Corio siedział w milczeniu, jego umysł wciąż krążył wokół wydarzeń, które rozegrały się zaledwie kilka chwil temu. Słowa, które wyrwały się z jego ust, były jak ostrza, które bezlitośnie przecięły powietrze, raniąc obu przyjaciół. Ambroise, wściekły i skrzywdzony, opuścił mieszkanie, a Cornelius pozostał sam z Geraldine, która też przeżywała swoje dramaty. Jego serce biło szybko, wręcz pulsowało w rytmie chaosu, który sam rozpętał.
- Przykro mi, z powodu Caina, znajdę inną sprawę. - Powiedział cicho, gdy oparł się na krawędzi fotela. Jego dłonie nerwowo błądziły po butelce, którą trzymał, jakby to była jego jedyna deska ratunku, zgromadzone w nim emocje kłębiły się w nim, a myśli krążyły wokół wydarzeń, które miały miejsce wcześniej tego popołudnia.
- Nie wiem, co powiedzieć, Geraldine. Chciałbym ci pomóc, ale nie umiem. Rozumiem, że oboje cierpicie, ale… To chujowe, a ja nie mogę być tu mediatorem. Słyszałem ten sens wtedy… Niemal kropka w kropkę te same słowa. Nie ma na to rady, Roise jest umoczony w sprawy z Podziemnych Ścieżek, nie tylko Nokturnu... - Dodał, walcząc z myślami, które krążyły w jego głowie. - Bierze na siebie zbyt dużą odpowiedzialność za rzeczy, na które nie ma wpływu, albo za te, których nie może zmienić. - Każde słowo sprawiało mu ból, jakby wbijał stalowe kolce w swoje serce. - Zrobiliśmy razem kilka paskudnych, ale koniecznych rzeczy, gdy byliśmy młodzi, on w tym został, ja nie... To był błąd... - Kontynuował, czując, jak ciężko mu to przychodziło. - Obaj posunęliśmy się do parszywych, wstrętnych uczynków po morderstwie Amandy, i nawet, jeśli żaden z nas nie żałuje żadnego z nich, nic na świecie nie jest pozbawione konsekwencji. Ja już zebrałem moje żniwo, on boi się swojego. - Mówiąc to, czuł, jak ciężar odpowiedzialności przygniatał go do ziemi. Mieli swoje sekrety, swoje grzechy, które niosły ze sobą ciężar, który musieli znieść. - Nie możemy cofnąć czasu, nie możemy naprawić tego, co się stało, nie przywróciło to niczego, co umarło razem z nią, wręcz przeciwnie, ale musimy jakoś z tym żyć. powiedział, a jego głos był pełen smutku, zamilkł, po czym pociągnął z szyjki butelki. Zbierał myśli.
[a]- Nie wierzę, że to mówię, jeśli kiedyś to wyjdzie poza ten pokój, nas dwoje... - Z oporami, spoglądając w trzymaną butelkę, w końcu się odezwał. Corio czuł, że wypowiadając te słowa, w pewnym sensie oddawał część siebie, kolejny raz zdradzał zaufanie, jakie mu powierzono. Obawiał się, że to się skończy źle, ale gdy usłyszał od Geraldine te same słowa, które usłyszał od Roise'a po tym, jak jego przyjaciel próbował się zabić, wiedział, że musi powiedzieć jej, że istnieją opcje. - Są możliwości, Geraldine, musisz tylko je dostrzec. - Przyglądał się butelce, którą trzymał, pociągnął łyk i kontynuował. - Nie możesz zmienić tego, co on mówi, ani tego, czego od ciebie oczekuje, możesz próbować, ale przegrasz, wiesz, jaki jest uparty. Zwróć uwagę… Ambroise jest w tym wszystkim zagubiony, tak jak ty, ale cię kocha, tak jak ty jego, jak mniemam. Kocha cię wciąż, mimo plotek i pogłosek, na tyle, że poszedł za tobą w ogień, przyczepił się do ciebie, gdy go potrzebowałaś, nie „spierdolił, kiedy wszystko zaczęło się komplikować”, bo to, o czym mówi, to jedno, to, czego pragnie, to nie to samo, co mówi, i wiesz, że to prawda. Kocha cię, mimo wszystkiego, co się stało, on naprawdę za tobą tęskni. Wiesz, że poszedłby za tobą wszędzie, to nie jest tylko chwilowy kaprys, to jest pragnienie, które go dręczy, i chociaż nie możesz zmienić tego, że cię odpycha, musisz zrozumieć, że to, co mówi, to część jego bólu, nie cały on. Zmienił się, to nie jest ten sam człowiek, ale nie aż tak. - Zaraz potem, zmuszony przez własne emocje, Corio znowu pociągnął z butelki, próbując znaleźć w sobie odwagę, by powiedzieć to, co tkwiło mu na sercu. - Zajęło jej ponad dziesięć lat, żeby zrozumieć to, co musiała zrobić, i wdrożyć to w życie. Była równie uparta, co ty, ale ja przez osiem z tych dziesięciu lat miałem ją za smarkulę, byłem w żałobie, nienawidziłem myśli o ułożeniu życia z kimś, kto nie był moją żoną, długo mówić, i to jest różnica. On kocha cię na tyle, by być przy tobie, nie ułożył sobie życia z nikim innym, martwi się o ciebie, ale musisz dać mu do zrozumienia, że go potrzebujesz. Nie, że go chcesz, nie pragniesz go, nie... Nie usiłujesz zmusić go do zmiany decyzji, musisz zrobić to, co zrobiła moja żona... Potrzebujesz go... Ja pierdolę, że to sugeruję, pogub go w tym... Bo Florence nie ma pod ręką, a ty potrzebujesz lekarza, bo zgubiłaś zalecenia dotyczące trywialnego problemu, bo ja jestem poza zasięgiem, a ty potrzebujesz eliksiru, tu i teraz, bo wpadłaś w coś w lesie, w jakieś zielsko, i źle się czujesz, bo widma w Kniei Godryka, wymagają dla ciebie wsparcia kogoś stamtąd, z Doliny, bo Astaroth... Był jego lekarzem, zna go, a ty potrzebujesz pomocy z bratem. Musisz oswoić Ambroise'a z tym, że jesteś blisko, daj mu do zrozumienia, że go potrzebujesz, w taki sposób, żeby czuł potrzebę zaopiekowania się tobą... Wiesz, jesteś kobietą, a kobiety mają tę niezwykłą zdolność zakrzywiania rzeczywistości. Potrafisz sprawić, że ludzie czują się ważni, ale musisz być pewna, że chcesz być z nim na dobre i na złe... Teraz, niestety, jest raczej na złe, dlatego musisz rozważyć, czy jesteś gotowa na to, co może przynieść przyszłość. To nie jest łatwa droga, ale możesz spróbować, i, jeśli to się nie uda, przynajmniej będziesz mogła powiedzieć, że zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy... Albo odpuść. To nie są bezpieczne sprawy. - Mówił to wszystko, ważąc każde słowo, ale czuł, że musiał to powiedzieć. Nie chciał być mediatorem w tej tragicznej sytuacji, obawiał się konsekwencji, jak to mówił na korytarzu do Ambroise'a, ale nie mógł też stać z boku, gdy widział, jak oboje cierpieli.