28.01.2023, 21:50 ✶
Nie wszystko, co napisał, było kłamstwem.
Większość była, ale pomiędzy wierszami, to tu, to tam, zawarł prawdziwe treści. Na przykład jego radość ze spotkania była całkowicie szczera. Był bardzo niepewny, otwierając jej pierwszy list i bardzo się ucieszył, przeczytawszy, że była zawodniczka zgadza się zobaczyć z dawnym znajomym. Także opowieść o konsekwencjach walki z syreną były prawdziwe. Potwór, zanim go prawie nie zabił, namieszał mu w głowie na tyle skutecznie, że nie mógł się do końca pozbierać. Jej uroda przed przemianą wciąż go prześladowała na jawie, stąd Heather spadła mu z nieba.
Z początku nie poznał gryfonki, gdy trafił na jej zdjęcie w starej gazecie. Prawdopodobnie z powodu różnicy wieku zapamiętał ją jako tego trudnego do dogonienia, rudego dzieciaka na miotle. Po tym, jak przyjrzał się aktualnemu wizerunkowi Wood, odkrył, że wydoroślała w nieprzeciętnie zgrabnym stylu. Na tyle dobrze się na nią patrzyło, że przy dobrych wiatrach mogłaby stanąć w szranki z syreną.
Ujrzał ją z oddali, gdy zaczął wytracać wysokość, zbliżając się do polany. Nikt go nie widział ani nie słyszał, więc odetchnął głośno z ulgą. Jego obawą było to, że dziewczyna go wystawi w ostatnim momencie, przez co będzie musiał spędzić dzień leżąc na trawie i marząc o wodnych nimfach.
- Hej! - radośnie krzyknął, zniżając się do dziewczyny. Pomachał jej na przywitanie. Był w takiej odległości, że nie widział jej twarzy dokładnie, ale on uśmiechał się szeroko od ucha do ucha. Ubrał się adekwatnie do pogody, ciepłej i przyjaznej, ale często o tej porze roku zdradliwej (niczym jego kochana syrenka; naprawdę były momenty, że nie mógł przestać o niej myśleć). Jasna, pasująca do wiosennego nastroju bluza powinna wystarczyć w wypadku nagłej zmiany aury. Jego spodnie zaś były wygodne i nie utrudniały ruchów. Zrezygnował z zakładania ochraniaczy – zakładał, że mimo bojowych nastrojów, nie pozabijają się wzajemnie.
Nie zmienił się specjalnie od czasów szkolnych. Może urósł kilka centymetrów (był już od niej wyższy mniej więcej o głowę), a jego twarz nabrała trochę bardziej dojrzałych rysów… Poza tym był tym samym Theodorem co dawniej. Szczerzącym równe, białe ząbki kolesiem, u którego można było dostrzec gdzieniegdzie pojedyncze cechy zdradzające jego rozrzedzone, wilowate geny. Chłopak przyspieszył, po czym z gracją wylądował w pobliżu rudej. Chwycił pewnie miotłę i wcisnął ją sobie pod ramię.
- Heather! - przywitał się z nią z otwartymi ramionami, tonem, jakby od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi – Miło Cię widzieć!
Większość była, ale pomiędzy wierszami, to tu, to tam, zawarł prawdziwe treści. Na przykład jego radość ze spotkania była całkowicie szczera. Był bardzo niepewny, otwierając jej pierwszy list i bardzo się ucieszył, przeczytawszy, że była zawodniczka zgadza się zobaczyć z dawnym znajomym. Także opowieść o konsekwencjach walki z syreną były prawdziwe. Potwór, zanim go prawie nie zabił, namieszał mu w głowie na tyle skutecznie, że nie mógł się do końca pozbierać. Jej uroda przed przemianą wciąż go prześladowała na jawie, stąd Heather spadła mu z nieba.
Z początku nie poznał gryfonki, gdy trafił na jej zdjęcie w starej gazecie. Prawdopodobnie z powodu różnicy wieku zapamiętał ją jako tego trudnego do dogonienia, rudego dzieciaka na miotle. Po tym, jak przyjrzał się aktualnemu wizerunkowi Wood, odkrył, że wydoroślała w nieprzeciętnie zgrabnym stylu. Na tyle dobrze się na nią patrzyło, że przy dobrych wiatrach mogłaby stanąć w szranki z syreną.
Ujrzał ją z oddali, gdy zaczął wytracać wysokość, zbliżając się do polany. Nikt go nie widział ani nie słyszał, więc odetchnął głośno z ulgą. Jego obawą było to, że dziewczyna go wystawi w ostatnim momencie, przez co będzie musiał spędzić dzień leżąc na trawie i marząc o wodnych nimfach.
- Hej! - radośnie krzyknął, zniżając się do dziewczyny. Pomachał jej na przywitanie. Był w takiej odległości, że nie widział jej twarzy dokładnie, ale on uśmiechał się szeroko od ucha do ucha. Ubrał się adekwatnie do pogody, ciepłej i przyjaznej, ale często o tej porze roku zdradliwej (niczym jego kochana syrenka; naprawdę były momenty, że nie mógł przestać o niej myśleć). Jasna, pasująca do wiosennego nastroju bluza powinna wystarczyć w wypadku nagłej zmiany aury. Jego spodnie zaś były wygodne i nie utrudniały ruchów. Zrezygnował z zakładania ochraniaczy – zakładał, że mimo bojowych nastrojów, nie pozabijają się wzajemnie.
Nie zmienił się specjalnie od czasów szkolnych. Może urósł kilka centymetrów (był już od niej wyższy mniej więcej o głowę), a jego twarz nabrała trochę bardziej dojrzałych rysów… Poza tym był tym samym Theodorem co dawniej. Szczerzącym równe, białe ząbki kolesiem, u którego można było dostrzec gdzieniegdzie pojedyncze cechy zdradzające jego rozrzedzone, wilowate geny. Chłopak przyspieszył, po czym z gracją wylądował w pobliżu rudej. Chwycił pewnie miotłę i wcisnął ją sobie pod ramię.
- Heather! - przywitał się z nią z otwartymi ramionami, tonem, jakby od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi – Miło Cię widzieć!