28.01.2025, 16:28 ✶
– Już bez przesady – burknął ze swojego miejsca na podłodze, obserwując wkraczającego do minimalistycznego gabinetu drugiego czarodzieja. Całe szczęście, że w ciągu ostatnich lat zmienił wystrój pomieszczenia i pozbył się złotych figur ściennych, bo Tarp by mu chyba nie darował. – Nawet w chwilach największego kryzysu wyglądam co najwyżej jak jedno nieszczęście i to wyjątkowo urodziwe. Zapamiętaj to sobie!
I to był przecież właśnie ten problem. Eh... Może powinien był zawołać Morpheusa. Przyjaciel mógłby przynajmniej przewidzieć, czy jego plan w ogóle zadziała. Beznadzieja! Rozpacz, pustka i beznadzieja! Psychicznie czuł się dokładnie tak jak wtedy, gdy kiedyś miał wysoką gorączkę, a może i nawet gorzej. Na kolejne słowa Woody'ego po prostu wybuchnął śmiechem.
– Ha! Oczywiście. Dobijaj mnie jeszcze bardziej! Dziewczyna mnie rzuciła! I to jest właśnie ten cały problem Woody. Ja bym marzył, aby jakaś dziewczyna mnie rzuciła. Przecież wtedy wszystko byłoby łatwiejsze! Ale to było za łatwe, czyż nie? Z wiekiem rośnie moje piękno, a więc i problemy. Rzuciła... Myślałem, że rzucił...a. ale nie! Nie! To znaczy dosłownie rzuciła tak. Ja miałem rzucić i chyba rzuciłem, nawet na pewno rzuciłem, ale to wszystko miało wyglądać inaczej, a teraz w sumie okoliczności okazały się nie, aż takie dramatyczne, ale wciąż dramatyczne, a te pyszałkowate karty zaczęły mi mówić o pracy nad związkiem! A związku ma nie być!
Nie miał pojęcia, czy Woody cokolwiek z tego wywodu zrozumiał.
Jonathan westchnął cicho, na sugestię, że miałby pić wybielacz, po czym całkiem dziarsko jak na swój obecny stan, podniósł się z ziemi.
– Proszę Cię! Jakbym miał odejść z tego świata Zrobiłbym to na znacznie bardziej wyrafinowane sposoby! Nie. Jest gorzej. Musisz przefarbować mnie na blond, tak aby na mój widok już nigdy nie wrócił do Angli! – Z tymi słowami dramatycznie opadł na krzesło.
I to był przecież właśnie ten problem. Eh... Może powinien był zawołać Morpheusa. Przyjaciel mógłby przynajmniej przewidzieć, czy jego plan w ogóle zadziała. Beznadzieja! Rozpacz, pustka i beznadzieja! Psychicznie czuł się dokładnie tak jak wtedy, gdy kiedyś miał wysoką gorączkę, a może i nawet gorzej. Na kolejne słowa Woody'ego po prostu wybuchnął śmiechem.
– Ha! Oczywiście. Dobijaj mnie jeszcze bardziej! Dziewczyna mnie rzuciła! I to jest właśnie ten cały problem Woody. Ja bym marzył, aby jakaś dziewczyna mnie rzuciła. Przecież wtedy wszystko byłoby łatwiejsze! Ale to było za łatwe, czyż nie? Z wiekiem rośnie moje piękno, a więc i problemy. Rzuciła... Myślałem, że rzucił...a. ale nie! Nie! To znaczy dosłownie rzuciła tak. Ja miałem rzucić i chyba rzuciłem, nawet na pewno rzuciłem, ale to wszystko miało wyglądać inaczej, a teraz w sumie okoliczności okazały się nie, aż takie dramatyczne, ale wciąż dramatyczne, a te pyszałkowate karty zaczęły mi mówić o pracy nad związkiem! A związku ma nie być!
Nie miał pojęcia, czy Woody cokolwiek z tego wywodu zrozumiał.
Jonathan westchnął cicho, na sugestię, że miałby pić wybielacz, po czym całkiem dziarsko jak na swój obecny stan, podniósł się z ziemi.
– Proszę Cię! Jakbym miał odejść z tego świata Zrobiłbym to na znacznie bardziej wyrafinowane sposoby! Nie. Jest gorzej. Musisz przefarbować mnie na blond, tak aby na mój widok już nigdy nie wrócił do Angli! – Z tymi słowami dramatycznie opadł na krzesło.