29.01.2023, 15:07 ✶
Miało być prosto. Teleportacja z punktu A do punktu B i dalsze zajęcie się swoimi sprawami. Tyle że nie wylądowała tam, gdzie chciała. Ba, nawet nie myślała o jakichś śmierdzących mokradłach, była też całkiem pewna, iż co do joty stosowała się do zasady ce-wu-en, zwłaszcza że było to absolutnym wymogiem, jeśli nie chciało się ulec rozszczepieniu. Czy też wylądować nie wiadomo gdzie.
Paranoja kazała myśleć, że ktoś znalazł sposób na przechwytywanie ludzi w trakcie teleportacji, przez co bardzo, bardzo nieufnie podchodziła do wszystkiego, co widziała i słyszała. Co gorsza, wyczulony węch w miejscu w takim jak to był najprawdziwszą katorgą – może i nie należała do szczególnie wrażliwych osób, to jednak w tym przypadku kilka razy się zastanowiła, czy przypadkiem nie przyjdzie jej zaraz zwierzyć się którejś z większych „kałuż”, które starała się wymijać. Nierzadko nie było to możliwe z uwagi na ich rozmiar, przez co musiała brodzić w wodzie, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
Oj, coś miała wrażenie, że po powrocie do domu zablokuje łazienkę na dłuższy czas – im dłużej tu się znajdowała, tym bardziej była przekonana, że przesiąka smrodem mokradeł, od stóp do głowy. Cała powierzchnią swojego ciała, każdym włosem, a ubrania? Skrzat musiałby zdziałać chyba cud, żeby wywabić z nich nieprzyjemną woń, aby uratować przed śmietnikiem.
Mavelle nierzadko działała zadaniowo; teraz też weszła w ten tryb; nie mogła i nie chciała pozwolić sobie na klapnięcie na zadku i czekanie, aż ją coś zeżre – w teorii wydawało się to być kwestią czasu, skoro różdżka ewidentnie nie działała. Będzie musiała kupić nową… chyba że problem był znacznie większy niż początkowo podejrzewała – bo miała jeszcze myśl, że może ten wierny kijek, z którym spędziła tyle lat, najzwyczajniej w świecie postanowił udać się na emeryturę w najgorszym możliwym momencie.
Krok za krokiem, uważne się rozglądając w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby stanowić pułapkę lub zagrożenie. Od czasu do czasu przystawała, żeby dokładniej przeanalizować wyczuwane wonie, odnaleźć w nich wskazówki odnośnie tego, czy nie powinna przypadkiem skręcić…
W pewnym momencie zaczęła odnosić wrażenie, że kręci się w kółko, choć też jednocześnie dałaby sobie głowę uciąć, iż z całą pewnością nie zawróciła. Albo i nie dałaby, całkiem lubiła swoją łepetynę dokładnie tam, gdzie się znajdowała, czyli na karku; szkoda by było, gdyby została z niego zdjęta.
Wśród wszystkich woni, jakie wyczuwała na mokradłach, pojawiła się w końcu nowa nuta, niepasująca do tego miejsca. Po chwili zawahania poszła jej tropem, węsząc niczym myśliwski pies – choć tak po prawdzie, właściwie nim była, nawet nie posiadając zdolności zmiany w zwierzęcą formę. Zmarszczyła brwi i przystanęła, odkrywając, iż zdecydowanie nie znalazła się sama w tym przeklętym miejscu. Tyle dobrego, że napotkana kobieta raczej nie wyglądała na kogoś, kto miał zwabić ją w pułapkę, zresztą… nie była taka znowu nieznajoma.
- A ty co tu robisz? – spytała, marszcząc brwi. Lockhartówna nie kojarzyła się z kimś, kto wybierałby się na wycieczkę po tego typu miejscach, chyba że… miałaby tu jakiś wyjątkowo nośny temat do zbadania i opisania w gazecie? Choć wciąż, jakoś nic nie przychodziło jej do głowy, o czym by tu można było napisać. Mokro. Śmierdzi. Omijać z daleka. I chyba tyle?
Paranoja kazała myśleć, że ktoś znalazł sposób na przechwytywanie ludzi w trakcie teleportacji, przez co bardzo, bardzo nieufnie podchodziła do wszystkiego, co widziała i słyszała. Co gorsza, wyczulony węch w miejscu w takim jak to był najprawdziwszą katorgą – może i nie należała do szczególnie wrażliwych osób, to jednak w tym przypadku kilka razy się zastanowiła, czy przypadkiem nie przyjdzie jej zaraz zwierzyć się którejś z większych „kałuż”, które starała się wymijać. Nierzadko nie było to możliwe z uwagi na ich rozmiar, przez co musiała brodzić w wodzie, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
Oj, coś miała wrażenie, że po powrocie do domu zablokuje łazienkę na dłuższy czas – im dłużej tu się znajdowała, tym bardziej była przekonana, że przesiąka smrodem mokradeł, od stóp do głowy. Cała powierzchnią swojego ciała, każdym włosem, a ubrania? Skrzat musiałby zdziałać chyba cud, żeby wywabić z nich nieprzyjemną woń, aby uratować przed śmietnikiem.
Mavelle nierzadko działała zadaniowo; teraz też weszła w ten tryb; nie mogła i nie chciała pozwolić sobie na klapnięcie na zadku i czekanie, aż ją coś zeżre – w teorii wydawało się to być kwestią czasu, skoro różdżka ewidentnie nie działała. Będzie musiała kupić nową… chyba że problem był znacznie większy niż początkowo podejrzewała – bo miała jeszcze myśl, że może ten wierny kijek, z którym spędziła tyle lat, najzwyczajniej w świecie postanowił udać się na emeryturę w najgorszym możliwym momencie.
Krok za krokiem, uważne się rozglądając w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby stanowić pułapkę lub zagrożenie. Od czasu do czasu przystawała, żeby dokładniej przeanalizować wyczuwane wonie, odnaleźć w nich wskazówki odnośnie tego, czy nie powinna przypadkiem skręcić…
W pewnym momencie zaczęła odnosić wrażenie, że kręci się w kółko, choć też jednocześnie dałaby sobie głowę uciąć, iż z całą pewnością nie zawróciła. Albo i nie dałaby, całkiem lubiła swoją łepetynę dokładnie tam, gdzie się znajdowała, czyli na karku; szkoda by było, gdyby została z niego zdjęta.
Wśród wszystkich woni, jakie wyczuwała na mokradłach, pojawiła się w końcu nowa nuta, niepasująca do tego miejsca. Po chwili zawahania poszła jej tropem, węsząc niczym myśliwski pies – choć tak po prawdzie, właściwie nim była, nawet nie posiadając zdolności zmiany w zwierzęcą formę. Zmarszczyła brwi i przystanęła, odkrywając, iż zdecydowanie nie znalazła się sama w tym przeklętym miejscu. Tyle dobrego, że napotkana kobieta raczej nie wyglądała na kogoś, kto miał zwabić ją w pułapkę, zresztą… nie była taka znowu nieznajoma.
- A ty co tu robisz? – spytała, marszcząc brwi. Lockhartówna nie kojarzyła się z kimś, kto wybierałby się na wycieczkę po tego typu miejscach, chyba że… miałaby tu jakiś wyjątkowo nośny temat do zbadania i opisania w gazecie? Choć wciąż, jakoś nic nie przychodziło jej do głowy, o czym by tu można było napisać. Mokro. Śmierdzi. Omijać z daleka. I chyba tyle?
512