Crow próbował otulić się nim tak, jak człowiek próbował otulić się kocem. I bardzo cieszył się z tego, że ta róża leżała teraz obok, zamiast w jego dłoni. Bo chłód, jaki owiał jego ciało wraz z jej upuszczeniem, pięknie skontrastował z gorącem ciała owijającego go teraz rękoma. Nieszczególnie lubił, kiedy ktoś go podduszał, ale o matko - tego dotyku teraz pragnął tak bardzo, że przylegał do niego tak szczelnie jak tylko mógł, dopasowując do niego tak dużą powierzchnię ciała jaką tylko zdołał i szczęśliwie pozwolił na trzymanie tych cieplutkich dłoni na własnych. Zachowywał się podobnie do dni, kiedy namawiał go na wspólne czytanie, ale książka była głównie pretekstem do mizdrzenia się na kanapie lub fotelu. Bez niegrzecznego podtekstu. Zwyczajnie chciał być blisko.
- Nie wiem.
A chciałby wiedzieć. Może gdyby ktoś go do tego zmusił, to byłoby łatwiej. Gdyby ktoś mu mówił co powinien robić, jak żyć, co jeść, kiedy wychodzić z domu, a kiedy w nim zostawać, kogo powinien lubić, a kogo nienawidzić. Ale zamiast tego on ciągle czegoś nie wiedział, a odpowiedzi na pytania, jakie zadawał sobie w głowie przychodziły rzadko. Niby potrafił się wymądrzać i oceniać innych zbyt surowo, ale tak naprawdę to zawsze miał wrażenie, że poza szczątkowymi rzeczami nie wie absolutnie nic. Na próżno mu było porównywać się do dawnych gigantów, może dlatego taką satysfakcję przynosiło mu ucieranie nosa innym mądralińskim. Odbierał im ich osiągnięcia z czystej, ludzkiej zawiści.
- Nie wiem czego chcę. Nie chcę traktować tego jak jakiejś okazji do pierdolonej nauki podczas której muszę zapamiętać jak najwięcej. - Cmoknął ustami. Wciąż miał ochotę zapalić, ale tak bardzo nie chciał go drażnić. - Zawsze udawałem że o tym zapomniałem, ale prawda jest taka, że ona wydała w chuj pieniędzy na to, żebym normalnie widział. - Pociągnął nosem, splatając razem palce ich lewych dłoni i podkulił znów nogi. - A to co mówiłeś... - te okropne rzeczy, które wyryją mu się pewnie w głowie już na dobre - ciekawe, że najwyraźniej ta agresja siedzi w ciele, a nie w głowie. - Coś w tonie jego głosu mówiło, że Laurent mógł tych słów kiedyś pożałować. Nie było tego jednak w gestach - wyciągnął głowę spod jego brody właściwie tylko po to, żeby ułożyć się inaczej, wygodniej, bardziej otwarcie i co najważniejsze - wciąż blisko. - Proszę nie mów o tym nikomu. - Czuł potrzebę bronienia się przed tym, bo nie chciał żeby znowu planował coś bez jego wiedzy. On pewne rzeczy mówił tylko jemu... I tylko jemu pozwalał obserwować niektóre swoje zachowania. Nie podobało mu się to, że nagle wiedzieli o tym inni, a on o dacie spotkania mającego rozwiązać jakiś problem dowiadywał się ostatni. Nikt mu nigdy wcześniej czegoś takiego nie robił.
- Nie wiem.
A chciałby wiedzieć. Może gdyby ktoś go do tego zmusił, to byłoby łatwiej. Gdyby ktoś mu mówił co powinien robić, jak żyć, co jeść, kiedy wychodzić z domu, a kiedy w nim zostawać, kogo powinien lubić, a kogo nienawidzić. Ale zamiast tego on ciągle czegoś nie wiedział, a odpowiedzi na pytania, jakie zadawał sobie w głowie przychodziły rzadko. Niby potrafił się wymądrzać i oceniać innych zbyt surowo, ale tak naprawdę to zawsze miał wrażenie, że poza szczątkowymi rzeczami nie wie absolutnie nic. Na próżno mu było porównywać się do dawnych gigantów, może dlatego taką satysfakcję przynosiło mu ucieranie nosa innym mądralińskim. Odbierał im ich osiągnięcia z czystej, ludzkiej zawiści.
- Nie wiem czego chcę. Nie chcę traktować tego jak jakiejś okazji do pierdolonej nauki podczas której muszę zapamiętać jak najwięcej. - Cmoknął ustami. Wciąż miał ochotę zapalić, ale tak bardzo nie chciał go drażnić. - Zawsze udawałem że o tym zapomniałem, ale prawda jest taka, że ona wydała w chuj pieniędzy na to, żebym normalnie widział. - Pociągnął nosem, splatając razem palce ich lewych dłoni i podkulił znów nogi. - A to co mówiłeś... - te okropne rzeczy, które wyryją mu się pewnie w głowie już na dobre - ciekawe, że najwyraźniej ta agresja siedzi w ciele, a nie w głowie. - Coś w tonie jego głosu mówiło, że Laurent mógł tych słów kiedyś pożałować. Nie było tego jednak w gestach - wyciągnął głowę spod jego brody właściwie tylko po to, żeby ułożyć się inaczej, wygodniej, bardziej otwarcie i co najważniejsze - wciąż blisko. - Proszę nie mów o tym nikomu. - Czuł potrzebę bronienia się przed tym, bo nie chciał żeby znowu planował coś bez jego wiedzy. On pewne rzeczy mówił tylko jemu... I tylko jemu pozwalał obserwować niektóre swoje zachowania. Nie podobało mu się to, że nagle wiedzieli o tym inni, a on o dacie spotkania mającego rozwiązać jakiś problem dowiadywał się ostatni. Nikt mu nigdy wcześniej czegoś takiego nie robił.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.