- Kurwa, Yaxley, rozumiem, że trudno ci patrzeć na to, jak oboje zatapiacie się w gównie, po pas, w swoich decyzjach. - Powiedział, starając się nie okazywać złości, która narastała w nim z każdą chwilą. - Ale co miałem zrobić? Byłem przy was obojgu, starałem się pomóc, nie mogłem stać na waszej drodze, gdy oboje postanowiliście podążać w tym kierunku, nie miałem wpływu na to, co robiliście. Wiem, że było wam ciężko. Mi też, Yaxley, kurwa, patrzeć, jak ty i Ambroise zatracacie się w tych swoich niezdarnych decyzjach. Trudno jest nie czuć się bezsilnym, gdy widzi się przyjaciół, którzy z własnej woli wybierają drogę ku samozniszczeniu. Ale co mogłem zrobić? Ułatwiłem mu życie, pomagając kupić mieszkanie w tym samym budynku. Ale nie mogłem go zmusić, by zmienił swoje postępowanie. Nie miałem wpływu na to, co się działo w waszych głowach.
Geraldine go wkurwiała.
- Straciłem Amandę. Moja żona... Została zamordowana przez popleczników Voldemorta... A potem, w sabat, trzymałem na rękach martwego Ambroise'a. W święto. W dniu, w którym powinno być radośnie... Wiesz, co? Mógłbym wtedy nie być w okolicy, ale byłem, i musiałem zmierzyć się z tym, co się stało. Nie możesz nawet wyobrazić sobie, co czułem, widząc go tak, jak go widziałem. Martwego. To był mój przyjaciel, to ja przywróciłem go do życia, to w moim mieszkaniu majaczył, to ja słuchałem jego słów, to ja wziąłem na siebie ciężar jego powrotu do życia, i nie zamierzam tego powtarzać. - Syknął, to on był tym, który stał za tą dwójką, po stronie Roise'a, próbując go chronić, tak jak też starał się chronić Geraldine. Obydwoje zatracili się w swoich złych wyborach, a on był tam, by obserwować ich upadek. Był świadkiem ich dramatów, ale nie miał mocy, by ich uratować. Czasami wydawało mu się, że był jedynym, który potrafił dostrzec, jak bardzo oboje się krzywdzili. Siebie nawzajem i siebie samych, to też. Cornelius odwrócił wzrok, przypominając sobie moment, gdy trzymał martwego Ambroise'a w swoich ramionach. Dzień sabatu, święto, które miało być czasem radości, miłości, dobre sobie.
- Nie wypluwaj słów, które degradują cię do roli ofiary, to żenujące, Yaxley, ani katem też nie jesteś. Nie zamierzam tego powtarzać, nie będę patrzeć, jak załamuje mi się kolejna bliska osoba, więc daruj sobie te przeprosiny za pochopne słowa. Nie jesteś problemem, musisz przestać myśleć, że wszystko, co się dzieje, wynika z twoich błędów. Masz być pewna siebie, bo jesteś najsilniejszą kobietą, jaką znam. Wypluj te słowa o winie, bo to nie jest twoja wina, jeśli chcesz się angażować w to, co się dzieje, musisz stanąć mocno na nogach. Tak, ty niemal straciłaś brata, który stał się wampirem, ale ja niemal straciłem brata, który byłby kategorycznie martwy, i żonę, która jest martwa, dwie żony. Nie będziesz mi mówić, że twój ból jest większy od mojego, nie teraz, nie w obliczu tego, co przeszliśmy, nie nigdy. Przestań wypluwać te głupie słowa o winie, przestań się zachowywać jak pizda, jeśli naprawdę chcesz, by on wziął cię pod uwagę. Jeśli chcesz, żeby Ambroise wziął cię pod uwagę w swoich sprawach, musisz przestać skrzeczeć jak rozjechana żaba, nie trwać w tym marazmie. - Cornelius odwrócił wzrok, czując, jak ulga przechodziła przez jego umysł. Musiał to powiedzieć, musiał to wyjaśnić, i chociaż nie miał złudzeń, że wszystko miało się zmienić, przynajmniej starał się pokazać jej, że nie była sama, ale nie będzie jej chronił przed prawdą. To nie był jego obowiązek. Zresztą chciała brutalnej prawdy? Dostała brutalną prawdę, a prawdę mówiąc, to ledwie zalążek brutalnej prawdy.
Zmęczone oczy Corneliusa spoczęły na czarnomagicznych grymuarach, które jego przyjaciel zrzucił na stół z wyraźnym gniewem. Wiedział, że to on był odpowiedzialny za to, co się wydarzyło, wydał sekret, który powinien pozostać zamknięty w ich małym kręgu. Ambroise, czując ciężar tej informacji, nie miał innego wyjścia, jak tylko ujawnić prawdę Geraldine. Myśl o zszokowanej twarzy Geraldine i gniewie Roise'a wciąż dręczyła Corio. Cornelius kiwnął głową w stronę książek, jego gest był cichy, ale pełen wdzięczności.
- Odezwę się, jak tylko będę miał jakiekolwiek informacje. - Powiedział, jego głos był spokojny, ale w sercu tliła się obawa, że może to było tylko puste zapewnienie. Spodziewał się, że niedługo przyjaciele opuszczą jego pokój, a on znów miał zostać sam z własnymi myślami, które krążyły wokół wyrzutów sumienia i niepewności. Czuł, że każdy z nich nosił w sobie ciężar, który trudno było zrzucić, ale w tym momencie nie było innej drogi. Mężczyzna rzucił okiem na monetę, wizytówkę i książki, a ich obecność w tym miejscu wydawała się jeszcze bardziej niepokojąca.