To było zupełnie nie w jego stylu. Albo - było w jego stylu, ale ktoś musiał go naprawdę mocno przyprzeć do muru i wyjałowić z empatii, której było w nim aż za dużo. Nadal ją miał - bo mimo tego wstrętu do siebie samego, Flynna kochał. I był tego tak niepewny - ale teraz był tego pewny jak niczego innego. Mimo sposobu, w jaki to wypowiedział w restauracji i tych ciągłych niepewności, tego strachu, że to powie i wtedy już czar pryśnie, bo druga strona już dostanie wszystko. Słodkie słowo i przygodny seks. Niczego więcej się nie oczekiwało od niego. Chciał więc Flynna przytulić, powiedzieć, że przecież go kocha, że rozumie... tak, rozumiał. Rozumiał! Ale Flynn też musiał zrozumieć. MUSIAŁ, kurwa, zrozumieć!
Zdawał sobie też sprawę z tego, że prawie krzyczy. Naprawdę chciał zejść z tego tonu, ale nie potrafił. Tak jak nie potrafił się uspokoić. A przynajmniej nie chciał krzyczeć na samego Flynna. Ta zmiana była szokująca - bo przecież on aż zbyt często miał tę potrzebę, żeby wykrzyczeć to wszystko, co kotłowało się w jego wnętrzu, a... nie miał na to siły. Teraz nie miał siły na powstrzymanie swojego głosu.
- O nie, mój drogi. Nie będziesz niszczył moich paznokci. - Zrobił krok do niego, bo chciał go złapać, zatrzymać jego ręce... stop. Chciał go łapać? Używać siły fizycznej do rozwiązywania rzeczy? Problemów? Zmusił się do zakotwiczenia się w jednym miejscu i nie zrobienia nawet jednego kroku dalej... - AAAAAAAAAAAAA! - Potargał z gniewu swoje włosy i poszarpał głową na wszystkie strony tego świata. - Jak możesz? JAK MOŻESZ? To JA się powinienem pytać, JAK MOŻESZ! Skup się w końcu! I przestań zachowywać jak kretyn! - Ała, przestań, przestaaań! Ty przestań, Laurent! Przecież TO NIE JESTEŚ TY! Ale jakoś nie mógł przestać. Albo do końca nie chciał, bo każde kolejne zdanie i reakcja Flynna tylko bardziej prowokowała do ostania na swoim gruncie. - Czyli wolisz się zabić niż ze mną rozmawiać. Imponujący wybór. - Otworzył na moment szerzej oczy, patrząc z niedowierzaniem na Flynna. A ten ruszył na taras i... usiadł tam.
Czy to była realna rozmowa, czy jakiś przedziwny, chory sen?
Śmierć... wydawała się dobrym rozwiązaniem. Opuścił wzrok na swoje ręce. Pokaleczone. Te, które tyle razy badał palcami i podziwiał ich historię, współczuł każdej bruździe, całował każdą pojedynczą. Teraz to był jego ręce. A jednak historia wcale nie należała do niego. Szare, pozbawione barw ręce. Ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu - naprawdę zaczynał brzmieć jak swój ojciec. A wcale nie chciał się tak brzmieć, kiedy sam bywał już jego ofiarą.
- Nie zamierzam cię zostawić. - Głos już miał nieco spokojniejszy, kiedy w końcu wyszedł na taras. Monochromatyczne morze, monochromatyczna plaża. I te brzydkie słoneczniki, które rosły tuż przed nimi, przy płocie i furtce prowadzącej na piasek. Bardzo, ale to BARDZO chciał usiąść obok Flynna, żeby go przytulić. Potrzebował tego tak Flynn, jak i on sam. Te chorobliwe kłamstwa i manipulacje też zapewne były wynikiem życia, jakie Flynn prowadził. Prawda... była trudna. I często bardzo niewdzięczna. - Kłamstwa w końcu wychodzą na wierzch. Z tego co zrozumiałem twoja historia z Alexandrem jest przykładem tego, jak na kłamstwach da się tylko niszczyć relacje. - Stanął obok Laurenta. Tak jak on - w samej bieliźnie. Bo nie mogli wytrzymać w swoich ubraniach. - Bolało, kiedy ci nie powiedziałem o Kieranie. - Spoglądał ciągle przed siebie. W to szare morze. - Więc uświadom sobie, że mnie również boli, kiedy widzę, że wolisz mnie zbywać, albo okłamywać. - I nie chodziło o te momenty, kiedy nie był to akurat dobry czas na rozmowy na dany temat. - Jestem cierpliwy. Będę na ciebie czekał. Ale jeśli niczego nie zmienisz to nawet moja cierpliwość się wyczerpie. - Ciągle tak stał. Jakimś cudem - nie marzł. Wystarczyło zresztą, że zszedł po tych schodkach, do Dumy, który szczeknął głośno, ewidentnie zaniepokojony. Jarczuk czuł magię. I czuł, że coś jest nie tak. - SIAD. - Oh, my... aż samego siebie zaskoczył. Dumę najwyraźniej też, bo siadł na tyłku i przechylił łeb, gapiąc się na niego. - Na miejsce, Duma. - Jarczuk skierował złote ślepia na ciało Laurenta, potem na ciało Flynna. - Na miejsce, powiedziałem. - Jarczuk podniósł się i susem przeskoczył nad schodkami i wszedł do domu, idąc na swoje legowisko.