Cornelius, z ciężkim westchnieniem, spojrzał na swoją przyjaciółkę, a w jego głosie wybrzmiała gorycz, która odzwierciedlała ból przeszłości.
- Nie rozumiesz, prawda? Moje decyzje nie były wymierzone przeciwko tobie, myślałem, że rozumiesz, dlaczego tak postąpiłem. Gdy twój najlepszy przyjaciel prosi cię, byś trzymał jego kobietę z daleka od gówna, to nie jest kwestia braku zaufania, ale szacunku. Przeżyłem stratę, która zrujnowała mi życie, a teraz, gdy widzę, jak bliskie mi osoby mogą wpaść w tarapaty, czuję się zobowiązany, by ich chronić. Kiedy mój najlepszy przyjaciel prosił mnie, bym trzymał cię z daleka, wiedziałem, że jego intencje były szczere. Straciłem żonę, więc rozumiem, co znaczy walczyć o coś, co się ma. Szanowałem jego decyzję, a także twoje bezpieczeństwo. Nie robiłem tego z chęci krzywdzenia cię, ale z przekonania, że to, co dla ciebie najlepsze, jest także moim priorytetem, ukrzyżuj mnie za to, jeśli cię to pocieszy. - Z ciężkim oddechem, spojrzał na przyjaciółkę, a w jego głosie dało się wyczuć gorycz.
„Lepsze pochmurne słoneczko, niż żadne, nie wydaje Ci się?” W pierwszej chwili, Lestrange poczuł ukłucie złości, które natychmiast zastąpiło przygnębienie, jego umysł zarejestrował te słowa niemal w zwolnionym tempie, z każdą sylabą przywołując wspomnienia minionych dni, kiedy to jego żona, z uśmiechem na twarzy, była jego „słoneczkiem”. Rok temu to Amanda była jego światłem, choć teraz pozostała tylko ciemność, a on musiał zmagać się z samotnością i bólem. Gorzki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy starał się odpowiedzieć, ale nawet nie wiedział, co właściwie mógłby jej powiedzieć.
- Nie musisz mi tego mówić, Geraldine, nie musi mi się wydawać, bo zamordowali moje słoneczko. - Z trudnością przełknął gorycz i, starając się nie okazywać bólu, odpowiedział zbitym głosem. W głębi duszy wiedział, że Geraldine nie miała złych intencji, ale jej słowa były niczym ostry nóż w jego sercu, i tej chwili pragnął, by świat przestał się kręcić, by mógł na chwilę uciec od bólu, który stał się jego codziennością. Wziął głęboki oddech, próbując opanować emocje.
- To ty musisz zdecydować, czy spróbujesz odzyskać Roise'a. Wiesz, masz rację, on na pewno będzie się dystansować. Te wszystkie problemy… Morderstwo, które go otacza, utrata kontaktów w tym… W tym przeklętym półświatku. To zbyt ciężkie dla każdego, a dla niego na pewno tym bardziej. Ma teraz przesrane z tym, co się stało, z morderstwem zleceniodawczyni, stracił jedną z kluczowych kontaktów w podziemiu, zresztą w niewyjaśnionych okolicznościach, do tego ta Knieja Godryka, problemy z siostrą, wasz... Cokolwiek wy tam macie, twoje komentarze, nie musiałaś uderzać, nie tak mocno, ja też przesadziłem, przyznaję. To nie jest łatwy czas dla nikogo z nas. - Patrzył na nią, jego zmarszczone czoło świadczyło o niepokoju, które go dręczyło, chciał, by była szczęśliwa, ale w tej chwili nie miał pewności, czy to, co rysowało się przed nimi, mogło prowadzić do czegokolwiek dobrego. Nie wiedział, jak wygląda ich układ - Ambroise'a i Geraldine - poza tym, że spali ze sobą. Czuł, że nie powinien w to wnikać, ale nie mógł się powstrzymać.
- Nie wiem, jak często się widujecie, czy spędzacie razem czas, ale… Możesz się spodziewać, że twoje pochmurne słoneczko wyparuje na Podziemne Ścieżki, prawdopodobnie bez słowa, nic nie wyjaśni. - Zawahał się, niepewny, czy powinien kontynuować, czy może lepiej byłoby milczeć, ale słowa Geraldine, jej wcześniejsze przemyślenia, wciąż brzmiały w jego uszach, jak echo, które nie dawało mu spokoju. - Sytuacja jest poważna, a Roise… Roise może być zdystansowany, może nie mieć dla ciebie czasu, i niestety… - Dodał, zaciśniętymi ustami, nie chciał, aby przyjaciółka podążyła tą samą ścieżką, którą on kroczył przez lata, ale wiedział, że życie bywało okrutne. - Wiesz, jak to jest, kiedy ktoś, kogo kochasz, staje się… Nieosiągalny, a potem, zanim się obejrzysz, zostajesz z niczym. Tak jak ja. Niestety, może się zdarzyć, że ostatecznie skończysz bez żadnego słoneczka. Tak jak ja. Wiesz, co mam na myśli, w końcu wszyscy zostajemy sami, niezależnie od tego, jak bardzo się staramy. - Cornelius obrócił butelkę w dłoniach, starając się nie myśleć o tym, co powiedział. Wiedział, że sytuacja było poważna, że Ambroise mógł zniknąć, mogło go nie być, a Geraldine mogła zostać z pustką. Nie chciał jej krzywdzić, ale nie mógł się powstrzymać przed mówieniem prawdy, nawet jeśli była ona okrutna.
Corio wiedział, że jego przyjaciele zasługiwali na więcej, ale czy cokolwiek z tego, co mówił, mogło im pomóc? Nie.