Początek wiosny był jednym z jej ulubionego momentu w roku. Powoli zaczynało robić się zielono, na drzewach pojawiały się pierwsze liście, ale też kwiaty budziły się z zimowego snu, tak samo jak zwierzęta, na które polowała. Można było zrzucić z siebie grube, zimowe płaszcze i poczuć się jakoś tak lżej. Dzień był coraz dłuższy, dni coraz cieplejsze, wszystko zachęcało do tego, aby wyjść na zewnątrz. Nie, żeby powstrzymywała ją od tego niska temperatura, ale nawet ona zdecydowanie preferowała to robić wiosną, czy latem.
Wakacje nie były wcale takim głupim pomysłem, może to nie był miesiąc który się z nimi kojarzył, ale w końcu byli dorośli, nie mieli żadnych zobowiązań poza pracą, więc mogli je sobie robić kiedy tylko mieli na to ochotę. Roisowi udało się wyrwać kilka dni wolnego, więc postanowili to wykorzystać.
Polska nigdy nie byłaby jej pierwszym wyborem, jeśli chodzi o wypady zagranicę, ale słyszała o niej nieco dobrego od Isaaca, który osiadł gdzieś tutaj, no i jakoś tak wyszło, że sami się tutaj znaleźli.
Miejsce, które wybrali było całkiem malownicze, a co najważniejsze też nie jakoś specjalnie oblegane, dzięki czemu nie musieli się przejmować tym, że będą ich irytować tłumy ludzi kręcące się po okolicy. Mimo, że obozowali głównie w lasach, to jednak czasem zdarzało im się dotrzeć do miast, czy miasteczek. Zdecydowanie wolała te bardziej opustoszałe miejsca, zwłaszcza kiedy miała odpocząć.
Czas upływał im całkiem miło, zarówno ona jak i Roise potrafili znaleźć sobie zajęcie, w końcu dzika natura interesowała każde z nich, więc bez mniejszego problemu mogli korzystać z tego, że się tutaj zjawili. Gatunki roślin i zwierząt, które pojawiały się w okolicznych lasach były różne od tych w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu mogli nieco uzupełnić wiedzę. To naprawdę był bardzo owocny czas, szczególnie, że pozostałe chwilę spędzali na tym, aby się sobą nacieszyć. Miała wrażenie, że ich relacja ciągle kwitła, mimo tego, że byli już razem od kilku lat, jakby każdy miesiąc, czy dzień powodował, że jej uczucia stawały się jeszcze bardziej silniejsze, mimo, że nie sądziła, że da się kogoś kochać bardziej. Jak widać życie lubiło zaskakiwać, co najważniejsze w ten pozytywny sposób.
Jakoś tak się złożyło, że trafili na lokalny targ, nie, żeby specjalnie przepadała za takimi miejscami, jednak chciała sprawdzić jak to wygląda w tym miejscu. Była ciekawa lokalnej kultury, bo Polska okazała się być dla Yaxleyówny dużo bardziej ciekawa niż zakładała na samym początku. Targ był ogromny, zewsząd mienił się różnymi kolorami, było tu dość głośno, bo każdy próbował zareklamować swoje produkty.
Nie miała pojęcia, czy właściwie chciała kupić cokolwiek, jakoś nigdy nie odczuwała takiej potrzeby, mimo, że była bogata jak dam skurwysyny to nie wydawała swoich pieniędzy na pierdoły. Jasne, fajnie by było przywieźć stąd jakąś pamiątkę, która przypominałaby jej o tym jakże intensywnym wypadzie, jednak nie do końca mogła się zdecydować na to, co faktycznie chciałaby ze sobą zabrać do Londynu.
- Tak myślisz? Nie widzę nigdzie lustra. - Zdecydowanie wolałaby zobaczyć w nim swoje oblicze, bo raczej rzadko sięgała po takie pstrokate wzory, jej ubrania były raczej stonowane i jednokolorowe, więc to byłoby coś zupełnie nowego. - Powinnam Ci uwierzyć na słowo, prawda? Nie okłamałbyś mnie. - Tylko by spróbował. W sumie przecież i tak nie będzie musiała tego nosić. Spojrzała jeszcze kątem oka na materiał, kiedy Ambroise poprawiał jej tą chustkę, uśmiechnęła się do siebie, gdy poczuła jego palce na swoich obojczykach. Cóż, może faktycznie ten zakup nie był takim głupim pomysłem.
Ścisnęła mocniej jego dłoń, jakby nie chciała go zgubić, bo ktoś właśnie szturchnął ją ramieniem. - Być może faktycznie to jest to, czego potrzebowałam. - Jasne, na pewno, ale tak czy siak nie zmieniało to faktu, że chciała sobie stąd przywieźć jakąś pamiątkę.