31.01.2025, 01:23 ✶
Pytałem, bo chciałem porozmawiać.
Ale za bardzo bał się powiedzieć teraz, że uważał wypowiedź Laurenta za kompletną bzdurę. Może to jednak nie był dobry pomysł. Tak samo jak dobrym pomysłem nie było otwieranie ust, jakby chciał coś z siebie wydusić, bo kiedy chciał udzielić odpowiedzi, to przerwało mu kolejne sfrustrowane zdanie zakończone krzykiem. Niby rozumiał, dlaczego milczeniem doprowadzał go do białej gorączki, ale wciąż - tylko kompletny dureń by się nie domyślił, o co mu chodzi, więc w tym jednym Laurent miał rację - ta odmiana wcale nie była takim złym pomysłem, jak się zamienią ciałami na swoje, to wróci do bycia tym wyrozumiałym, delikatnym, kochającym sobą, a nie tym drącym japę okrutnikiem. Spojrzał się na niego krzywo, kiedy padały kolejne wyrzuty i te jakieś dziwaczne wskazówki, jakby oczu nie miał i nie potrafił podnieść odpowiednich spodni z wieszaka. Załóż swoje ubrania, jeśli chcesz. Nie chciał. Bo jak czar się skończy, to te spodnie mogą się rozerwać, a to są jego ulubione, najukochańsze spodnie. Poza tym to ciało wyglądałoby w tym idiotycznie, a on nie chciał wyglądać idiotycznie. Tam wisiały spodnie jeżeli chciał. Naprawdę chodziło o to co on chciał, czy jednak chodziło o to czego chciał Laurent?
- Czy mam to założyć? - Zapytał i zrobił to tak niepewnie, z takim strachem w oczach, jakby od tego co na siebie założy zależała cała jakość ich dalszej konwersacji. Może to był błąd taki jak z tym fotelem. Może jak założy tę skórę, albo to, co wcześniej niby-kazał mu założyć, to to szybciej się skończy, a on będzie zadowolony? Złapał za krawędź tej bluzki, co ją na siebie założył i zawahał się, ale ostatecznie ją z siebie ściągnął, chociaż naprawdę dobrze na nim leżała, po czym odwiesił ją na wieszak. Czuł się teraz trochę jak w tym cholernym lesie, kiedy czekał aż Bletchley skończy się tym zajmować i przyjdzie mu naklepać, za w gruncie rzeczy chuj wie co. Tak smakowały te ostatnie sekundy przed byciem uderzonym w gębę przez kogoś, kto cię kochał. Te emocje były mniej intensywne, ale istniały. Najgorsze było to, że był zbyt trzeźwy, żeby tego łatwo nie powiązać. Tego, że tak się pewnie czuł Laurent za każdym razem kiedy wzbierał się w nim ten gniew i faktycznie - Flynn, na Matkę - jesteś potworem. Laurent sam z siebie takich wysrywów nie mówił, czyli to tkwiło gdzieś tam w tym przećpanym mózgu, tylko i wyłącznie. On sam wcale nie czuł siły na przepychanki, wręcz przeciwnie - sama myśl o monologu, jaki będzie musiał wysłuchać jeżeli na coś mu teraz odpowie, przyprawiała go o lekkie mdłości. Albo to głód i konsekwencje niezjedzonego obiadu. Marzył o powrocie do obściskiwania się na tarasie, albo teleportowania się do przyszłości, w której ten koszmar się kończy. Ten zachód słońca zwyczajnie nie był tego warty. Odwiesił ten wieszak. Chwycił za dziwaczny, skórzany kostium i spojrzał na Laurenta pytająco. Miał założyć to? Cofnąć się jednak po swoje ubrania?
Ale za bardzo bał się powiedzieć teraz, że uważał wypowiedź Laurenta za kompletną bzdurę. Może to jednak nie był dobry pomysł. Tak samo jak dobrym pomysłem nie było otwieranie ust, jakby chciał coś z siebie wydusić, bo kiedy chciał udzielić odpowiedzi, to przerwało mu kolejne sfrustrowane zdanie zakończone krzykiem. Niby rozumiał, dlaczego milczeniem doprowadzał go do białej gorączki, ale wciąż - tylko kompletny dureń by się nie domyślił, o co mu chodzi, więc w tym jednym Laurent miał rację - ta odmiana wcale nie była takim złym pomysłem, jak się zamienią ciałami na swoje, to wróci do bycia tym wyrozumiałym, delikatnym, kochającym sobą, a nie tym drącym japę okrutnikiem. Spojrzał się na niego krzywo, kiedy padały kolejne wyrzuty i te jakieś dziwaczne wskazówki, jakby oczu nie miał i nie potrafił podnieść odpowiednich spodni z wieszaka. Załóż swoje ubrania, jeśli chcesz. Nie chciał. Bo jak czar się skończy, to te spodnie mogą się rozerwać, a to są jego ulubione, najukochańsze spodnie. Poza tym to ciało wyglądałoby w tym idiotycznie, a on nie chciał wyglądać idiotycznie. Tam wisiały spodnie jeżeli chciał. Naprawdę chodziło o to co on chciał, czy jednak chodziło o to czego chciał Laurent?
- Czy mam to założyć? - Zapytał i zrobił to tak niepewnie, z takim strachem w oczach, jakby od tego co na siebie założy zależała cała jakość ich dalszej konwersacji. Może to był błąd taki jak z tym fotelem. Może jak założy tę skórę, albo to, co wcześniej niby-kazał mu założyć, to to szybciej się skończy, a on będzie zadowolony? Złapał za krawędź tej bluzki, co ją na siebie założył i zawahał się, ale ostatecznie ją z siebie ściągnął, chociaż naprawdę dobrze na nim leżała, po czym odwiesił ją na wieszak. Czuł się teraz trochę jak w tym cholernym lesie, kiedy czekał aż Bletchley skończy się tym zajmować i przyjdzie mu naklepać, za w gruncie rzeczy chuj wie co. Tak smakowały te ostatnie sekundy przed byciem uderzonym w gębę przez kogoś, kto cię kochał. Te emocje były mniej intensywne, ale istniały. Najgorsze było to, że był zbyt trzeźwy, żeby tego łatwo nie powiązać. Tego, że tak się pewnie czuł Laurent za każdym razem kiedy wzbierał się w nim ten gniew i faktycznie - Flynn, na Matkę - jesteś potworem. Laurent sam z siebie takich wysrywów nie mówił, czyli to tkwiło gdzieś tam w tym przećpanym mózgu, tylko i wyłącznie. On sam wcale nie czuł siły na przepychanki, wręcz przeciwnie - sama myśl o monologu, jaki będzie musiał wysłuchać jeżeli na coś mu teraz odpowie, przyprawiała go o lekkie mdłości. Albo to głód i konsekwencje niezjedzonego obiadu. Marzył o powrocie do obściskiwania się na tarasie, albo teleportowania się do przyszłości, w której ten koszmar się kończy. Ten zachód słońca zwyczajnie nie był tego warty. Odwiesił ten wieszak. Chwycił za dziwaczny, skórzany kostium i spojrzał na Laurenta pytająco. Miał założyć to? Cofnąć się jednak po swoje ubrania?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.