31.01.2025, 03:29 ✶
Westchnął z pewnym wahaniem, bo ten strach wciąż w nim tkwił. Świadomość, że mógł nieświadomie odpalić tykającą bombę. Potarł czoło dłonią, po czym spróbował poprawić roztrzepane włosy.
- Nie wiem - powiedział to już dzisiaj tyle razy... ale to był naprawdę dzień pełen sprzeczności i to wydawało się jakieś takie oczywiste, że nie wiedział, chyba nawet nie powinien wiedzieć - nie wiem, jak to miałoby być smutne. Smutno ci, bo nie masz trzeciej ręki albo drugiego serca? - Te słowa zawisły w powietrzu, jakby sam nie wiedział, co czuł po ich wypowiedzeniu. Ale faktycznie smutek mu się kojarzył z czymś, co zostało utracone. Utracił na przykład bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Miał wrażenie, że jak wyciągnie te ręce, to natrafi na pustkę i nic go bardziej nie przerażało niż ta pustka, a przed chwilą przekonał się o tym, że sygnalizacja świetlna miała określone, wyraźne i czytelne kolory. Nie utracił nigdy kolorów. Jak wróci do swojego ciała, to może poczuje ból - ale teraz nie potrafił go sobie nawet wyobrazić. Poza tym wciąż posiadał wzrok. Widział światło i cień, a to pozwalało mu dostrzegać miękkość mglistego poranka i surowość południowego słońca, kiedy jego promienie rozcinają przestrzeń na kawałki i rzucają cienie tak ostre jak nóż. To było niewygodne, niebezpieczne, ale mogło być gorzej - mógł nigdy nie zaznać widoku czegokolwiek, a i tak codzienność życia w ciele z tak rozbieganymi myślami drażniła bardziej niż ślepota na barwy, za którymi nie tęsknił. Kolory były opowieścią wykutą na pamięć tak wyraźnie, że nie potrzebował teraz pokazywania ich palcem i nazywania. Czymś, o czym często myślał i lubił o tym słuchać i chyba... to doświadczenie zniszczy te wszystkie historie. Zniszczy postrzeganie rzeczy wokół przez pryzmat cudzych słów i emocji. Zacznie to opierać na tych szczątkowych wspomnieniach. Jak tego nie wytrzyma, to chyba poprosi Caina o ich usunięcie. - Skąd ja mam kurwa wiedzieć, czego chcę? - Zapytał wreszcie, opuszczając głowę jeszcze niżej. Niestety mimo marzeń nie dało się zapaść pod podłogę. Mógłby się schować pod dywan, ale pewnie by się nie zmieścił. - Myślałem, że zjemy dzisiaj te twoje krewetki, poopowiadasz mi coś, poczytamy jakieś książki, nie wiem, pójdziemy na spacer albo coś tam, a wieczorem albo rano cię bzyknę i wszystko będzie okej. Ale nic nie jest kurwa okej. Skąd... skąd ja mam wiedzieć, co robić... Myślisz, że ktoś napisał poradnik, co się robi, jak po ponad trzydziestu latach widzisz nagle kompletnie z dupy kolor nieba, skoro to nie jest płakanie? - Nie ubierał się już. Zwyczajnie oparł ręce na twarzy, łokcie na kolanach i tak zwisł w bezruchu. Nie wystukiwał palcami żadnego rytmu, zamiast tego strasznie sapał.
- Nie wiem - powiedział to już dzisiaj tyle razy... ale to był naprawdę dzień pełen sprzeczności i to wydawało się jakieś takie oczywiste, że nie wiedział, chyba nawet nie powinien wiedzieć - nie wiem, jak to miałoby być smutne. Smutno ci, bo nie masz trzeciej ręki albo drugiego serca? - Te słowa zawisły w powietrzu, jakby sam nie wiedział, co czuł po ich wypowiedzeniu. Ale faktycznie smutek mu się kojarzył z czymś, co zostało utracone. Utracił na przykład bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Miał wrażenie, że jak wyciągnie te ręce, to natrafi na pustkę i nic go bardziej nie przerażało niż ta pustka, a przed chwilą przekonał się o tym, że sygnalizacja świetlna miała określone, wyraźne i czytelne kolory. Nie utracił nigdy kolorów. Jak wróci do swojego ciała, to może poczuje ból - ale teraz nie potrafił go sobie nawet wyobrazić. Poza tym wciąż posiadał wzrok. Widział światło i cień, a to pozwalało mu dostrzegać miękkość mglistego poranka i surowość południowego słońca, kiedy jego promienie rozcinają przestrzeń na kawałki i rzucają cienie tak ostre jak nóż. To było niewygodne, niebezpieczne, ale mogło być gorzej - mógł nigdy nie zaznać widoku czegokolwiek, a i tak codzienność życia w ciele z tak rozbieganymi myślami drażniła bardziej niż ślepota na barwy, za którymi nie tęsknił. Kolory były opowieścią wykutą na pamięć tak wyraźnie, że nie potrzebował teraz pokazywania ich palcem i nazywania. Czymś, o czym często myślał i lubił o tym słuchać i chyba... to doświadczenie zniszczy te wszystkie historie. Zniszczy postrzeganie rzeczy wokół przez pryzmat cudzych słów i emocji. Zacznie to opierać na tych szczątkowych wspomnieniach. Jak tego nie wytrzyma, to chyba poprosi Caina o ich usunięcie. - Skąd ja mam kurwa wiedzieć, czego chcę? - Zapytał wreszcie, opuszczając głowę jeszcze niżej. Niestety mimo marzeń nie dało się zapaść pod podłogę. Mógłby się schować pod dywan, ale pewnie by się nie zmieścił. - Myślałem, że zjemy dzisiaj te twoje krewetki, poopowiadasz mi coś, poczytamy jakieś książki, nie wiem, pójdziemy na spacer albo coś tam, a wieczorem albo rano cię bzyknę i wszystko będzie okej. Ale nic nie jest kurwa okej. Skąd... skąd ja mam wiedzieć, co robić... Myślisz, że ktoś napisał poradnik, co się robi, jak po ponad trzydziestu latach widzisz nagle kompletnie z dupy kolor nieba, skoro to nie jest płakanie? - Nie ubierał się już. Zwyczajnie oparł ręce na twarzy, łokcie na kolanach i tak zwisł w bezruchu. Nie wystukiwał palcami żadnego rytmu, zamiast tego strasznie sapał.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.