Cornelius stał na nabrzeżu w Devon, czując, jak gniew pulsował w jego żyłach. Jego oczy nie mogły oderwać się horyzontu, nie chciał patrzeć na Ambroise'a, który wydawał się tak spokojny, jakby cała ta sytuacja nie dotyczyła go w najmniejszym stopniu. Roise, z tą swoją neutralną maską, wydawał się nieprzenikniony, ale Corio wiedział, że za tym wszystkim kryło się coś więcej, może strach, może wstyd, a może po prostu brak słów. Czuł, jak gniew narastał w nim z każdą chwilą, gdy słowa Ambroise'a docierały do jego uszu. Patrzył na swojego byłego przyjaciela, który wydawał się tak spokojny, jakby nic się nie wydarzyło, jakby nie obchodził go ból, którego Cornelius doświadczył po stracie żony, ani smutek, który teraz towarzyszył mu na każdym kroku.
- Nie oczekujesz? - Powtórzył z sarkazmem, jego głos był twardy jak stal. Zacisnął pięści, walcząc z chęcią, by nie krzyczeć. Roise był chrzestnym jego syna, ale w tej chwili Corio czuł, że ten tytuł nie znaczył dla niego nic. „Chciałbym tylko zobaczyć się z Fabianem…” Ambroise mówił to tak, jakby to było jedynie formalnością, a Cornelius nie wiedział, czy miał większą ochotę na dalszą rozmowę, czy na wykrzyczenie mu, co myśli o jego egoizmie.
- Nie oczekujesz? - Powtórzył Lestrange, jego głos był twardy, a w oczach płonął gniew. - Nie oczekujesz? To ciekawe, bo ja oczekiwałem, oczekiwałem, że jako mój przyjaciel będziesz przy mnie, kiedy najbardziej tego potrzebuję! Oczekiwałem, że będziesz przy Fabianie, że nie zostawisz go na pastwę losu, gdy jego matka leży w grobie! - Miał ochotę krzyczeć, ale zamiast tego mówił dalej, coraz bardziej szorstko i głośno. - Przyszedłeś tu, żeby powiedzieć, że się pakujesz i znów znikasz, i to wszystko? Nie masz nic do powiedzenia? Żadnych przeprosin? Żadnej chęci, by wytłumaczyć swoje zachowanie? Fabian zasługuje na kogoś, kto będzie przy nim, a nie na kogoś, kto znika bez słowa. Tak, chcesz go zobaczyć, ale co potem? Znowu znikniesz, a ja zostanę z tym wszystkim sam, tak jak byłem sam przez te ostatnie tygodnie? - Cornelius zadrżał, nie mogąc dłużej powstrzymać emocji. Spojrzał na Ambroise'a, czując w sobie mieszankę goryczy i rozczarowania. - Nie oczekujesz? - Ponowił. - To dobrze, bo ja nie zamierzam ci tego ułatwiać. Zrozum, że w tym wszystkim chodzi o mnie i o Fabiana, a nie o twoje poczucie winy czy twoje wyjazdy. Zrozum, że nie możesz po prostu przyjść i odejść, kiedy ci się podoba. - Z całej siły stłumił chęć rzucenia się na przyjaciela, ale jego gniew był tak intensywny, że musiał z nim walczyć.
- Chcesz zobaczyć się z Fabianem? - Zapytał, a w jego głosie brzmiała gorycz. - To dobrze, bo on nie ma pojęcia, co się dzieje. Nie wie, dlaczego jego ojciec jest zły, dlaczego nie ma mamy. Może powinieneś mu to wszystko wyjaśnić, zanim znów znikniesz na dłużej. Może to ty powinieneś mu powiedzieć, dlaczego tak łatwo zapomniałeś o nas, o tej rodzinie, którą stworzyliśmy. Nie zamierzam cię zatrzymywać, ale nie myśl, że możesz przyjść tu i wziąć mnie za idiotę. Jeśli chcesz się zobaczyć z Fabianem, to dobrze, ale nie oczekuj, że przyjmę cię z otwartymi ramionami. Nie teraz. Nie oczekuj, że przyjmę twoje słowa bezkrytycznie. - Dodał, nie mogąc już dłużej znieść tej pozornej obojętności. - Moja żona zginęła, a ty chcesz tylko zobaczyć się z Fabianem, żeby móc powiedzieć, że jesteś dobrym chrzestnym? W porządku, niech będzie, jak sobie życzysz. - Nie krył goryczy, tyle razy próbował zrozumieć, ale teraz czuł, że nie miał już miejsca na zrozumienie. To była tylko maska neutralności, którą Ambroise przywdział, a Cornelius nie miał zamiaru jej tolerować, więc stał tam, na nabrzeżu, z sercem pełnym żalu i wściekłości, gotowy wykrzyczeć wszystko, co go trapiło.