31.01.2025, 20:22 ✶
Raczej nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że Miles Yule zwyczajnie nie obchodzi. Nie ma to oczywiście związku z tym czy jest wierzący, czy nie - po prostu kiedy jedni ludzie świętują, inni muszą pilnować ich bezpieczeństwa, i skoro Alastor bierze każdą, nawet najbardziej upierdliwą zmianę, to Miles nie ma czego szukać w domu. Oczywiście musi znosić skwierczenie Bertiego, który regularnie zaprasza ich do Doliny, musi znosić utyskiwania Brenny i kosze z warowniowym żarciem, bo przecież wiadomo, że Moody żyją na kawie i fajkach. Z resztą od śmierci matki, która dbała o takie rzeczy, nastrój świąteczny dla Millie nie istnieje, podobnie jak jakikolwiek sens modlenia się, skoro bogowie nie dali spełnić jej modlitw o zdrowie rodzicielki. Szczytem świątecznej atmosfery jest regularne dopajanie się grzanym winem i wypicie lepszej butelki whisky po służbie świątecznej. Raz Erikowi dała się złapać na wgapianie w swoje dziecięce marzenie - magiczną kolejkę z której komina wylatuje dym, a małe światełka oświetlają drogę lokomotywie. Raz i ostatni. Nie lubi dostawać prezentów, nie lubi ich dawać. Nie składa życzeń, bo trzeba byłoby dobrze życzyć też tym, którym dobrze się wcale nie życzy.
Jest przekonana, że to jej własny, bardzo dorosły wybór, ale zapewne rozmiękczyłoby ją totalnie, gdyby usiadła tego dnia do wspólnego stołu z bratem, zakonnikami i kilkoma przyjaciółmi spoza feniksowego kręgu. Może nawet nie klęłaby zbyt dużo, może nawet nie wypiłaby cichaczem całego ajerkoniaku. Może usiadłaby gdzieś z boku, by wszystkich namalować, kompulsywnie licząc, czy przy stole nie siedzi 13 osób, bo to jedyna zasada wspólnego biesiadowania o jakiej pamięta. Może potem usiadłaby ze starymi kartami od Morpheusa w kącie i powróżyła każdemu, kto chciałby słuchać o tym jak as buław jest kartą masturbacji, bo zobacz ta laska wygląda totalnie jak chuj. Na ten moment jednak jest strasznym grinczem płci niewieściej, ostentacyjnie patroluje ulice i cieszy się, kiedy może spuścić wpierdol typowi, który nie szanuje świętowania innych. Albo jak ucieka... idealny prezent świąteczny. Och, i co roku daje Alastorowi jedną parę skarpetek z jakimś świątecznym na drukiem. Słyszała że skarpetki to najbardziej męski prezent z możliwych.
Jest przekonana, że to jej własny, bardzo dorosły wybór, ale zapewne rozmiękczyłoby ją totalnie, gdyby usiadła tego dnia do wspólnego stołu z bratem, zakonnikami i kilkoma przyjaciółmi spoza feniksowego kręgu. Może nawet nie klęłaby zbyt dużo, może nawet nie wypiłaby cichaczem całego ajerkoniaku. Może usiadłaby gdzieś z boku, by wszystkich namalować, kompulsywnie licząc, czy przy stole nie siedzi 13 osób, bo to jedyna zasada wspólnego biesiadowania o jakiej pamięta. Może potem usiadłaby ze starymi kartami od Morpheusa w kącie i powróżyła każdemu, kto chciałby słuchać o tym jak as buław jest kartą masturbacji, bo zobacz ta laska wygląda totalnie jak chuj. Na ten moment jednak jest strasznym grinczem płci niewieściej, ostentacyjnie patroluje ulice i cieszy się, kiedy może spuścić wpierdol typowi, który nie szanuje świętowania innych. Albo jak ucieka... idealny prezent świąteczny. Och, i co roku daje Alastorowi jedną parę skarpetek z jakimś świątecznym na drukiem. Słyszała że skarpetki to najbardziej męski prezent z możliwych.