29.01.2025, 22:07 ✶
Nie chciał bezsensownie rozmyślać nad tym, jakie to jeszcze przeszkody mogliby napotkać na drodze do jeszcze głębszego zaciśnięcia łączącej ich relacji. Sami doskonale sobie radzili z utrudnianiem sobie życia, jak zresztą pokazały minione tygodnie i konfrontacja z dawnymi wyborami, toteż nie potrzebowali zbytniej pomocy z zewnątrz. Przynajmniej na razie. Poza tym... Przecież było względnie... Dobrze? Akceptowalnie? Naturalnie? Nie potrafił tego nazwać, chociaż gdyby musiał, zapewne trzymałby się tej pierwszej opcji.
— W kimś tutaj zaczyna budzić się poeta — podsumował z nutką rozbawienia w głosie, podsumowując szekspirowską przemowę Tony'ego. — Wprawdzie dzisiejszy wieczór spędzony bez ciebie uznałbym za wyjątkowo ubogi we wszelkiego rodzaju doznania, ale przecież mnie znasz. — Zawiesił wzrok na ustach mężczyzny. — Jestem w stanie pójść na pewne ustępstwa, jeśli jest ku temu potrzeba. Skoro jesteś taki śpiący, to trzeba było zostać w domu. Trochę bym pocierpiał, ale zrozumiałbym sytuację.
Przysunął się bliżej, gdy poczuł na biodrach dotyk Anthony'ego. Mimowolnie chciał rozejrzeć się na boki, jakby oczekiwał, że ktoś mógłby ich tutaj przyłapać, ale przecież... Jelenia Góra miała właśnie temu służyć. Wolności. Prywatności. Wypuścił powoli powietrze z ust, odwracając wzrok, aby przyjrzeć się uważnie ''prezentowi'' jaki postanowił dostarczyć na próg schroniska drugi czarodziej.
— Wiem, że to stara chata, ale nie sądziłem, że tak szybko będę musiał robić z niej magazyn — mruknął, marszcząc czoło, jakby znalezienia miejsca dla tego kufra wymagało całego sztabu logistyków i dogłębnych zmian w strukturze architektonicznej całej budowli. — Ale czego się nie robi dla swoich ulubionych gości, prawda? Eh...
Westchnął ciężko i przegonił Shafiqa na bok, badając ciężar skrzyni.
— Teraz to ja zaczynam mieć mieszane uczucia, skoro... Skoro zaczynasz tak gadać — podjął, mocując się z shafiqową skrzynią, co by przepchać ją bliżej progu i wsunąć powoli do środka. — Nie żebym miał coś przeciwko twoim genialnym planom... Przez większość czasu nawet wypalają, ale każdy miewa gorszy dzień, w-wiesz? — Zająknął się, gdy napotkał niespodziewany opór kontynuując walkę z dobrami transportowanymi przez starszego czarodzieja. — Uff... Cholera, jak coś mi strzyknie, to nie wiem, kto mnie tutaj doprowadzi do porządku. Niektórzy mają dość aktywną pracą, wiesz? To nie tylko zajadanie się pączkami i o-oh.
Urwał, bo skrzynia w końcu ruszyła do przodu i po chwili wsunęła się do głównej izby.
— W kimś tutaj zaczyna budzić się poeta — podsumował z nutką rozbawienia w głosie, podsumowując szekspirowską przemowę Tony'ego. — Wprawdzie dzisiejszy wieczór spędzony bez ciebie uznałbym za wyjątkowo ubogi we wszelkiego rodzaju doznania, ale przecież mnie znasz. — Zawiesił wzrok na ustach mężczyzny. — Jestem w stanie pójść na pewne ustępstwa, jeśli jest ku temu potrzeba. Skoro jesteś taki śpiący, to trzeba było zostać w domu. Trochę bym pocierpiał, ale zrozumiałbym sytuację.
Przysunął się bliżej, gdy poczuł na biodrach dotyk Anthony'ego. Mimowolnie chciał rozejrzeć się na boki, jakby oczekiwał, że ktoś mógłby ich tutaj przyłapać, ale przecież... Jelenia Góra miała właśnie temu służyć. Wolności. Prywatności. Wypuścił powoli powietrze z ust, odwracając wzrok, aby przyjrzeć się uważnie ''prezentowi'' jaki postanowił dostarczyć na próg schroniska drugi czarodziej.
— Wiem, że to stara chata, ale nie sądziłem, że tak szybko będę musiał robić z niej magazyn — mruknął, marszcząc czoło, jakby znalezienia miejsca dla tego kufra wymagało całego sztabu logistyków i dogłębnych zmian w strukturze architektonicznej całej budowli. — Ale czego się nie robi dla swoich ulubionych gości, prawda? Eh...
Westchnął ciężko i przegonił Shafiqa na bok, badając ciężar skrzyni.
— Teraz to ja zaczynam mieć mieszane uczucia, skoro... Skoro zaczynasz tak gadać — podjął, mocując się z shafiqową skrzynią, co by przepchać ją bliżej progu i wsunąć powoli do środka. — Nie żebym miał coś przeciwko twoim genialnym planom... Przez większość czasu nawet wypalają, ale każdy miewa gorszy dzień, w-wiesz? — Zająknął się, gdy napotkał niespodziewany opór kontynuując walkę z dobrami transportowanymi przez starszego czarodzieja. — Uff... Cholera, jak coś mi strzyknie, to nie wiem, kto mnie tutaj doprowadzi do porządku. Niektórzy mają dość aktywną pracą, wiesz? To nie tylko zajadanie się pączkami i o-oh.
Urwał, bo skrzynia w końcu ruszyła do przodu i po chwili wsunęła się do głównej izby.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞