• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine

[04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
31.01.2025, 15:09  ✶  

Yaxleyówna nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać. Sama zachowała się w stosunku Roisa dość nisko, chciała go zranić, uderzyć w niego jak najmocniej, tak właściwie bez konkretnego powodu. Nie spodobało jej sie to, co usłyszała, więc postanowiła odpłacić mu tym samym, może nawet czymś gorszym. Sięgając chyba po najgorszy komentarz z możliwych, tak - miała świadomość, że go to zaboli, o to jej przecież chodziło. Szkoda, że po fakcie docierało do niej, że nie powinna była tego robić. Kiedyś by się zastanowiła nad tym, czy warto, teraz miotała się sama w tym, co mieli, czego nie mieli mieć. Nie panowała zupełnie nad sytuacją, w której się znaleźli. To powodowało, że zaczynała kąsać, próbowała się bronić przed nieuniknionym, przy okazji raniąc tych, na których jej najbardziej zależało, no i uderzając też w siebie samą. To nie było szczególnie rozsądne, ale rzadko kiedy postępowała rozsądnie.

Nie wiedziała, czy jest gotowa na kolejną rozmowę, raczej skłaniała się ku temu, że nie była. Nie miała pojęcia, co miałaby mu właściwie powiedzieć. Jak w ogóle powinna się zachować w tej sytuacji? Przeprosić go za to, że myślała, że ma w nią wyjebane i się znudził, kiedy on zamiast tego znalazł się na skraju i próbował odebrać sobie życie? Właściwie z tego, co powiedział Corio to chyba nawet mu się to udało, na chwilę. Nie chciała o tym myśleć, wolała się w to nie zagłębiać, bo czuła, że może to ją doprowadzić do płaczu, zazwyczaj płakała z bezsilności, dzisiaj już też uroniła sporo łez, nim zebrała się w sobie.

Nie chciała jednak ignorować jego obecności. Nie umiała tego zrobić, może nie była jeszcze gotowa na to, by spojrzeć mu w oczy, ale mimo wszystko udało jej się na tyle się ogarnąć, że dała mu znać, że nie ma nic przeciwko temu, żeby się do niej dosiadł. Tyle, że co dalej? Nie wiedziała. Czuła, że zmierzają ku tej chwili, kiedy któreś z nich głośno powie to, co było nieuniknione.

Jeszcze rano wydawało jej się, że mieli trochę czasu na to, aby sobie to wszystko ułożyć, tyle, że właściwie to od samego początku nie było czego układać. Nie mieli mieć żadnej przyszłości, na pewno nie razem, mówili to w głos, powtarzali sobie, żeby przypadkiem za bardzo się w tym nie zatracili, tyle, że zachowywali się zupełnie inaczej, sprowadzili tu zwierzaki, to samo w sobie było znakiem, że raczej nie mieli zamiaru się szybko stąd zbierać.

Teraz jednak wszystko trafił szlag. Niby im na sobie zależało, niby się kochali, niby się o siebie troszczyli, ale również jak nikt inny potrafili sobie dopierdalać, czyż nie? W przeciwieństwie do tego, co mieli kiedyś, teraz w tym też się nie hamowali. Wręcz przeciwnie, tutaj również zniknęły wszelkie granice.

Sytuacja, w której się teraz znaleźli była podobna do tego, co wydarzyło się wtedy, gdy wrócili tu po wizycie w jaskini, tyle, że Roise tym razem usiadł nieco dalej, nie zbliżył się do niej. Cóż, nie dziwiła mu się wcale i tak zaskoczyło ją to, że się tutaj pojawił, a nie odszedł bez słowa.

Wpatrywała się w fale, które uderzały o brzeg, nie przeszkadzała jej zupełnie ta mrzawka, która powoli zaczynała zamieniać się w deszcz, już nie ciepły i letni, bardziej jeden z tych jesiennych i zimnych. Lato odchodziło w zapomienie, liczyła na to, że jesień przyniesie jej nieco nadziei, ale chyba te myśli też powoli zaczynały odchodzić. Ten początek września okazał się być bowiem mocno skomplikowany, nie zakładała, że tak będzie, nie tego się spodziewała. Liczyła na to, że po tym, jak zniszczy dopplegangera jej wszystkie problemy znikną niczym jak przez dotknięcie czarodziejskiej różdżki, niestety tak się nie stało, wręcz przeciwnie - było tylko gorzej.

Nie wiedziała, czy milczenie nie jest lepsze, chyba jeszcze nie była gotowa na to, by usłyszeć, że to faktycznie miał być ich koniec. Nie spodziewała się niczego więcej, to raczej nie miało mieć miejsca, nie po tym, co dzisiaj zaszło. Nie miała pojęcia, czy powinna w ogóle poruszyć ten temat, który się pojawił, chociaż miała wiele pytań. Czy naprawdę uważał, że to było lepszym rozwiązaniem, niż pozwolenie jej się zaangażować w jego sprawy? Jak bardzo źle z nim musiało być, że podjął taką decyzję? Jasne, tamten czas dla niej również nie był łatwy, jednak nie pomyślałaby o tym, żeby zrobić coś takiego. Zastanawiała się, co wtedy czuł, co się z nim działo. Była na siebie zła, że nie było jej przy nim, kiedy było z nim najgorzej. Nie była jego oparciem, gdy najbardziej tego potrzebował. To bolało, bo przecież obiecali sobie, że będą razem do usranej śmierci, a śmierć miała nadejść wtedy, kiedy nie było jej obok niego.

Nie przysunęła się bliżej, nie chciała przekraczać wyznaczonej przez mężczyznę granicy, wyjątkowo zupełnie nie miała pojęcia, jak właściwie powinna postąpić. Zawsze znajdowała jakieś rozwiązanie, mniej lub bardziej odpowiednie. Aktualnie? Miała w głowie pustkę. To wszystko, co się wydarzyło ją przytłoczyło, nie potrafiła się w tym odnaleźć. Siedziała więc i patrzyła się w eter. Czy powinna się odezwać? Pewnie wypadałoby, tyle, że brakowało jej słów, nie chciała go znowu przepraszać za to, że była podła i chciała go zranić, ileż razy mogła to bowiem robić?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (6021), Geraldine Greengrass-Yaxley (4715)




Wiadomości w tym wątku
[04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 01:25
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 10:05
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 13:17
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 15:09
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 16:49
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.01.2025, 23:51
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.02.2025, 01:26
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.02.2025, 19:36
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.02.2025, 20:29
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.02.2025, 22:56
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.02.2025, 00:06
RE: [04.09.1972] Na zawsze razem, na zawsze osobno || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.02.2025, 01:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa