Przejebane, tak stwierdził, czując, jak zmęczenie i świąteczny eggnog przyklejają się do niego sennie. Tak samo jak on przykleił się do grupy wczesnych kolędników, równie przepełnionych jedzeniem i alkoholem, jak on, śpiewając piosenki, które już dawno straciły swoje świąteczne melodie. Teraz nastała pora na taką o córce rybaka, która ruchała się z kozłem. Tym bardziej zabawne, że jeden z kolędników miał kostium rzekomego jegomościa, którego przyrodzenie i jurność wychwalała piosenka. On słyszał za to, że prawdziwe kozły obciągają same sobie. To była najbardziej obrzydliwa rzecz, zaraz obok tego, że kaczory ruchają trupy.
Nie powstrzymywało go to przed przyrządzaniem koziny czy dań z koziego sera, a jego kaczka w pomarańczach stanowiła gwiazdę wieczoru zawsze, gdy pojawiała się na stole.
Kolędnicy, a przy tym też Lewis, z czerwonym nosem i uszami, bo zapomniał czapki, drący ryje w świątecznej celebracji Yule, wkroczyli na teren publicznej celebracji. Lewis zatrzymały się przy choince, podrapał po głowie, próbując rozczytać napis, ale coś mu się literki zlewały. Umiał czytać, ale to już alkohol i zmęczenie.
W końcu, gdy głosy odpłynęły, a on się trochę otrzeźwił, dotarło do niego, o co chodzi. Czego mógł sobie życzyć? Że zostanie najlepszą striptizerką w Rejewachu? To byłoby śmieszne, zwłaszcza że nie ma tam innych. Żarty żartami, z magią nie ma żartów, nawet jeśli kusiło go wypowiedzieć coś absolutnie durnego.
Wysłał swoją bombkę, w kształcie pękatego worka z prezentami, z łatką w kolorze czerwonym i wystającymi z niego prezentami, a ona wylądowała bardzo wysoko, niemal przy samej gwieździe.
To czego życzył sobie Lewis mogło zaskoczyć wszystkich, ale jego życzeniem było, aby w następne Yule nikt nie był głodny, zmarznięty i smutny.
Bombka zalśniła, a on włożył ręce do kieszenie. Powędrował do swojego mieszkania na Nokturnie, do którego zgubił trochę drogę, z każdym krokiem w coraz lepszym nastroju. Świat był piękny, jego szalik z second handu ciepły, a jedzenie, które przygotował na następny dzień przepyszne. Wyszło mu absolutnie wszystko, co chciał zrobić.