28.01.2025, 11:15 ✶
Spojrzenie Brenny nie zmieniło się, na ustach wciąż gościł przyjazny uśmiech i nie dała po sobie nijak poznać, że zauważyła spłoszenie Thomasa: a nie zauważyć go było trudno, nawet nie dlatego, że znała go od lat czy że była jakoś szczególnie spostrzegawcza. Miał je po prostu wypisane na twarzy.
Ale już nie jego powody. Cokolwiek w nim pękło tamtej nocy w jaskini doppelgangera, Brenna nie mogła tego dostrzec gołym okiem, jej pierwszą myślą było więc, że nocował w Księżycowym Stawie z powodu Millie, nie spodziewali się, że wpadną tu na kogoś jeszcze i dlatego zrobiło się mu głupio. Ewentualnie niezbyt chciał z nią rozmawiać po ostatnim zebraniu, co też mogła zrozumieć.
Czy zamierzała spróbować dowiedzieć się, o co chodzi? Jasne. Nie przeszła jednak od razu do ataku, na razie po prostu wręczając mu te tosty. Kiedy już zaczniesz jeść, znacznie ciężej uciec ci od stołu.
– Zazwyczaj jem kolację. Tak na wszelki wypadek, zazwyczaj jem też śniadania i nawet lunch, a bywa, że w międzyczasie złapię jakiegoś pączka, albo dwa, albo dziesięć – odparła lekko, podpierając łokcie o stół i pochylając się lekko, nie odrywając spojrzenia ciemnych oczu od Thomasa. Miała wrażenie, że wszyscy wokół ostatnio zgłaszają pretensje o jej niespanie i niejedzenie: i zastanawiała się, czy Nora opowiedziała innym, o jakie eliksiry prosiła, bo przecież Brenna nie dzieliła się z nikim swoim kalendarzem i tym, ile spała albo nie spała. A poza tym przecież jadła, całkiem regularnie, i mimo swojego uwielbienia do pączków, nawet w miarę zdrowo, i nie była pewna, co powinna teraz zrobić, żeby ludzie przestali się o nią martwić, gdy sami mieli dostatecznie wiele zmartwień. Ciągle nosić przy sobie kanapki i wyjmować je z kieszeni, ilekroć wpadnie na kogoś znajomego? Wtedy jednak za jakiś czas nawet przy swojej ruchliwości zaczęłaby przypominać kulę…
– Ignas Julius jakoś nie miał ochoty do mnie dołączyć – stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. Duch ostatniego pana domu nie pokazywał się jej od czasu rozmowy w altanie, ale była pewna, że czuła tej nocy jego obecność, gdy schodziła do kuchni. Chłód ogarnął jej ciało, a do głowy zaczęły wsączać się nieprzyjemne myśli, jakby w pobliżu przebywał dementor i po raz kolejny pożałowała, że nie mają w Zakonie egzorcysty. Miała nadzieję, że mężczyzna zniknie, skoro winna zagłady jego rodu trafiła do Azkabanu, ale najwyraźniej wcale nie uważał, że domknął swoje ziemskie sprawy. – Pracowałam do późna, podrzuciłam tu trochę rzeczy i uznałam, że mam ochotę na tosta. A ty? Nie spodziewałam się tu ciebie o tej porze. Zajmowałeś się mechanizmami? – spytała niewinnie, wciąż jak gdyby nigdy nic.
Ale już nie jego powody. Cokolwiek w nim pękło tamtej nocy w jaskini doppelgangera, Brenna nie mogła tego dostrzec gołym okiem, jej pierwszą myślą było więc, że nocował w Księżycowym Stawie z powodu Millie, nie spodziewali się, że wpadną tu na kogoś jeszcze i dlatego zrobiło się mu głupio. Ewentualnie niezbyt chciał z nią rozmawiać po ostatnim zebraniu, co też mogła zrozumieć.
Czy zamierzała spróbować dowiedzieć się, o co chodzi? Jasne. Nie przeszła jednak od razu do ataku, na razie po prostu wręczając mu te tosty. Kiedy już zaczniesz jeść, znacznie ciężej uciec ci od stołu.
– Zazwyczaj jem kolację. Tak na wszelki wypadek, zazwyczaj jem też śniadania i nawet lunch, a bywa, że w międzyczasie złapię jakiegoś pączka, albo dwa, albo dziesięć – odparła lekko, podpierając łokcie o stół i pochylając się lekko, nie odrywając spojrzenia ciemnych oczu od Thomasa. Miała wrażenie, że wszyscy wokół ostatnio zgłaszają pretensje o jej niespanie i niejedzenie: i zastanawiała się, czy Nora opowiedziała innym, o jakie eliksiry prosiła, bo przecież Brenna nie dzieliła się z nikim swoim kalendarzem i tym, ile spała albo nie spała. A poza tym przecież jadła, całkiem regularnie, i mimo swojego uwielbienia do pączków, nawet w miarę zdrowo, i nie była pewna, co powinna teraz zrobić, żeby ludzie przestali się o nią martwić, gdy sami mieli dostatecznie wiele zmartwień. Ciągle nosić przy sobie kanapki i wyjmować je z kieszeni, ilekroć wpadnie na kogoś znajomego? Wtedy jednak za jakiś czas nawet przy swojej ruchliwości zaczęłaby przypominać kulę…
– Ignas Julius jakoś nie miał ochoty do mnie dołączyć – stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. Duch ostatniego pana domu nie pokazywał się jej od czasu rozmowy w altanie, ale była pewna, że czuła tej nocy jego obecność, gdy schodziła do kuchni. Chłód ogarnął jej ciało, a do głowy zaczęły wsączać się nieprzyjemne myśli, jakby w pobliżu przebywał dementor i po raz kolejny pożałowała, że nie mają w Zakonie egzorcysty. Miała nadzieję, że mężczyzna zniknie, skoro winna zagłady jego rodu trafiła do Azkabanu, ale najwyraźniej wcale nie uważał, że domknął swoje ziemskie sprawy. – Pracowałam do późna, podrzuciłam tu trochę rzeczy i uznałam, że mam ochotę na tosta. A ty? Nie spodziewałam się tu ciebie o tej porze. Zajmowałeś się mechanizmami? – spytała niewinnie, wciąż jak gdyby nigdy nic.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.