- Oczywiście, w końcu lepiej być ostrożnym. - Podważanie jej słów nie było dla niej niczym nowym, szczególnie w takiej sytuacji. Miała świadomość, że Roise szanuje jej opinię jako specjalistki w swojej dziedzinie, jednak często ją podpuszczał tylko po to, aby wprowadzić odrobinę niepewności. Znała go na tyle, żeby wiedzieć, że lubi z nią w ten sposób pogrywać. Nie przejmowała się tym jakoś specjalnie, bo wiedziała, że nie robi tego, żeby negować jej opinię, nie tutaj chodziło o coś zupełnie innego.
Czy pozwalanie sobie na tę chwilę zapomnienia było czymś, czego nie powinni robić? Zapewne tak, tyle, że już dawno przestała myśleć o tym, co powinna, raczej skłaniała się ku temu, aby sięgać po to na co miała ochotę. Życie było zbyt kruche i krótkie, aby przejmować się konsekwencjami swoich działań. Akurat oni bardzo dobrze sobie z tego zdawali sprawę. Te kilka dni z początku miało być tylko i wyłącznie pożegnaniem, którego wcześniej nie dostali, teraz? Teraz sama nie wiedziała czym konkretnie było. Przestali narzucać sobie ten dystans, który powodował, że zachowywali się nienaturalnie, wydawało jej się, że dzięki temu będzie prościej, jednak to powodowało, że czuła ciężar związany ze swoją obecnością w tym miejscu. Dużo prościej było jej zachowywać się tak, jakby nic się nie zmieniło, chociaż przecież zdawała sobie sprawę, że zmieniło się wszystko. Teraz wiedziała, że nie będzie ich łączyć wspólna przyszłość, bo przecież to ustalili, miała świadomość na co się pisze, co ją później czeka, ale i tak nie zamierzała za bardzo na tym się skupiać.
Trwali tu i teraz, pojawiły się możliwości, których nie mieli jeszcze kilka dni temu i bardzo, ale to bardzo chciała je wszystkie wykorzystać. Można to było uznać za desperację, nawet jeśli, to co? Tylko ona miała oceniać siebie i swoje zachowanie, nikt więcej, więc tak naprawdę uważała, że nie musi się tym przejmować. Na pewno nie będzie jej łatwo odnaleźć się w tej szarej rzeczywistości bez niego, ale to będzie problem Yaxleyówny z przyszłości, nie tej, która teraz leżała na trawie.
Ta Geraldine była bardzo podobna do swojej wersji sprzed kilku lat, szczęśliwej, nie myślącej o problemach, właściwie to wtedy ich nie miała, więc nie miała nad czym rozważać, teraz jednak też wydawały się one być gdzieś daleko, leżały zakopane bardzo głęboko. Korzystała z czasu, który sobie dali. Wszystko wydawało się nie mieć znaczenia, gdy Ambroise znajdował się tak blisko. Co najważniejsze, w podobnym nastroju do niej, byli trzeźwi, aczkolwiek świat i tak nieco wirował, zapewne przez te wszystkie uczucia, które ponownie zaczęły ją wypełniać. Nie zamierzała jednak mówić o uczuciach, bo to nie miało mieć żadnego sensu, wiedzieli przecież, że one istniają, nadal w nich tkwią, a jednak to niczego nie zmieniało. Nie miało być dla nich szczęśliwego zakończenia, ale chociaż mogli przeżyć tę krótą historię jeszcze raz. To było warte późniejszych konsekwencji, czyż nie?
- Jako wielka stopa, powinieneś już to wiedzieć? - To było oczywiste, ona mogła tylko zweryfikować informacje, które były powtarzane. Miała szczęście, że trafiła na taki okaz, który chyba nie miał nic przeciwko jej analizie. Oczywiście wszystko dla dobra nauki i przyszłych pokoleń, prawda?
- Ktoś to tylko musi sprawdzić, wiesz, przeprowadzić badania. - Świat miał ogromne szczęście, że właśnie ona zamierzała to zrobić, czyż nie? Była w stanie się poświęcić.
Bawiły ją te ich gry, właściwie dzięki temu była w stanie skupić się tylko i wyłącznie na tym, co teraz sobie dawali, chociaż może nawet nie do końca skupić. To też przychodziło jej ciężko, gdy znajdował się tak blisko niej. Zapomniała się zupełnie.
Zasługiwali na ten krótki moment rozkojarzenia, sporo się ostatnio wydarzyło, mogli chociaż raz odpuścić. Nie widziała w tym niczego złego, szczególnie kiedy tak do siebie lgnęli, wbrew rozsądkowi. Mieli prawo podejmować irracjonalne decyzje, w końcu nie robili tego zbyt często, zwłaszcza Roise wydawał się zawsze robić to, co było słuszne, więc dobrze się stało, że i on postanowił odpuścić.
Czuła, że to zrobił. Wcześniej starał się od niej dystansować, podchodził do niej z ostrożnością, która teraz wydawała się gdzieś przepaść. W końcu i on pozwolił sobie popłynąć.
Nie obiecywał jej przecież niczego, nie karmił ją fałszywymi zapewnieniami, wiedziała na czym stoi, nie było więc w tym niczego złego.
- Teraz? Możesz wziąć sobie wszystko na co masz ochotę. - Teraz i tylko teraz. Nie myślała o tym, co będzie później, to nie było istotne. W tej chwili znajdował się nad nią, wodził językiem po jej ciele, nie było sensu skupiać się na tym, co będzie później, przejmować się ewentualnymi konsekwencjami, chciała, żeby to zrobił, bo potrzebowała tego w tym momencie. Chciała, aby zapomnieli o tych wszystkich rozmowach, które odbyli, nie było im to do niczego potrzebne. Nie dało się nie reagować na te uczucie, które pojawiło się w ciele, z każdą minutą, z każdym muśnięciem jego warg było coraz silniejsze. Nie potrafiła ukryć tego, jak na niego reaguje, na pewno to zauważył, chciała tego i nie miała wobec niego żadnych oczekiwań związanych z tym, co stanie się później. Nie przywykła do tego, by przejmować się ewentualnymi konsekwencjami, zawsze sięgała po to, na co miała ochotę, dlaczego nie miałaby tego zrobić i teraz?
- Nie myśl o tym. - Zauważyła, że przymknął oczy, że na moment oderwał się od jej ciała, nie chciała tego, nie miała zamiaru wzbudzić w nim zawahania, oczywiście, że przypadkiem musiała to zrobić. Nie byłaby sobą, gdyby wszystkiego nie utrudniała.