29.01.2023, 04:01 ✶
Pewne kwestie nie były kwestią interesowania się polityką bądź nie. Jedna rzecz obserwować, jak politycy oferują wyborczą kiełbasę bądź urządzają słowne potyczki, żeby zdobyć poparcie, ewentualnie jak wprowadzają kolejne przepisy, mające mniejszy lub większy wpływ na codzienne życie. Druga – orientować się, w jakkolwiek by nie patrzeć, poważnych sprawach, zahaczających wręcz o wojnę.
- Stella, bo tego nie da się zrozumieć. Nie mam pojęcia, co trzeba mieć w głowie, żeby twierdzić, że mugole i czarodzieje pochodzenia mugolskiego są czymś… podrzędnym? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Wyglądała dodatkowo na oburzoną samym takim konceptem, co dziwić nie powinno – zwłaszcza że w kręgu znajomych miała sporo osób, co nie wywodziło się z czarodziejskich rodzin i bynajmniej tego nie ukrywała – Wyobrażasz sobie świat, w którym wszyscy oni mieliby stać się służącymi? Choć nie, nawet nie nimi, bo ci przecież otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę – urwała, żeby odetchnąć głębiej, uspokoić gotującą się na nowo złość. Tak bardzo jej się nie podobały postulaty „Czarnego Pana”, tak bardzo sobie nie wyobrażała, że mógłby zaprowadzić swój porządek…
Pokręciła głową, słysząc kolejne słowa siostry. Czysta krew… żeby to było takie proste.
- Kochanie – zaczęła, sięgając po bardzo łagodny ton – Nie masz tego napisanego na czole, to raz. Dwa, wystarczy się znaleźć w złym miejscu i w złym czasie. Skąd masz pewność, że nie urządzą ataku akurat tam, gdzie będziesz przechodzić? Grać? Skąd masz pewność, że nie dostaniesz jakimś rykoszetem, że komuś coś się nie pomyli? – tłumaczyła cierpliwie, z nadzieją, że takie przedstawienie sprawy skłoni młodszą siostrę do namysłu. I najlepiej do spakowania się oraz opuszczenia Londynu.
Tu naprawdę przestało być bezpiecznie.
- Obawiam się, że nie mam odpowiedzi, których oczekujesz – przyznała. Najchętniej schowałaby Stellę gdzieś daleko, gdzieś, gdzie naprawdę nie mogło spotkać jej nic złego. Ale to przypominało więzienie, takie samo jak to, w którym tkwiła teraz. Tyle że nazywało się „małżeństwo”.
- Niemniej karierę możesz robić nie tylko w Londynie. Nie tylko w Brytanii. Na kontynencie też z pewnością znalazłabyś uznanie – zapewniła siostrę z cała wiarą, na jaką ją było stać. Zresztą, młodsza Avery w oczach Clare naprawdę miała talent, nawet jeśli wspomagany był czasem urokiem, prezencie od przodkini. I trzeba by było być skończonym idiotą, żeby go nie docenić.
- Stella, bo tego nie da się zrozumieć. Nie mam pojęcia, co trzeba mieć w głowie, żeby twierdzić, że mugole i czarodzieje pochodzenia mugolskiego są czymś… podrzędnym? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Wyglądała dodatkowo na oburzoną samym takim konceptem, co dziwić nie powinno – zwłaszcza że w kręgu znajomych miała sporo osób, co nie wywodziło się z czarodziejskich rodzin i bynajmniej tego nie ukrywała – Wyobrażasz sobie świat, w którym wszyscy oni mieliby stać się służącymi? Choć nie, nawet nie nimi, bo ci przecież otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę – urwała, żeby odetchnąć głębiej, uspokoić gotującą się na nowo złość. Tak bardzo jej się nie podobały postulaty „Czarnego Pana”, tak bardzo sobie nie wyobrażała, że mógłby zaprowadzić swój porządek…
Pokręciła głową, słysząc kolejne słowa siostry. Czysta krew… żeby to było takie proste.
- Kochanie – zaczęła, sięgając po bardzo łagodny ton – Nie masz tego napisanego na czole, to raz. Dwa, wystarczy się znaleźć w złym miejscu i w złym czasie. Skąd masz pewność, że nie urządzą ataku akurat tam, gdzie będziesz przechodzić? Grać? Skąd masz pewność, że nie dostaniesz jakimś rykoszetem, że komuś coś się nie pomyli? – tłumaczyła cierpliwie, z nadzieją, że takie przedstawienie sprawy skłoni młodszą siostrę do namysłu. I najlepiej do spakowania się oraz opuszczenia Londynu.
Tu naprawdę przestało być bezpiecznie.
- Obawiam się, że nie mam odpowiedzi, których oczekujesz – przyznała. Najchętniej schowałaby Stellę gdzieś daleko, gdzieś, gdzie naprawdę nie mogło spotkać jej nic złego. Ale to przypominało więzienie, takie samo jak to, w którym tkwiła teraz. Tyle że nazywało się „małżeństwo”.
- Niemniej karierę możesz robić nie tylko w Londynie. Nie tylko w Brytanii. Na kontynencie też z pewnością znalazłabyś uznanie – zapewniła siostrę z cała wiarą, na jaką ją było stać. Zresztą, młodsza Avery w oczach Clare naprawdę miała talent, nawet jeśli wspomagany był czasem urokiem, prezencie od przodkini. I trzeba by było być skończonym idiotą, żeby go nie docenić.
362/677