31.01.2025, 17:34 ✶
Pokręcił głową. Wcale tak nie uważał, ale już trochę zaakceptował sytuację, w której chciał odpuszczać, żeby wszystko układało się wygodniej dla Laurenta. Nie zaprotestował więc werbalnie, zwyczajnie płynął z jego myślą, korzystając z okazanej mu jednak bliskości. Dopiero po kilkunastu sekundach odpowiedział krótkie:
- Tak.
Zaraz po tym podniósł się, odrobinę za szybko jak na jego obecne możliwości i przez to zachwiał nieco, ale nie upadł, nie potknął się o nic, nie przewrócił. Stanął nad nim i dopiero teraz dotarła do niego niby liczbowo mała, ale w kontekście tego, że do tej pory to zawsze on zadzierał głowę, znacząca różnica wzrostu. Ułożył dłoń na jego lędźwiach i spojrzał w te brązowe oczy pytająco, nie chcąc wprawiać go teraz w jakiś szczególnie duży dyskomfort. Ale było to w nim - ta potrzeba, żeby zamknąć oczy i połączyć ich usta, wygiąć go do tyłu i całować go tak, jak zawsze chciał żeby Laurent to robił. Bo jeżeli istniało miejsce, gdzie był faktycznie skory do eksperymentów i doświadczania, było to właśnie łóżko. Powoli docierał do niego jednak powód, dlaczego Laurent mógł tego dotyku unikać. Dla niego to mogło być zbyt dziwne, tak? Nawet jeżeli tylko to sobie wmawiał, to i tak było to milsze niż myśl o odtrąceniu, więc ta narracja grała teraz pierwsze skrzypce, próbując to jakkolwiek uratować.
Jeżeli nie dostał zgody na to zbliżenie, jedynie uśmiechnął się smutno.
- Ubiorę się tylko - powiedział spokojnie i tak też zrobił, zaczynając od bluzki, którą odwiesił w panice i kończąc na wąskich spodniach z szorstkiego materiału, wyjątkowo jak na jego fakturę rozciągliwego. Nie miał pojęcia co to jest, ale kiedy spojrzał w lustro, żeby poprawić ułożenie tych ubrań i teraz jeszcze mocniej rozstrzelanych włosów, dotarło do niego, że podobało mu się to co widział. Potarł swoją brodę i uznał Laurenta za kogoś jeszcze atrakcyjniejszego w kolorach. Może i nie nadawał jego oczom tej samej głębi i życia, ale to wcale nie czyniło go kimś brzydkim. Ba - aż dziwnie było patrzeć na własne odbicie i nie widzieć tej paskudnej mordy, jaką widział w niej normalnie. Gdyby nie to jak łatwo wyczuwał pod palcami krawędzi żeber i jak ciężko mu było schylić się po upieczony wieszak, pewnie doznałby jakiejś obsesji, ale brak ruchu wystarczająco sprowadzał go na ziemię. Nic przecież, ani idealnie równe zęby, ani zdrowe oczy, nie potrafiły zrekompensować tego, że nie był w stanie podciągnąć się na drążku nawet raz. Czuł się w tym ciele jak w pułapce.
Skierował swoje kroki tam, gdzie był teraz Laurent, albo zabrał go ze sobą, jeżeli wciąż tu był. Wizja zapalenia razem papierosów była zbyt atrakcyjna, żeby ją teraz odrzucił, nawet jeżeli o wiele bardziej ciągnęło go do smacka.
- Czujesz się dobrze? - Pytanie rzucił niby swobodnie, ale dało się wyczuć, że coś kryło się pod jego fasadą.
- Tak.
Zaraz po tym podniósł się, odrobinę za szybko jak na jego obecne możliwości i przez to zachwiał nieco, ale nie upadł, nie potknął się o nic, nie przewrócił. Stanął nad nim i dopiero teraz dotarła do niego niby liczbowo mała, ale w kontekście tego, że do tej pory to zawsze on zadzierał głowę, znacząca różnica wzrostu. Ułożył dłoń na jego lędźwiach i spojrzał w te brązowe oczy pytająco, nie chcąc wprawiać go teraz w jakiś szczególnie duży dyskomfort. Ale było to w nim - ta potrzeba, żeby zamknąć oczy i połączyć ich usta, wygiąć go do tyłu i całować go tak, jak zawsze chciał żeby Laurent to robił. Bo jeżeli istniało miejsce, gdzie był faktycznie skory do eksperymentów i doświadczania, było to właśnie łóżko. Powoli docierał do niego jednak powód, dlaczego Laurent mógł tego dotyku unikać. Dla niego to mogło być zbyt dziwne, tak? Nawet jeżeli tylko to sobie wmawiał, to i tak było to milsze niż myśl o odtrąceniu, więc ta narracja grała teraz pierwsze skrzypce, próbując to jakkolwiek uratować.
Jeżeli nie dostał zgody na to zbliżenie, jedynie uśmiechnął się smutno.
- Ubiorę się tylko - powiedział spokojnie i tak też zrobił, zaczynając od bluzki, którą odwiesił w panice i kończąc na wąskich spodniach z szorstkiego materiału, wyjątkowo jak na jego fakturę rozciągliwego. Nie miał pojęcia co to jest, ale kiedy spojrzał w lustro, żeby poprawić ułożenie tych ubrań i teraz jeszcze mocniej rozstrzelanych włosów, dotarło do niego, że podobało mu się to co widział. Potarł swoją brodę i uznał Laurenta za kogoś jeszcze atrakcyjniejszego w kolorach. Może i nie nadawał jego oczom tej samej głębi i życia, ale to wcale nie czyniło go kimś brzydkim. Ba - aż dziwnie było patrzeć na własne odbicie i nie widzieć tej paskudnej mordy, jaką widział w niej normalnie. Gdyby nie to jak łatwo wyczuwał pod palcami krawędzi żeber i jak ciężko mu było schylić się po upieczony wieszak, pewnie doznałby jakiejś obsesji, ale brak ruchu wystarczająco sprowadzał go na ziemię. Nic przecież, ani idealnie równe zęby, ani zdrowe oczy, nie potrafiły zrekompensować tego, że nie był w stanie podciągnąć się na drążku nawet raz. Czuł się w tym ciele jak w pułapce.
Skierował swoje kroki tam, gdzie był teraz Laurent, albo zabrał go ze sobą, jeżeli wciąż tu był. Wizja zapalenia razem papierosów była zbyt atrakcyjna, żeby ją teraz odrzucił, nawet jeżeli o wiele bardziej ciągnęło go do smacka.
- Czujesz się dobrze? - Pytanie rzucił niby swobodnie, ale dało się wyczuć, że coś kryło się pod jego fasadą.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.