Nie miała pojęcia, jak udało jej się przyprowadzić go wczoraj do swojego mieszkania. Najwyraźniej Norka miała w sobie jakąś dziwną siłę, która objawiała się w najbardziej absurdalnych sytuacjach. To, że się tam wtedy znalazła było jakimś cudem, przecież gdyby nie to, że zupełnie przypadkiem tamtędy przechodziła... Właściwie to wolała nawet nie myśleć o tym, co by zrobił. To nie tak, że nie wracała myślami do tamtej sytuacji, ciągle miała przed oczami ten obraz, trudno było się go pozbyć z głowy, ale skoro wtedy znalazła w sobie tyle siły (o którą nigdy się nie podejrzewała), to powinna sobie poradzić z całą resztą.
Siedziała przy nim całą noc, nie była w stanie go opuścić. Martwiła się o Flynna zupełnie po ludzku, nie do końca też wiedziała jak mu pomóc, bo to była dla niej zupełnie nowa sytuacja. Nikt nie pokazał jej w jaki sposób powinna się opiekować osobami w tak ogromnym kryzysie. Nie zamierzała jednak zostawiać go samego. Mogła po prostu przy nim trwać, dawać mu swoje wsparcie, czasem świadomość, że ktoś jest obok wystarczała.
Przysuwała mu pod nos słodkości, bo to był jej sposób na pocieszenie innych, w ten sposób zazwyczaj działała, nie sądziła jednak, aby teraz mogło to wystarczyć, nie sądziła, że w ogóle istniała metoda, która mogłaby w jakikolwiek sposób pomóc poradzić sobie z takim cierpieniem. Nie istniało lekarstwo, które mogło pomóc na zranioną duszę. Nie znała żadnego.
Przez moment naszła ją myśl, aby podać mu jakieś eliksiry na uspokojenie, czy sen, ale nie sądziła, że byłby chętny, aby je wypić, a że nie należała do osób, które robiły cokolwiek wbrew woli drugiej osoby to po prostu przy nim czuwała. To wydawało jej się być właściwym posunięciem.
Obserwowała go, właściwie to nie spuszczała z niego wzroku nawet na kilka sekund. Bała się, że jeśli to zrobi, to nie zdąży zareagować, jeśli postanowi ponownie to zrobić. Czuła dziwny ciężar na piersi, kiedy się w niego wpatrywała. Nie znali się może zbyt długo, jednak przyzwyczaiła się do tego, że ten cyrkowiec pojawił się w jej życiu zupełnie przypadkowo. Polubiła go, poczuła potrzebę zaopiekowania się nim, jak to miała w zwyczaju. Zauważyła bowiem, że jest nieszczęśliwy, że czegoś mu w życiu brakuje, że coś go gnębi. Najwyraźniej jednak nie poświęciła mu odpowiedniej ilości czasu, mogła nieco bardziej się interesować, o to też miała do siebie pretensje. Może, gdyby dostrzegła szybciej co się z nim dzieje, to miałaby jakieś pole do manewru, chociaż tak naprawdę? Teraz mogła jedynie gdybać.
Wydawało jej się, że udało mu się zasnąć. Sen przynosił ukojenie, zazwyczaj, czasem przecież też pojawiały się koszmary, które powodowały jeszcze większy mętlik w głowie, miała nadzieję, że mu się to nie przytrafiło. Odpoczynek na pewno dobrze by mu zrobił. Ona nie zmrużyła oka, nie chciała tego robić. Siedziała w milczeniu na tym fotelu nie myśląc zupełnie o niczym, nie chciała, żeby dopadły ją te wszystkie nieprzyjemne rozważania. Wiele się działo, sporo złego, nie mogła pozwolić na to, aby pochłonęło ją tylko to, co było złe. Ktoś musiał być światłem, ktoś musiał nieść nadzieję, czuła, że to powinna być ona. Co więcej miała im wszystkim do zaoferowania poza tym?
Wydawało jej się, że się obudził. Mogło to być złudne, ale jakby oddychał nieco inaczej? - Flynn... - Mruknęła cicho, właściwie o co miałaby się do teraz zapytać? Nie chciała rzucać czymś głupim, jak chociażby, czy wszystko dobrze, bo miała świadomość, że nie było dobrze. - Potrzebujesz czegoś? - To wydawało jej się być w tym momencie właściwe. Trochę się bała odpowiedzi na to pytanie, ale jaka by ona nie była to pewnie sobie z nią poradzi. Zawsze przecież sobie radziła.