- Od kiedy to Ty o niej wspominasz. - W końcu mieli do tego podobne podejście. Nie zamierzała teraz usilnie bronić swojego zdania, wolała się skupić na czymś zupełnie innym. Nie mogła bowiem mieć pewności, że to nie był ostatni raz, kiedy pozwolili sobie na taką bliskość. Szkoda było się produkować usilnie udowadniając swoją rację. Wiedziała swoje, a to chyba było dla niej najważniejsze, nie to, co zostało powiedziane w głos. Mogli mówić, ustalać pewne rzeczy, a ona i tak myślała sobie swoje i to tym w dużej mierze się kierowała.
Tak naprawdę w ogóle nie była ostrożna, brakowało jej tej cechy, zresztą aktualnie również decyzje, które podejmowała zupełnie były jej pozbawione. Powinna w końcu obawiać się tego, że się sparzy, że ponownie będzie cierpieć, ale zupełnie jej to nie obchodziło. Właściwie przecież nie mogła wiedzieć nawet, czy to nie była jedna z ostatnich chwil, które mieli spędzić razem, nic nie było pewne, ich ustalenia istniały, ale brakowało w nich konkretów. Przesuwali termin opuszczenia Piaskownicy, ale w końcu będą musieli to zrobić, nie mogli trwać w tym zawieszeniu w nieskończoność.
Zaiste było to bardzo gwałtowne zakończenie intensywnego lata, pełnego nie do końca budujących wydarzeń. To, co teraz robili też nie miało przynieść niczego dobrego, może chwilowo, ale na dłuższą metę nie mogła tego zakładać. Tyle, że aktualnie nie obchodziło jej co będzie później, już dawno przestała snuć przemyślenia na temat swojej przyszłości, żyła z dnia na dzień od momentu, w którym wróciła do starych przyzwyczajeń, pewnie szybko się to nie zmieni, bo po co? Nie widziała nadziei na to, że kiedykolwiek mogłoby być lepiej, bo przecież najlepiej już było i to nie miało się powtórzyć.
Właśnie dlatego przestała się już czymkolwiek przejmować, to nie tak, że nie chciałaby, żeby ich drogi znowu się ze sobą splotły, tak właściwie to ta więź, która między nimi powodowała, że chyba zawsze miały być w jakiś sposób połączone, nawet jeśli będą znajdowali się z dala od siebie. Skoro jednak miała możliwość zatracić się w tym teraz, to zamierzała to zrobić. Pierdolić ewentualne konsekwencje, bo na pewno jakieś się pojawią, tym będzie się martwić później.
Dostali od losu szansę, którą postanowili wykorzystać, nie widziała w tym nic złego, szczególnie, gdy poczuła usta Roisa na swojej skórze, wtedy zupełnie przestała się czymkolwiek przejmować, liczyła się tylko i wyłącznie ta krótka chwila, którą aktualnie mieli. Nic więcej. Brakowało jej tego, miała wrażenie, że cofnęli się do czasu, kiedy wszystko było zupełnie prostsze, nie musieli się niczym przejmować, wtedy naprawdę było lepiej.
- Wychodzi na to, że faktycznie to ja muszę się poświęcić. - Najwyraźniej nie mieli innego wyjścia, nie, żeby jej to jakoś szczególnie przeszkadzało. - Wolę nie wchodzić w to, czym się zajmują w wolnym czasie, zresztą aktualnie bardzo mocno spadli na mojej liście znajomości. - To, co wydarzyło się w jaskini dało jej do myślenia, zweryfikowało wszystko, teraz wiedziała na kogo faktycznie mogła liczyć, kto potrafił poświęcić się dla jej dobra, cóż, nie bez powodu to właśnie z Greengrassem opuściła leże demona i nadal trwała u jego boku.
Udowodnił jej tam, że nadal mu na nim zależy, zmieniła swoje podejście do jego osoby, zaledwie kilka dni wcześniej przecież okazywała mu niechęć całą sobą. Był to raczej odruch, który miał spowodować, że faktycznie uda jej się od niego odsunąć, tyle, że jak mogła to zrobić, skoro zachowywał się w ten sposób. Troszczył się o nią, a teraz? Teraz doprowadzał jej ciało do drżenia swoim delikatnym dotykiem. Zdecydowanie nie była mu obojętna, co nieco ją uspokoiło, bo bała się, że tylko ona nie do końca potrafiła porzucić to, co kiedyś mieli. To nie były fałszywe wspomnienia, to wszystko, co udało im się stworzyć, a później spierdolić było prawdziwe.
Poczuła jego ciepłe dłonie, które zaczęły przesuwać się po jej ciele. Był w tym wyjątkowo delikatny, jakby faktycznie mieli wyjątkowo celebrować tę daną sobie bliskość. W tej chwili cieszyła się z tego, że zdążyła się przebrać. Mieli dosyć słabe doświadczenie związane z jej typową częścią garderoby, którą były skórzane spodnie. Zresztą dopiero, kiedy zaczęła być z Roisem polubiła sukienki, które okazały się być bardzo praktyczne. Często nie potrafili się powstrzymać przed zbliżeniem się do siebie, reagowali bardzo intensywnie na swoją obecność, nigdy z tym nie walczyli, raczej pozwalali się sobie ponosić, to najwyraźniej też się nie zmieniło. Zresztą trudno było walczyć z tym silnym uczuciem, które nadal się żarzyło.
- To dobrze, ma Ci się podobać. - Tylko to się liczyło, to, że nadal chciał z nią być w ten sposób. Nie przerwał tego co robił, mimo tego krótkiego momentu zawahania, który zauważyła. Najwyraźniej dzisiaj nic nie miało im stanąć na przeszkodzie w zatraceniu się w tej krótkiej chwili. Tutaj nie było miejsca na myślenie, ono było zupełnie zbędne.
Jej ciało reagowało na jego dotyk, nie zamierzała z tym walczyć, dekolt był zaczerwieniony przez pocałunki, którymi go naznaczał. Usta mężczyzny wyznaczały ścieżkę po jej ciele, pozostawiały ciepło, które wypełniało je całe, czuła, że zaczyna rosnąć w niej to specyficzne napięcie, ponownie pojawiało się pożądanie. Nie dało się ukryć, że wyjątkowo reagowała na jego dotyk. Zawsze tak było, zapewne przez to, że było to coś więcej od typowej chęci zaspokojenia potrzeb, w ich przypadku za każdym razem chodziło o coś więcej.
Dłonie Yaxleyówny zaczęły szukać bliskości, znalazły się na nagich ramionach Roisa, bardzo powoli przesuwała je wzdłuż, chcąc poczuć pod palcami jego ciepło.
Nie spodziewała się właściwie, że będzie im dane ponownie razem znaleźć się nad przepaścią, ale najwyraźniej nie mogli nic z tym zrobić, cóż, nie miała ku temu żadnych oporów, to, co robił przynosiło efekty, ponownie wydawało jej się, że cały świat stanął w miejscu, nie liczyło się nic, tylko ta krótka chwila, która miała ich połączyć. Dwa ciała pragnące swojej bliskości, dwie dusze, które bardzo za sobą tęskniły, cóż, nawet jeśli miało to być tylko chwilowe, to nie było sensu z tym walczyć, zwłaszcza, że było to coś wyjątkowego.