Ta pozycja była całkiem niewygodna. Na chwilę zerwał ich połączenie, żeby usiąść obok niego. I wtedy przygarnął go do siebie i objął rękoma od nowa. Już nie tak mocno, nie naciskając, nie pozwalając na poddanie się temu choremu poczuciu, że chciał go zespolić ze sobą. Tylko po to, aby nigdy więcej nie wypuścić. Ciało - ciałem. Flynn, którego znał, już dawno marszczył by brwi, ze stresu poszedłby na bok, albo... Albo coś tam. Nieopisany jeszcze fragment w jego manualu nauki o Flynnie Bellu. Objął go więc ręką i oparł głowę na czubku jego głowy, kiedy się tak wtulał. I tak jak zawsze Flynn wystukiwał jakiś rytm w zdenerwowaniu, tak teraz nieświadomie robił to on. Noga mu latała, a on nadal nie wiedział, co ma w zasadzie ze sobą zrobić. Klatka piersiowa nie unosiła mu się w spokojnych oddechach. Były szybsze i głębokie. I to dziwne, mówiące uczucie w podbrzuszu, jakby czegoś brakowało. Jakby czegoś potrzebował. Znajome uczucie...
Odetchnął ciężko słysząc tą odpowiedź. On nie widział. Dobrze, nic nie szkodzi - Laurent widział. Wiedział za ich dwoje. Widział, co Flynn powinien robić, kogo nienawidzić, kiedy jeść, a kiedy iść spać. A jeśli nie wiedział - mógł improwizować i udawać, że wie. Chodziło o to, by ta fasada męskości się nie zachwiała, prawda? Tak by powiedział jego ojciec.
- Myślałem o doświadczeniu, nie o nauczania. - Bo ten świat był piękny, Laurent go uwielbiał. Jego kolory, kształty i smaki. Dawno nie czuł tego tak mocno, jak teraz. To UWIELBIENIE. Mógł o nim krzyczeć - i nawet uśmiechnął się głupkowato. Uniósł głowę i jedną rękę w bok. - TEN SWIAT JEST PIĘKNY! - może to było głupie, ale wesoły uśmiech na jego wargach się pogłębił. Żył. On naprawdę żył. Opuścił wzrok na powód całych tych irytacji. Człowieka, który nie chciał go drażnić. Który właśnie się tłumaczył. Znów złączył ich dłonie, więc te palce zacisnęły się wzajemnie w swoim splocie. Oto więc temat, który trochę celowo przemilczał. Ona - wydająca pieniądze, żeby widział. Ona zajmująca ręce na jego sercu. Laurent teraz był bardziej bezczelny - bo przyszło mu do głowy, żeby iść, skorzystać z tego, że ma to ciało i przebadać je dokładnie. Włącznie z tymi oczami. - W sporej części... Ale nawet sobie nie wyobrażasz, ile razy krzyczę w swojej własnej głowie i mam ochotę czymś rzucić. Nie mogę. Nie umiem. - Jakie to było... Dziwne. Intymne. Jak mogło nie być - wymieniłem się, do cholery, ciałami. Ta różnica była... Kolosalna. - Przepraszam, Flynn. Wolałbym to lepiej ująć. - Na pewno przyjdzie mu tego żałować. Sporej ilości słów, jeśli się nie zamknie. - Chcę ci pomóc. Chcę, żebyś mógł widzieć kolory. Jeśli nikomu nie powiem to... Nie chcesz widzieć? Ten świat w monochromie... Jest smutny.