28.01.2025, 01:27 ✶
Nie dało się wywołać pożaru w drugim człowieku bez odpowiednich kroków. Najpierw trzeba było wzbudzić w nim ciepło, później delikatnie to ciepło kierować w stronę namiętności. Trzeba było skubać, podszczypywać... Miał na to różne sposoby. Można było robić to delikatnie, z finezją - dziewczyny to lubiły. Jestem twój, a ty jesteś moja - trzeba było im dać tę cichą pewność bezpieczeństwa i dwustronnego pożądania. Można też było iść w coś niegrzecznego. To lubili faceci. Tę świadomość, że dało się zrobić z nim, co się tylko chciało, bo każde muśnięcie rozedrganego ciała nastrajało go, czyniło go doskonale szczęśliwym, nawet jeżeli gdzieś pomiędzy wkradało się splunięcie albo uderzenie bata, a on wcale tego nie lubił, zwyczajnie bez czegoś w sobie lub na sobie czuł się tak cholernie pusty, lekki, jak śmieć, jak papierowa torba porzucona gdzieś i moknąca na deszczu, nim żywioł wzbierze tu więcej wody i wciągnie go ze sobą do rynsztoka.
- A ze mną co musisz? - Znów poruszył nogą, podkreślając w ten sposób, że ten dotyk co ich łączył, wcale się nie skończył. Wrócił do swojego nudnego tonu, ale nadal trwał. - Jak przestanę tam spać, to stanę się obcy... - Nie rozwinął tego, bo nie chciał. Życie w Fantasmagorii nie było wcale łatwe. Nie dla kogoś takiego jak on - bo on uparcie chciał chodzić swoimi ścieżkami, kiedy oni cenili sobie tych będących częścią zbiorowiska. I niespodzianka - nie było tam już nikogo oprócz Jima, kto by się za nim prawdziwie wstawił. Oczywiście zasłużył sobie na ten obrót spraw, no ale...
Mhm, czyli go nie przekupił tak jak Cain się go nie wstydził?
Crow przygryzł wargę, a później... puścił ją tymi zębami i uśmiech wrócił na jego twarz - tym razem był rozczulony. Dzisiaj wszystko skończy się dobrze, nawet jeżeli Laurent musiał zajmować się jakimiś pierdołami, zamiast założyć na siebie tę bieliznę, co ją miał na sobie ostatnio i dać sobie wymasować nóżki. Pewnie bardzo męczyło to całe bieganie po Ministerstwie.
- A mówiłeś mi, że twoim marzeniem jest trzymać się z chłopakiem za rękę w kawiarni przy Pokątnej - wyszczerzył się w odpowiedzi na to wyznanie, a później przełożył rękę przez stół, położył ją na blacie tak, żeby blondyn mógł ją wygodnie złapać. Albo coś w tym stylu? Coś podobnego, może. Nie pamiętał. - Czuję się kochany - skwitował. A przecież miłość była jedynym powodem, by dalej trwać. - Kochasz mnie, tak? Ty tak ładnie to mówisz... - Coś tam mówił o byciu mężczyzną, ale momentami Crow w to powątpiewał. Aktualnie klasyfikował go podobnie do siebie - gdzieś pomiędzy. Tylko jeszcze nie wiedział gdzie.
- A ze mną co musisz? - Znów poruszył nogą, podkreślając w ten sposób, że ten dotyk co ich łączył, wcale się nie skończył. Wrócił do swojego nudnego tonu, ale nadal trwał. - Jak przestanę tam spać, to stanę się obcy... - Nie rozwinął tego, bo nie chciał. Życie w Fantasmagorii nie było wcale łatwe. Nie dla kogoś takiego jak on - bo on uparcie chciał chodzić swoimi ścieżkami, kiedy oni cenili sobie tych będących częścią zbiorowiska. I niespodzianka - nie było tam już nikogo oprócz Jima, kto by się za nim prawdziwie wstawił. Oczywiście zasłużył sobie na ten obrót spraw, no ale...
Mhm, czyli go nie przekupił tak jak Cain się go nie wstydził?
Crow przygryzł wargę, a później... puścił ją tymi zębami i uśmiech wrócił na jego twarz - tym razem był rozczulony. Dzisiaj wszystko skończy się dobrze, nawet jeżeli Laurent musiał zajmować się jakimiś pierdołami, zamiast założyć na siebie tę bieliznę, co ją miał na sobie ostatnio i dać sobie wymasować nóżki. Pewnie bardzo męczyło to całe bieganie po Ministerstwie.
- A mówiłeś mi, że twoim marzeniem jest trzymać się z chłopakiem za rękę w kawiarni przy Pokątnej - wyszczerzył się w odpowiedzi na to wyznanie, a później przełożył rękę przez stół, położył ją na blacie tak, żeby blondyn mógł ją wygodnie złapać. Albo coś w tym stylu? Coś podobnego, może. Nie pamiętał. - Czuję się kochany - skwitował. A przecież miłość była jedynym powodem, by dalej trwać. - Kochasz mnie, tak? Ty tak ładnie to mówisz... - Coś tam mówił o byciu mężczyzną, ale momentami Crow w to powątpiewał. Aktualnie klasyfikował go podobnie do siebie - gdzieś pomiędzy. Tylko jeszcze nie wiedział gdzie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.