Yaxleyówna zdecydowanie nie była gotowa na tę rozmowę. Nie spodziewała się, że wszystko tak eskaluje, że zrobią sobie tutaj jakiś dziwny festiwal jebania po sobie prowadzący do prawdy, która powinna być oczyszczająca. W tym wypadku jednak nie była. Aktualnie czuła jedynie gorycz i żal. Miała wrażenie, że grunt pod nogami zaczynał jej się osuwać, może to już się stało? Zaczęła spadać w przepaść.
Wydawało jej się, że pozbycie się jej wyimaginowanego brata bliźniaka to będzie jakiś nowy początek, lepsze jutro, tyle, że zamiast tego wszystko jeszcze bardziej zaczęło się rozsypywać. Zupełnie straciła kontrolę nad tym, co działo się wokół niej i nie była z tego powodu zadowolona. Wcale.
- Jasne, inna sprawa, tak będzie lepiej. - Nie zmieniało to oczywiście faktu, że jej przyjaciel aktualnie leżał w kostnicy, mimo, że już został pochowany w ziemi, bo ktoś postanowił zbezcześcić jego grób. To przecież nie było nic takiego. Powinna się pogodzić, że takie przypadki się dzieją, czyż nie? Zawsze gdzieś niedaleko niej. Taki zbieg okoliczności, czy coś.
- Czy ja Ci wyglądam na osobę, która by się przejmowała Podziemnymi Ścieżkami, czy Nokturnem? Jeśli będzie trzeba to je spalę, rozkurwie to miejsce. - Wydawała się być w tym co mówiła śmiertelnie poważna. Miała świadomość, że w dużej mierze, Ambroise chciał ją trzymać od siebie z daleka właśnie przez to, że trochę go pochłonęły tamte interesy i nie do końca potrafił to porzucić, może bardziej nie mógł? Cóż, jeśli tylko nadarzyłaby się okazja, to na pewno by ją wykorzystała. - Zresztą nigdy nie prosiłam, żeby trzymał mnie od tego z daleka, mogłabym być w tym z nim, potrafię o siebie zadbać. - Wydawała się być o tym święcie przekonana, to w żaden sposób jej nie odrzucało. Wręcz przeciwnie, przecież to samo powiedziała Greengrassowi, gdyby tylko ją dopuścił do tych spraw, to miałby jej wsparcie, mogłaby mu pomóc. Może jakoś razem udałoby się im znaleźć jakieś rozwiązanie.
Nie miała pojęcia, co zrobili po śmierci Amandy, najwyraźniej wtedy też nie uznali, że warto ją w to wtajemniczać, coraz bardziej irytowało Yaxleyówne to, że podejmowali za nią decyzję, próbowali trzymać dziewczynę z daleka od pewnych spraw, jakby była bezużyteczna, a przecież wcale tak nie było. Sama również dokonywała różnych transakcji na Nokturnie, prowadziła interesy z wątpliwymi osobami, a jednak jakoś udawało się jej między tym lawirować. Do chuja, gdyby nie mieli klapek na oczach, to mogłaby być ich wsparciem. Niepotrzebnie trzymali ją od wszystkiego z daleka.
- Nie widzę niczego złego w zemście Corio, może nie świadczy to o mnie dobrze, ale nie uważam że w ogóle byłaby potrzeba, aby cofnąć czas. - Nie była krystalicznie czystym człowiekiem, miała wątpliwą moralność, nie miała problemu z tym, aby krzywdzić tych, którzy byli winni ich tragediom.
Słuchała kolejnego wywodu przyjaciela uważnie, nie wchodziła mu w słowo, aby dobrze zrozumieć sens jego wypowiedzi. Wpatrywała się w mężczyznę, aż w końcu zaczęła jej drgać powieka.
Geraldine nie była Amandą. Jasne, przyjaźniły się, uwielbiała ją, ale bardzo się od niej różniła. Nie miała tej cierpliwości i nie sięgnęłaby po podobne metody, aby spróbować dostać się do mężczyzny, na którym jej zależało.
- Nie będę nim manipulować, to nie jest szczere, to nie jest fair, nie zachowuje się w ten sposób Corio i nigdy nie będę. - Miał świadomość, że nie była cierpliwa, nie potrafiła udawać, ten jego pomysł bardzo szybko by nie wypalił. Geraldine była prostym człowiekiem, nie sięgała po podobne gierki, nigdy tego nie robiła. Zresztą można z niej było czytać niczym z otwartej księgi, nie potrafiła ukrywać swoich emocji, ten plan nie miał żadnej szansy na powodzenie.
- Nie zamierzam zmuszać go do tego, aby się o mnie troszczył. - W końcu od zawsze powtarzali sobie, że nic nie muszą prawda? To byłoby dopiero pojebane. Jasne, mogła zawracać mu dupę, przyłazić do niego z każdą pierdołą, z tym nie miała żadnego problemu, tyle, że nigdy w życiu nie sięgnęłaby po taką manipulację. Nie usiłowałaby wzbudzać w nim poczucia odpowiedzialności za jej osobę. Jeśli chciał się o nią troszczyć, mógł to robić, na pewno nie miała zamiaru doprowadzać do sytuacji, w której poczuje, że nie ma innego wyjścia.
Nie podobało jej się to wszystko, jak w ogóle mogli rozmawiać o czymś takim. Nie była aż tak perfidna, nie była też, aż tak zdesperowana, chociaż może, ta desperacja jednak objawiała się u niej w zupełnie inny sposób.
- Będę blisko, ale nie w ten sposób. - Cóż, to akurat musiało się wydarzyć, w tym zgadzała się z Corio, że musi być blisko, teraz nie mogła odpuścić, nie mogła zaakceptować tego, że zamierzał od niej odejść, musiała schować swoją dumę do kieszeni, bo nie zrobiła tego ostatnim razem i okazało się, że doprowadziła go na skraj jego egzystencji, nie spodziewała się, że zrobiła mu, aż taką krzywdę.