31.01.2025, 23:25 ✶
Crow obserwował go uważnie, przesuwając spojrzeniem brązowych tęczówek po jego twarzy. Ręka już na Thomasie została - bawiła się przez moment materiałem koszuli, póki się tym nie zmęczył i nie ułożył jej płasko na jego prawej piersi. Nie miał pojęcia jak odpowiedzieć na zadane mu pytanie, więc po prostu wzruszył ramionami lekko zdziwiony.
- Odkąd pamiętam, uciekliśmy stamtąd razem - powiedział i przekręcił głowę w bok, nie spuszczając spojrzenia w dół, ani nie uciekając nim na boki. - Więc nie jestem pewien, czy masz mi za co dziękować jeżeli chodzi o uciekanie z zadymionej jaskini. - Zresztą jego zaklęcia okazały się wtedy przynajmniej po części bezskuteczne. - Ale prawda jest taka, że zawdzięczasz mi życie, Thomasie, przynajmniej ja jestem takiego zdania. Czekałem na to, aż wrócisz do swojej siostry, bo nie mogłem powiedzieć ci tego w lesie przy Geraldine - widzisz, nasi znajomi obu nas mieli głęboko w swoich ciasnych pizdach i gwarantuję ci, że jeżeli jeszcze raz zobaczę tego skończonego chuja, którego zabrała ze sobą, to któregoś z nas będziesz zeskrobywał z chodnika. - Uśmiechnął się, ale to nie było ani rozbawienie, ani sympatia, to było ujście głębokiej irytacji, która bardzo łatwo przedarła jak kartkę minimum ogłady, jakie nabył, mieszkając przez ostatni miesiąc, z kimś tak ułożonym i delikatnym jak Laurent. Zamilkł na moment, przesuwając tę dłoń w lewo, żeby znalazła się na samym środku jego klatki piersiowej i mógł wyczuć bijące pod skórą serce. - Nora śpi. Mabel też. - Od samego początku mówił bardzo cicho, ale to powiedział już na granicy szeptu. Potrzebował w ogóle to mówić? Zaznaczać to, że nikt ich w tej kuchni nie zastanie? - Nie boisz się tego, że jestem tym czymś? Że cokolwiek siedziało tam na dole, wróciło do ciebie w takiej upierdliwej formie? - Pytanie było zasadne, przecież widzieli tam przedziwne rzeczy i powinni podważać, cokolwiek widzieli. On jednak był niemalże pewny swojej racji, że Figg nie był tym... cokolwiek to było. Bo tamta istota bardzo nachalnie skorzystałaby z okazji już w momencie, w którym sunął mu ręką po twarzy.
- Odkąd pamiętam, uciekliśmy stamtąd razem - powiedział i przekręcił głowę w bok, nie spuszczając spojrzenia w dół, ani nie uciekając nim na boki. - Więc nie jestem pewien, czy masz mi za co dziękować jeżeli chodzi o uciekanie z zadymionej jaskini. - Zresztą jego zaklęcia okazały się wtedy przynajmniej po części bezskuteczne. - Ale prawda jest taka, że zawdzięczasz mi życie, Thomasie, przynajmniej ja jestem takiego zdania. Czekałem na to, aż wrócisz do swojej siostry, bo nie mogłem powiedzieć ci tego w lesie przy Geraldine - widzisz, nasi znajomi obu nas mieli głęboko w swoich ciasnych pizdach i gwarantuję ci, że jeżeli jeszcze raz zobaczę tego skończonego chuja, którego zabrała ze sobą, to któregoś z nas będziesz zeskrobywał z chodnika. - Uśmiechnął się, ale to nie było ani rozbawienie, ani sympatia, to było ujście głębokiej irytacji, która bardzo łatwo przedarła jak kartkę minimum ogłady, jakie nabył, mieszkając przez ostatni miesiąc, z kimś tak ułożonym i delikatnym jak Laurent. Zamilkł na moment, przesuwając tę dłoń w lewo, żeby znalazła się na samym środku jego klatki piersiowej i mógł wyczuć bijące pod skórą serce. - Nora śpi. Mabel też. - Od samego początku mówił bardzo cicho, ale to powiedział już na granicy szeptu. Potrzebował w ogóle to mówić? Zaznaczać to, że nikt ich w tej kuchni nie zastanie? - Nie boisz się tego, że jestem tym czymś? Że cokolwiek siedziało tam na dole, wróciło do ciebie w takiej upierdliwej formie? - Pytanie było zasadne, przecież widzieli tam przedziwne rzeczy i powinni podważać, cokolwiek widzieli. On jednak był niemalże pewny swojej racji, że Figg nie był tym... cokolwiek to było. Bo tamta istota bardzo nachalnie skorzystałaby z okazji już w momencie, w którym sunął mu ręką po twarzy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.