29.01.2025, 03:11 ✶
Był mężczyzną. Urodził się mężczyzną i był mężczyzną. Te rzeczy, które się działy, te myśli nachodzące go czasami, że może jednak nie było to takie oczywiste, może dało się być czymś pomiędzy, to były głupoty, tak? Wszyscy geje byli przynajmniej trochę zniewieściali. Ale... Niby się tak wyprostował i napiął, niby próbował wejść w rolę, którą przyjmował od lat i w której tak dobrze się czuł, ale to nie działało. Nie potrafił wtrącić się pomiędzy jego słowa.
Podoba ci się, bo dostałeś go ode mnie?
Pragnął zadać to pytanie, bo chciał usłyszeć tak. To było lepsze niż sakramentalne tak na ołtarzu pieprzonego kościoła. Ktoś mówiący, że ten kwiat był jego z taką obsesją w głosie... Jak miał niby nie uznać tego za podniecające, nawet w tym ciele wciąż był sobą. Nie, nie był sobą, ta część jego była na niby, tak? Sam się zgubił w narracji, jaką chciał przyjąć we własnej głowie. Strumień myśli wciąż istniał, wciąż przypominał o tym, że jego dusza miała swoje cechy. Nie dało się ich pozbyć.
Ale jedną z tych cech było pragnienie dominacji, a wcale nie czuł się panem sytuacji. Chciał się do niego przytulić. Pal licho jak dziwaczne to było, naprawdę tego potrzebował. Zamiast tego przychodziło odtrącenie.
Nawet jakby chciał powiedzieć: od zawsze! Od zawsze ich nie widzę! Kiedy niby miał to powiedzieć? Kiedy miał się wtrącić w ten pełen emocji monolog? Ten wylew, te wyrzuty... Znów mu się nazbierało w oczach łez. Wyciągnął do niego ręce, a potem je cofnął, bo dostał zakaz, a potem mu się przypomniało, że zakazy to się miało wiadomo gdzie, miał prawo do dotykać, to był jego chłopak. I pewnie by się na to zdecydował, gdyby go nie zmiotło to wszechogarniające uczucie beznadziei związane z tym co opuszczało jego usta. Kompletnie tego nie rozumiał! Nawet nie próbował się nad tym zastanowić. Co za kompletny idiot-
Nie, był na to zbyt trzeźwy, żeby tego nie zdusić. To był idiota przeżywający to samo co on dzień w dzień, ale tak bardzo go irytowało, że nie rozumiał jednej, najważniejszej rzeczy.
Że miłość była najważniejsza.
- W dupie z tym! - Pisnął. Jego normalny krzyk, kiedy się w sobie do krzyku zebrał, brzmiał jak huk. Ale to nie był huk. To był pisk zestawiony z tym, że tupnął nóżką. Raz, drugi i trzeci. Tupał tymi nogami jak zirytowana nastolatka. - Przytul mnie wreszcie zamiast się na mnie wyżywać. Jesteś moim chłopakiem czy nie?! - Zacisnął palce na tym kwiecie ignorując to jak głupio musiał wyglądać. Stał tak i łkał. Szlochał i nie mógł zrozumieć dlaczego panował nad tyloma rzeczami, ale nie nad tym. To był jego powód do prawdziwej paniki. Nie te oczy zepsute, nie głowa przećpana, tylko to. Przecież on go po tym na pewno zostawi. Nikt nie chciałby nosić pierścionka kurwy. On mu sam to powiedział, że nie chciał go takiego. Panicznie objął się rękoma, odwracając spojrzenie na pustą ścianę. - K-kwiatek jest twój a ja nie? - Próbował wymyślić na poczekaniu cokolwiek, co odwróci uwagę Laurenta od tego perfidnego oszukiwania każdego, w tym jego.
Podoba ci się, bo dostałeś go ode mnie?
Pragnął zadać to pytanie, bo chciał usłyszeć tak. To było lepsze niż sakramentalne tak na ołtarzu pieprzonego kościoła. Ktoś mówiący, że ten kwiat był jego z taką obsesją w głosie... Jak miał niby nie uznać tego za podniecające, nawet w tym ciele wciąż był sobą. Nie, nie był sobą, ta część jego była na niby, tak? Sam się zgubił w narracji, jaką chciał przyjąć we własnej głowie. Strumień myśli wciąż istniał, wciąż przypominał o tym, że jego dusza miała swoje cechy. Nie dało się ich pozbyć.
Ale jedną z tych cech było pragnienie dominacji, a wcale nie czuł się panem sytuacji. Chciał się do niego przytulić. Pal licho jak dziwaczne to było, naprawdę tego potrzebował. Zamiast tego przychodziło odtrącenie.
Nawet jakby chciał powiedzieć: od zawsze! Od zawsze ich nie widzę! Kiedy niby miał to powiedzieć? Kiedy miał się wtrącić w ten pełen emocji monolog? Ten wylew, te wyrzuty... Znów mu się nazbierało w oczach łez. Wyciągnął do niego ręce, a potem je cofnął, bo dostał zakaz, a potem mu się przypomniało, że zakazy to się miało wiadomo gdzie, miał prawo do dotykać, to był jego chłopak. I pewnie by się na to zdecydował, gdyby go nie zmiotło to wszechogarniające uczucie beznadziei związane z tym co opuszczało jego usta. Kompletnie tego nie rozumiał! Nawet nie próbował się nad tym zastanowić. Co za kompletny idiot-
Nie, był na to zbyt trzeźwy, żeby tego nie zdusić. To był idiota przeżywający to samo co on dzień w dzień, ale tak bardzo go irytowało, że nie rozumiał jednej, najważniejszej rzeczy.
Że miłość była najważniejsza.
- W dupie z tym! - Pisnął. Jego normalny krzyk, kiedy się w sobie do krzyku zebrał, brzmiał jak huk. Ale to nie był huk. To był pisk zestawiony z tym, że tupnął nóżką. Raz, drugi i trzeci. Tupał tymi nogami jak zirytowana nastolatka. - Przytul mnie wreszcie zamiast się na mnie wyżywać. Jesteś moim chłopakiem czy nie?! - Zacisnął palce na tym kwiecie ignorując to jak głupio musiał wyglądać. Stał tak i łkał. Szlochał i nie mógł zrozumieć dlaczego panował nad tyloma rzeczami, ale nie nad tym. To był jego powód do prawdziwej paniki. Nie te oczy zepsute, nie głowa przećpana, tylko to. Przecież on go po tym na pewno zostawi. Nikt nie chciałby nosić pierścionka kurwy. On mu sam to powiedział, że nie chciał go takiego. Panicznie objął się rękoma, odwracając spojrzenie na pustą ścianę. - K-kwiatek jest twój a ja nie? - Próbował wymyślić na poczekaniu cokolwiek, co odwróci uwagę Laurenta od tego perfidnego oszukiwania każdego, w tym jego.