odpowiednie przybory do zmiany koloru włosów.
– Jestem tutaj! – krzyknął z pierwszego piętra, słysząc jak Woody oznajmia swoje przybycie. – Chodź i dodaj mi cierpienia, aby uciąć ból!