Tak naprawdę destynacja w przypadku Yaxleyówny nie była najważniejsza, istotne było to, że Roise w końcu miał urlop i mogli spędzić ten czas razem. Rzadko kiedy mieli możliwość przebywać ze sobą od rana do wieczora, często się mijali, drogi zawodowe, które wybrali nie należały do najprostszych. Cieszyła się, że będą mogli być razem od rana do wieczora, nie przejmując się niczym. Mimo tego, że przecież mieszkali razem od lat, to codzienność nie wiązała się z ciągłą obecnością w swoim życiu, a szkoda.
Wcale nie tak łatwo było im rzucić wszystko i wyjechać na tydzień, mieli sporo różnych zajęć, ale właśnie dlatego lepszą opcją był wyjazd gdzieś dalej, bo przynajmniej nie pojawiały się jakieś pilne przypadki niecierpiące zwłoki, na które musieli reagować.
Była więc w wyśmienitym humorze, urlop zazwyczaj się z tym łączył, bo nie musieli robić nic innego, jak tylko i wyłącznie cieszyć się swoją własną obecnością.
Naprawdę doceniała ich wspólne życie. Było dużo bardziej kolorowe od tego, co miała kiedyś. Nie wyobrażała sobie aktualnie, jak wyglądałyby jej dni, gdyby wtedy los nie skrzyżował ich dróg. Mieli sporo szczęścia, bo trafili na siebie dosyć wcześnie, więc mogli razem spędzić praktycznie większość dorosłego życia. Nadal widziała swoją przyszłość tylko i wyłącznie z Roisem u swojego boku.
Podobało jej się życie, jakie wiedli. Nie posunęli się może o to, aby oficjalnie zostać rodziną, ale to niczego nie zmieniało. Nie potrzebowała spełniać oczekiwań innych, podążać za tradycją, bo ufała Roisowi i nie potrzebowała tego do szczęścia. Zawsze robili wszystko po swojemu, w tej kwestii również, więc to nie było niczym dziwnym.
Nie zawsze było idealnie, ale te krótkie momenty podczas których się kłócili bardzo szybko odchodziły w niepamięć. Całkiem szybko zapominali o niesnaskach, próbowali dochodzić do jakichś kompromisów, nauczyli się chyba egzystować razem przy tych dość trudnych charakterach. Nie ma się co oszukiwać, lubili stawiać na swoim, co nie zawsze było proste.
- Skoro tak mówisz. - Nie zamierzała się z nim spierać. Wierzyła mu na słowo, chociaż to zupełnie nie były jej kolory. Uśmiechnęła się, gdy wspomniał o tym, że we wszystkim wygląda ładnie. Nie zgodziłaby się z tym, ale dobrze było wiedzieć, że tak myślał. - Nikt nie wygląda ładnie we wszystkim. - To była oczywiście jej własna opinia, nie negowała tej Ambroisa tylko chciała podzielić się z nim swoim zdaniem. - Rusałki są małe, drobne i słodkie, czyli są moim przeciwieństwem. - Nie zamierzała jednak walczyć z kupnem tej chustki, skoro mu się w niej podobała. - Jeśli mówisz, że jest ładnie to nie widzę przeciwwskazań do tego, żebyśmy ją wzięli. - Pomimo braku lustra mogła to zrobić, przecież to nie był łuk, czy kusza, która miała spełniać istotne funkcje w jej życiu.
Na targu robiło się coraz tłoczniej, nie do końca się jej to podobało, szczególnie, że ostatnio przywykła raczej do tego, że byli sami, jakoś musiała sobie z tym jednak poradzić, niech no tylko znowu ktoś spróbuje ją popchnąć, to wbije mu swój łokieć pod żebro tak, że tego pożałuje.
- Mam pojawić się na sabacie w tej samej sukience? No coś Ty. - Może zazwyczaj nie przywiązywała wagi do swojego wyglądu, jednak te wyjątkowe okoliczności prosiły się o specjalne traktowanie. Lubiła się wtedy stroić i szukać czegoś nowego. - Wisiorkiem, niech będzie wisiorek. - Skoro miała jakiś wybór, to postanowiła sięgnąć właśnie po to. Nie do końca przepadała za kolczykami, bo plątały jej się przy włosach, jeśli chodzi o bransoletki to dosyć szybko je zrywała, bo wsadzała ręce nie tam gdzie trzeba, wisiorek wydawał się więc być najlepszą opcją, jeśli miał przetrwać do Lithy.