Dureń. W ogóle go nie zrozumiał. Nabrał powietrza w płuca, o wiele mniej niż chciał i aż go od tego zabolało, ale bardzo chciał tym zaznaczyć, że chce coś powiedzieć. Bo naprawdę chciał się wtrącić. Miał tę moc, tak?
- Nie mówię o tym co chciałeś zrobić. - To nie było o nim!! Zapraszał go do konwersacji! - Wymuszone doświadczenie i nauka - czym się różnią? - I gówno to był, a nie jego wybór. Miał uwierzyć, że trzymał to w tajemnicy niemalże do ostatniej chwili, bo miał dobre intencje? Mógł tego całego Basiliusa umówić na następny tydzień, przecież w tydzień by mu się nie pogorszyło na tyle, żeby umarł. To była manipulacja, którą wyczuwał na kilometr, bo sam był manipulatorem. Tym słowom udało się więc Flynna rozdrażnić i w jego ciele zaczęło być wyczuwalne napięcie. Rzecz jasna - nie odsunął się nawet na centymetr. Nawet naparł na niego lekko - bo niechże on skończy tak pierdolić i zacznie go kochać. Tego co się teraz działo nie potrafił nazwać kochaniem. Chcesz zobaczyć inne kolory? Nie? Okej, to zmieniamy ciała, bo muszę iść do pracy. Dureń. Idiota. Imbecyl. Faceci nic, absolutnie nic nie rozumieli, prawda?
- Nie powiedziałem ta-
Próbował zaprotestować, ale powiedział to tak cicho i niewyraźnie, jakby nie powiedział tego wcale. Nawet się nie przebił przez to, że Laurent wstał i tak mu się znowu wezbrało na ryczenie, jakby mu do ciała napłynęła kolejna fala tsunami. Wspaniale. Naprawdę cudownie. Leżał na tych deskach, póki się nie ogarnął mentalnie na tyle, żeby spojrzeć w górę i wyciągnąć rękę ze sporym opóźnieniem, bo naprawdę potrzebował pomocy we wstaniu. I zimno mu się zrobiło. I był głodny. Pić mu się chciało, bo nie wypił tej herbaty, nawet łyka. Chciał po nią iść, ale „musiał się ubrać”. No jasne. Ale to przynajmniej było jakieś precyzyjne zadanie do wykonania, jakieś oczekiwanie. Łkając jak skończony idiota, bo zaraz przyjdzie tutaj jakiś Auror i odmieni go, zanim zobaczy ten cholerny zachód słońca i przekona się, jak to jest, poszedł do garderoby Laurenta, żeby wybrać sobie cokolwiek, co przylegało do ciała i jakkolwiek pasowało do Prewetta. Nie powiedział, że nie chce pooglądać świata, prawda? Powiedział, że nie wie, czy chce oglądać inne kolory. To było coś zupełnie innego i widział to teraz zbyt wyraźnie, żeby się nie zdenerwować. Ale wciąż - to nie było jego ciało. To nie były jego oczy, ani jego zobowiązania. Jaka to była idiotyczna sprzeczność. Nie chcieć i nie potrafić się dla kogoś zmienić, a jednocześnie być gotowym do wykonania każdego polecenia. Miał wrażenie, że nikt poza nim by tego nie rozróżnił. Obrócił na palcu pierścionek, który mu dał i wytarł załzawioną twarz, zanim założył jakąś losową, rozciągliwą bluzkę. Ten protest pozostał fantazją, w której Prewett wbiegał tu i go przepraszał, a później, zamiast zostawić go samego w tym smutnym jak pizda łóżku, zabrał go na lody w wafelku, czy coś takiego.
Rzut N 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
- Nie mówię o tym co chciałeś zrobić. - To nie było o nim!! Zapraszał go do konwersacji! - Wymuszone doświadczenie i nauka - czym się różnią? - I gówno to był, a nie jego wybór. Miał uwierzyć, że trzymał to w tajemnicy niemalże do ostatniej chwili, bo miał dobre intencje? Mógł tego całego Basiliusa umówić na następny tydzień, przecież w tydzień by mu się nie pogorszyło na tyle, żeby umarł. To była manipulacja, którą wyczuwał na kilometr, bo sam był manipulatorem. Tym słowom udało się więc Flynna rozdrażnić i w jego ciele zaczęło być wyczuwalne napięcie. Rzecz jasna - nie odsunął się nawet na centymetr. Nawet naparł na niego lekko - bo niechże on skończy tak pierdolić i zacznie go kochać. Tego co się teraz działo nie potrafił nazwać kochaniem. Chcesz zobaczyć inne kolory? Nie? Okej, to zmieniamy ciała, bo muszę iść do pracy. Dureń. Idiota. Imbecyl. Faceci nic, absolutnie nic nie rozumieli, prawda?
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Nie powiedziałem ta-
Próbował zaprotestować, ale powiedział to tak cicho i niewyraźnie, jakby nie powiedział tego wcale. Nawet się nie przebił przez to, że Laurent wstał i tak mu się znowu wezbrało na ryczenie, jakby mu do ciała napłynęła kolejna fala tsunami. Wspaniale. Naprawdę cudownie. Leżał na tych deskach, póki się nie ogarnął mentalnie na tyle, żeby spojrzeć w górę i wyciągnąć rękę ze sporym opóźnieniem, bo naprawdę potrzebował pomocy we wstaniu. I zimno mu się zrobiło. I był głodny. Pić mu się chciało, bo nie wypił tej herbaty, nawet łyka. Chciał po nią iść, ale „musiał się ubrać”. No jasne. Ale to przynajmniej było jakieś precyzyjne zadanie do wykonania, jakieś oczekiwanie. Łkając jak skończony idiota, bo zaraz przyjdzie tutaj jakiś Auror i odmieni go, zanim zobaczy ten cholerny zachód słońca i przekona się, jak to jest, poszedł do garderoby Laurenta, żeby wybrać sobie cokolwiek, co przylegało do ciała i jakkolwiek pasowało do Prewetta. Nie powiedział, że nie chce pooglądać świata, prawda? Powiedział, że nie wie, czy chce oglądać inne kolory. To było coś zupełnie innego i widział to teraz zbyt wyraźnie, żeby się nie zdenerwować. Ale wciąż - to nie było jego ciało. To nie były jego oczy, ani jego zobowiązania. Jaka to była idiotyczna sprzeczność. Nie chcieć i nie potrafić się dla kogoś zmienić, a jednocześnie być gotowym do wykonania każdego polecenia. Miał wrażenie, że nikt poza nim by tego nie rozróżnił. Obrócił na palcu pierścionek, który mu dał i wytarł załzawioną twarz, zanim założył jakąś losową, rozciągliwą bluzkę. Ten protest pozostał fantazją, w której Prewett wbiegał tu i go przepraszał, a później, zamiast zostawić go samego w tym smutnym jak pizda łóżku, zabrał go na lody w wafelku, czy coś takiego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.